Czy powieść może zapanować nad swoim stwórcom?

- Dostałem!
- Wyjdziesz z tego...
- Taaa, ale w którą stronę?

No i tak świat zamarzł pod słonecznym blaskiem. Po trzech tygodniach wstawania o 4 i podbudowy tkanki mięśniowej, budzę się zdziwony. Jest 8, jestem suchy, nie trzymam w rękach żadnego trzonka (załóżmy), a żadem żywioł nie próbuje wywiać mi mięsa spomiędzy żeber... Mógłbym się do tego przyzwyczaić. Drugi dzień siedzę w cieple i nie ruszam się. Podbiłem Irlandią cztery kontynęty, jadłem o wyznaczonych porach, oglądałem tv do nocy, zwykłe rzeczy, ale w niezwykłych okolicznościach potrafią się stać gorączkowym marzeniem.
Ostatnio jeżdżąc z Danem mijaliśmy ciągle drogowskazy na Owczarnię. Intrygowało nas to z lekka, co to jest, z czym się je, i czy jest tam zjadówka na centrum, która oszczędziłaby namrozkoszy pomykania obwodową wraz z osobliwie wesołymi kierowcami tirów. Już nie wspominając nawet o tym, czy opuszczalibyśmy ją, każdy z owcą naramieniu. Przydałaby się  mapa mówię, oglądając rozłażacą się w rękak żółtą płachtę na której oprócz rozmytych lini nielicznych dróg, z trudem daje się odczytać: Pomorze Miejskie 1964. "Prawdziwy mężczyzna nie potrzebuje mapy" odpowiada Dan, "Jasne, ja się niezgubiłem! Ja zwiedzam!!!".
W czasie jednego z naszych nocnych dryftów wpadłem też na genialny pomysł, jak zapewnić kobiecie szczęście szczęście i fascuynujące zajęcie na dłuższy czas. dać jej pierścionek zaręczynowy w diamencie, ze słowami, masz odkuj sobie.
Lady Pazurek dostała się w końcu wtryby systemu i załatwiła sobie pracę jako sekretarka w szpitalu Położniczym. I zrobiła to nawet nie używając magii nazwiska, które trzęsie trójmiejską medycyną. Ogólnie się cieszę, może nam się nawet uda zebrać tę kasę na ślub,a do tego oczywiście, będzie mogła mi wynosić noworodki na sprzedarz wyjałowionym pigółkami kobietom zachodu i wcześniaki do bestialskich eksperymentów. Poza tym widzieliście może film "Sekretarka"? Mhmmm.
Dzisiaj Pazurzasta będzie modelką na pokazach jakiejś sławy fryzjerstwa. Wczoraj była na castingu. Robili im tam wstępne przygotowania, minioni podcieli jej końcówki i namiętnie umyli głowę, wymasowywująckażdą pojedyńczą cebulkę. Szponiasta opowiadała jak weszła tam jakaś dziewczyna z prostymi włosami do ramion a wyszła z lokami do połowy pleców... 
Mała trochę pękała, bo hoduje włosy na ślub i wolałaby, żeby po tych wszystkich latach, ktoś jej tych kudłów po prostu nie ściął, albo nie przefarbował na jasny seledyn. Była chyba jedyną znaną mi modelką, która miała nadzieję, że przepadnie na castingu, ale potrzebowaliśmy kasiory a pracy wtedy jeszcze nie było na żadnym z horyzontów. Ale co tam, będzie co będzie. My Lady najwyżej kogoś brutalnie zatłucze nagrzewalnicą i pozostawi jego ciało upięte estetycznie na ścianie z pomocą wałków i nożyczek, a ja już po wsze czasy będę miał satysfakcvję, że będę sypiał z modelką. Ach! Jak przyjemniebyć płytkim.

- O ty! zaraz ci tam włożę zimną rękę!
- E, nie taką znowu zimną.
- Nie tę.

(My)

*

kiszczaksattack 2012-01-29 10:21:02
skomentuj (2)

Apokalipsa- pętla sprzężenia zwrotnego dodatniego

Zapamiętasz ten pierwszy pocałunek
na zawsze i będziesz porównywał do
niego wszystkie inne

(King)

Gdy patrzysz w odchłań sieci, ona patrzy w twoją duszę. A przynajmniej przegląda ci pliki, instaluje trojany i selekcjonuje według wydumanych preferencji linki na Googlu i Tubie. Penetrując miejsca ciemne i wilgotne sieci ostatnimi czasy, wychwytując zmysłami posykiwania i fanfaronady oburzonych, wspominam jak to powiedziałem niegdyś Awarii, że V jak Vendetta jest filmem kultowym i jeszcze nie raz i nie dwa ludzie się do niego odniosą. Wyśmiała mnie wtedy i z charakterystyczną dla siebie subtelnością działającego kombajnu spadającego na demonstrację wegetarian, zasugerowała mi lekkie wodogłowie i ogólne acotytamwiesz...
Właśnie wróciłem z kolejnego odśnieżania. Było cudownie jak zwykle. Ciemności nocy pachnące odrzuceniem i samotnością. Chłodne płatki śniegu na rozpalonych policzkach, ruch na świażym powietrzu... jakże się cieszę, że już tam nie jestem. Musi, po prostu musi być jakiś sposób zbombardowania Osowej taktyczną głowicą nuklearną. Nie musiałaby być duża, wystarczyłoby żeby przez 50 lat nikt nie mógł tam zamieszkać. Choć jak znam życie nasz szef od razu podłapałby okazję i musielibyśmy ten burdel odgruzować i elegancko omieść miotłami z radioaktywnego pyłu.
Na Zeusa gdzieś koło kościoła siedzi jakiś pieprzony słowik, który wyśpiewuje nam hymny pochwalne dla przedświtu. Jestem prawie pewien, że śpiewa: Jak zajebiście jest nie być człowiekiem, nie mieć rąk, w których dałoby się utrzymać szuflę. Lalala frajerzy.
Ostatnio, napędzany kawą i ogólną rządzą grzechu nawiedziłem Na Rogu. Była tam wesoła kompanija, która uzupełniwszy sążniste braki promili wzięła się pod paszki i śpiewając ruszyła na pobliską plażę. "Jęczała pod ścianą biorąc w kakao!" ryczał pierwszy rzut wkraczając na plażę. "Przybywają już poeci. Laskom śluz po nogach leci" zawodziłem zataczając się z lekka pod rękę z Maherką niedoszły Bardem Pomorza i spawaczem z zamiłowania. "W zimnej tej celi na zgniłym posłaniu..." zanucił jakiś miły baryton zza wydm, a to był patrol policji. Na szczęście było nas legion, a ci z przodu przebywali pod gościnnym dachem 3szklaneczek zancznie dłużej co przełożyło się na ich możliwości motoryczne i zubożyło tragicznie refleks, udało mi się więc uniknąć kontaktu z władzami i zimną pryczą najdroższego hotelu Europy.
Mam nadzieję, że wszystko za mnie wyparuje do popołudnia, bo idę dziś znowu do dentysty, a alkohol czasem zabawnie reaguje ze znieczuleniem.

Wyjeżdzamy z parkingu.
Dan - Jedzie coś?
Ja - Ta, ale jakby umarłego wiózł...
A to był karawan.

*

kiszczaksattack 2012-01-24 12:47:57
skomentuj (3)

Torture secrets of Hitlers mad doctor of agony

Nowe życie nie zaczyna się od zmiany
otoczenia, lecz od zmiany perspektywy

Ostatnie dni spędziłem na lodowej pustyni, gdzieś nieopodal bieguna. Z tym że z każdą sekundą biegun zdawał się byc bliżej. Pracowaliśmy praktycznie dwa tygodnie non stop. Bez dni wolnych, wstając codziennie o 4, budzeni przez łoskot sypiącego się śniegu i czule mruczący w słuchawce głos naszego szefa. Rozliczne osiedla, rozliczne przygody. Ludzie dobzi, ludzie źli. Wycięczona głupawka, niepowodzenie prób dryftingu Matizem i szalona jazda zygzaczkiem po cienkich i oblodzonych osiedlowych uliczkach, w takt radośnie kretyńskiej piosenki reklamowej Biedronki i do wtóru strącanych lusterek i zgrzytu lakieru zza okana. I lód, dużo lodu do skuwania, zupełnie bez sensu, bo przecież wystarczyłaby sól. Ale podobno jest droga. My nie jesteśmy drodzy, jesteśmy tańsi. Pękają nam kadłuby, strzelają metalicznie przeciążone ścięgna. Jest ciemno, mokro i zimno, gorąco i znowu ciemno. Odwilż a za nią śnieżna kurtyna, śnieżne panny tańczące w kąciku oka. Odgłos spadających kropli. Dan się śmieje, że za dużo nawąchaliśmy sie tego białego... no śniegu. Świry na Zeusa, pogodni z Ariadny. Na Zeusa obili sobie dom stalą, sami prezesi. Dom wygląda światnie, ale rdzewieje. Sypiemy raz solą, bo podjazdy szerokie na cztery wozy i wpuszczone parę metrów pod ziemie, tak śliskie, że nie można ustać o pchaniu śniegu nie wspominając. Nim  stamtąd odjechaliśmy było już 15 telefonów do szefa. Katolicki naród konfidentów, donosicielki i komunistycznych podpierdalaczy. Innym razem wracamy pozamiatać z lodu piasek, bo im nie jest ślisko a wygląda nieładnie. Podono w zeszłym roku odśnieżono im o 6, do 8 spadł śnieg i jakich dumkopf zadzwonił, że pomoczył sobie spodnie za 3000 i rząda zwrotu pieniędzy. Co roku odśnieża u nich ktoś inny.
Świt za świtem. Para na szkle. Pijany taniec na krawędzi realności, mijamy rano dworzec w oparach dymu. Biegną ludzie, biegną zomowcy. W oparze majaczy Skot, zza budynku wychyla się powoli pochyły ryj czołgu. Co jest reane co jest snem. Dopiero wieczorem skumałem, że to kręcą "Wałęsę".
Idzie dziewczyna z różowym kubeczkiem, z tych zamykanych, idzie po hałdach i koleinach , ale twardo pije. Nabijamy się jeszcze przez godzinę z kubeczków, ostatecznie stwierdzamy, że sami sobie takie kupimy. Będą ze stali nierdzewnej, ze znakami biohazardu, a jak się je otworzy, to ze środka buchnie zielone, ledowe światło. Na zdziwone spojrzenia pasażerów, przepraszający uśmiech i tekst: Przepraszam, ale co jakiś czas musze pić antidotum...

Z fizycznego punktu widzenia nie da
się wytłumaczyć dlaczego pamiętamy
przeszłość, a nie pamiętamy przyszłości

(skądś)


kiszczaksattack 2012-01-21 15:55:39
skomentuj (6)

W czym rozszerza się wszechświat?

Mężczyźni po czterdziestce,
Patrzą w światła nocy, nie mogą spać
Ciągle dręczy ich myśl,
Kiedy zrobili fałszywy ruch
I czemu życie tak długo trwa

(Sissman)

Ciemność nocy wypełniona szeptem ciepłego deszczu. Jakby Bóg kartkował w zamyśleniu Księgę Stworzenia. Lady Pazurek odjeżdża w mrok tramwajem. Rozświetlona bryła, pełna szkła i refleksów, sunąca ponad skrzącymi się barwami chodnikami. Niczym płynący po Missisipi parostatek z marzeń Twaina. Gorączkowy sen, zapach nowego Orleanu, wampirów i komarów. Legend , Kreolek i bluesa.
Pada od tygodnia, jest ciepło i spod samego dachu nieba, na który co czas jakiś wjeżdżam z moich zimnych podziemi, w których zużywam się ja i inne organiczne maszyny, widać jak coraz większe połacie świata zaczynają się zielenić wiosennie. Każdy transfer Zaspa - Brzeźno okupiony jest traumą obserwowania kopulacji rozlicznych wiewiórek i pytających spojrzeń kotów. Mnie nie pytajcie. Nie ja to wymyśliłem. Ja tylko siłą woli powstrzymuję śnieg, by nie przespać dwóch miesięcy życia.
Choć z drugiej strony muzyka nigdy nie smakuje tak, jak o 4 rano w ciepłym samochodzie, jadącym przez opustoszałe Miasto, pomiędzy jednym odśnieżaniem a następnym, gdy świeże zmęczenie i młode niedospanie łączą się w miękki jak kocia sierść ekstrakt, a światła i kształty roztapiają się w obejmującej w swe posiadanie szyby parze. Każdy utwór staje się skrystalizowaną przyjemnością mieszczącą ociężały od słodyczy świat. Z każdym oddechem bardziej kocha się Sylwię Grzeszczak, czystą miłością dziecka całującego alabastrowe stopy posągu Bogini Babilonu, zaciska się uda mknąc przez ciętą błyskawicami ciemność razem z Doorsami, Fiesto nie wydaje się podrygującym w epilepsji kretynem a Armin van Buuren sączy wraz z głosem Sharon den Adel płynne srebro wprost w wysokoprężne komory, wyrywającego się z piersi serca.

Podróż się liczy, nie jej cel, bo to w
podróży mija nam czas. Cel jest na
końcu i trwa chwilę.

(Emerson)

*
kiszczaksattack 2012-01-12 21:49:34
skomentuj (9)

A co jeśli lepiej być nie może?

Stanęła wznosząc ręce ku niebu i krzyknęła
bez słów. Naszych największych tryumfów
nie da się opisać słowami.

(King)

I nadeszła północ. Wracając z Cockneya, w którym zapoznawałem się z meandrami Polityki Miłości Lenn i czułem się jak przygnany ulewą outsider, co zresztą tak bardzo lubię, lubię do bólu, bo to wygnanie ze świata ma rys szlachetności i jest w jakiś taki biedny sposób wyjątkowe. W każdym razie wracając przez noc wypełnioną deszczem, patrzyłem na łuny kolorów smużące się na wilgoci pośród betonów i asfaltów zmienionych przez tą chwilę i stan wywołany nieludzkim zmęczeniem i paroma piwami w mieniący się parkiet dla wszystkich psychodelicznych wróżek i miss LSD wszechświata. Radiowóz zatrzymał się i cofnął na przejście, gdzie dziewczyny wracały z klubu wyposażone w pokale z piwem. Wszyscy się śmieli i policjanci i dziewczyny. Gdy dotarłem na moje rubieże i umościłem wreszcie w moim, podgrzewanym dwoma palnikami gazowymi leżu, byłem w takim stanie, że zacząłem rozpatrywać wiekopomne kwestie w rodzaju, czy stare prześcieradło zmieści się w pustej butelce po Pepsi - zmieściło się. I czy Boro nie śpi o tej porze - spał. Jego żona obiecała mi, że podrzuci mi swoje niemowlaki i będzie dzwoniła co 15 minut, żeby nie zasnęły. Zakomunikowałem jej, że jeśli to zrobi, posłużę się zwyczajem naszych prababek i dam im do ssania makówki. Potem dzieciaki są taaaakie spokojne.
W TV leciała znowu Planeta Małp, ten film zawsze mnie przygnębia, wyłączyłem więc w momencie największego tryumfu, zanim główny bohater wszystko przesrał, bo był tępy jak kowadło. Kogo szkolą te Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych?!
Lady Pazurek wraz z fem komando ruszyła na podbój koronkowych horyzontów i zakupiła suknię ślubną, której oczywiście nie zamierza mi pokazywać, choć sugeruje przerażające rzeczy. Nie będzie trenu, ale śmieliśmy się za to z Awatarem, że jej małe kuzynki ustawione wzdłuż nawy będą rzucać czarne płatki róż, po których Mylady przepłynie w swej śnieżnobiałej sukni. Zastrzegłem też, że obojętnie co się będzie działo i w co będę ubrany do ołtarza idę w glanach. Mają duże podeszwy tak, że będzie dobrze widać na nich napis: Help Me! Pazurzasta zaś zastanawia się nad kupnem dodatkowych butów do tańca... To my będziemy tańczyć? Argh, zdaje się, że na Sumatrze jest pięknie o tej porze roku.

Pamiętacie jak w szkole na ćwiczeniach
ewakuacyjnych kazali nam się ustawiać
w rządku od najniższych do najwyższych?
Jaki to ma sens, czyżby wyżsi palili się
wolniej?

(King)

*
kiszczaksattack 2012-01-06 10:50:07
skomentuj (8)

Piosenka dla Susan Delgado

- W tv pokazują właśnie jak sprawdzają
  czy karpie nie cierpią...
- Nasze już nie cierpią.
- Co, wrzuciłaś suszarkę do wanny?

W ciemnościach gdzieś przed świtem dotarłem do ostatniej strony Mrocznej Wieży Kinga. To była naprawdę długa, trwająca kilkanaście lat podróż. Gdy ją zaczynałem nie znałem jeszcze trudu pracy czy smaku warg dziewczyny. Teraz podróż dobiegła końca, wspiąłem się wraz z Rolandem na szczyt Mrocznej Wieży i ujrzałem co znajduje się w komnacie na jej szczycie. Teraz wiem już wszystko. Pozostał we mnie osad smutku, zarówno przez to jak skończyła się ta opowieść jak i dlatego, że się skończyła. To była jedna z tych rzeczy, które planowałem zrobić w życiu. Teraz już jej nie ma. Przewróciłem ostatnią stronę, ostatniego tomu i jestem o kilka dalszych mil bliżej pieca.
W międzyczasie umarł Havel i Kim. Umarł dobry, umarł zły. Jakaś kosmiczna równowaga została zachowana.
My wtedy akurat rozwoziliśmy piach i sól. Stanąłem na stoku Osiedla Na Tle Nieba i patrzyłem w dół jak z Rębiechowa podrywają się w niebo spłoszone samoloty. To był dzień na szlaku, o mało nie staranowaliśmy kolesia, potem inny o mało nie staranował nas, gdy wypadał z rykiem klaksonu na pobocze żwir wyrzucany spod jego kół zatrzymywał się na szybie trzy centymetry od mojej twarzy.
W ogrodach kwitną kwiaty, staruszki zrywają bazie na wydmach. Czasem tylko niespodziewanie poranek pokrywa wszystko chrupiącym lukrem szronu. Nocami budzę się jednak podszyty instynktem zwierzyny węszącej nadchodzącego drapieżnika i nasłuchuję czy ulicami nie idzie Pani Zima w szklanych pantoflelkach ciągnąc za sobą, z tym pożerającym dźwięki dźwiekiem, biały tren balowej sukni.
Ulicami Gottenhaven suną szare duchy okrętów podwodnych klasy Kobben. Sina bestia przysiada napinając stalowe ścięgna pośrodku kampusu Akademii Morskiej w oczekiwaniu wzmożonej konsumpcji studentów. Nieopodal Wież Saurona, w samym środku krateru rozkopanego węzła Trasy WZ, widzieliśmy rozpięty w powietrzu dźwig samochodowy. Żadne koło nie dotykało ziemi. Stalowe łapy zapadły się w brukowe kostki, a całość wyglądała jak czerwony, mechaniczny pająk przypięty szpilką wiatru do nieba przez jakiegoś szalonego, spijającego ciepły płyn hydrauliczny etomologa.
Równocześnie Stasie doczekali się potomka. Wbraw ogólnym oczekiwaniom nie nazwali go Urlik ani Władysław, tylko Borys, dając zapewne wyraz swemu uwielbieniu dla niezrównanej wirtuozreii Szyca. Choć nie da się wykluszyć i innych opcji. W końcu Borys to drugie najpopularniejsze imię potwornych pomocników szalonych naukowców...

Brawo! Dotarłeś do miejsca skąd
jeszcze żadnemu śmiertelnikowi
nie udało się wrócić. Czuj się jak
w domu...

(Sinbad - Legenda 7 mórz)

*  

kiszczaksattack 2011-12-26 12:00:42
skomentuj (2)

Cień odbity w lustrze. Liść uszyty ze światła

Najstraszniejsze potwory dobrze wiedzą, że
należy zniknąć tuż przed włączeniem światła

(Watts)

Rano rozkręciłem klawiaturę, pogrzebałem, nie pomogło. Stara oczywiście nie pasowała. Zastosowałem więc odwieczny, męski sposób na poprawianie rzeczywistości i zacząłem bez zbędnych nerwów walić nią o blat, aż cichym głosikiem, niczym ściśnięty kombinerkami za jaja Jasiek Niemowa zaczęła błagać o litość. Na razie działa ale trzeba będzie pomyśleć o czymś nowym.
Tydzień pod znakiem bólu, czy bólów. Posplatały i wymieszały się tak subtelnie, że właściwie trudno je pooddzielać. We wtorek w lekkiej malignie wziąłem od Białorusina w pracy jakiś białoruski specyfik przeciwbólowy, zakazany w Polsce, z racji zmieniania składu krwi po zażyciu w większych ilościach. Przez resztę tygodnia absorbowałem różne przeciwbólowe Maxy, tak, że teraz mam wątrobę zapewne dobrze wypieczoną i chrupiącą. Zaczynam zastanawiać się czy to nie jakiś pieprzony rak mózgu nie chwyta mnie szczypcami za przysadkę. Bo ten ból gdy przychodzi jest jak mgła z napalmu, zmieniam się w płonącego gościa ciskającego się wewnątrz obcego, wypełnionego kwasem ciała.
Przy jakiejś okazji pocierania obolałego czoła przeniosłem sobie czekoladę na włosy, tak że miałem kilka zlepionych, słodkich kosmyków. Spytałem Szponiastą co by zrobiła, gdyby moje tkanki zmieniły się w czekoladę. To był oczywiście błąd. Z rozmarzonym uśmiechem stwierdziła, że zlizałaby mnie aż po szkielet z wafelków, a wtedy, chrup chrup...
Na zewnątrz wspaniała wiosna. Porywiste wichry przesuwają budynki i linie brzegowe, błękit nieba poraża, słońce wlewa mi się do kuchni i mości w garnkach. Noce wypełnia księżycowa poświata, tak potężna, że rozrzedza ludzką naturę i ulice wypełniają polujące wilki i łaszące się koty. Wczoraj cień naszego bloku przeszedł po księżycu, zawsze bawi mnie ten empiryczny dowód, że faktycznie jest kulisty i wisi na spadaniu.
Poza tym w tymże specyficznym, farmakologicznym z lekka stanie umysłu wpadłem (prawdopodobnie ponownie) na doskonały sposób na redukcję korków ulicznych - Nitrogliceryna w spryskiwaczach samochodowych...
W przejściu podziemnym koło domu Szponiastej przez trzy dni pracowała ekipa z ciężkim sprzętem. Zdjęli blaszaną okładzinę tunelu i ściągnęli kable od oświetleń. Dopiero później wyszło, że to byli złomiarze. Teraz pewnie zimują na Hawajach.

Zima nie przyszła.
Lato nie chce odejść.

(RMF Maxx)

*
kiszczaksattack 2011-12-11 11:18:12
skomentuj (12)

KSIĘGA GOŚCI

* Dodaj wpis
* Zobacz


ARCHIWUM

2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



LINKI

Miejsca
Zumi
Danzig on line
Trzaskprask
Okno Boga
Trójmiasto
Galeria gdańska
Home
Dawny Gdańsk
Rzygacz
Herbaciarnia

Pisanina
Poetyka.pl
Wierszownia
Poema
Undergrunt
Poezja
Kaczmarski
Waligórski
Boros
Nieszuflada
Teczka

Wzrok
Dreamland
Arcano
Galeria Olgi
11 000
Krainy cienia
Twardoch
Vemeer
Artcyclopedia
ABCgallery
More Fantasy
Fantasy Art

Druk
Wiadomosci24
Fronda
Esencja
Komiks
Lampa
Gazeta
Tygodnik
Zwierciadło
Przekrój
Gazety

Szeroko otwarte
Oj boli
Crowboy
Wiśnia
Czyń Zło
Endo
Rroarr

Wytwórczość własna
Gdanzig Onliner
Strefa zrzutu
Wierszydła
Kiszczak Presents 2
Kiszczak Presents

Zajebistości
Tyle z nas pozostało
Czułe uściski
Wykopki
Waluta
Jaja
Gotyk
Odstresowywacz
Godziny odrażającej zabawy
Honor Harrington3
Honor Harrington2
Honor Harrington
Różne straszne rzeczy
Kicia
Bogini kiszczaków
Funiaste
Chińskie ciasteczko
BASH
Wielka RP
Nazajutrz - po.

Kocie szlaki
Czerwona sukienka
Jaskier
Arecki
Aga-koty-klopoty
Nowaczewski
Zuzanka
Pierwsza klasa
Zazie dans le metro
Niemyte duszyczki
Toroj
Kominek
Ika
Kobiekcje
Dr. Lecter
Mamablues
Taka jedna
Matkowski
Haniuta
Ściemniecz
Rasko
Barbarella
Kociocentryzm
Sto-krotka
Gretta24
Pierwsza żona
Kobieta nad wodospadem
Leena
Fanaberka
Stardog
Kasztanowa
Bratt
Gzyra
Komercyjna kurwa
Korwin
Drzewica
Bo zupa była za słona
Senyszyn
Thevia
Awari
Chimerka
Aube
Medea de momy
Stworkonorka
Falaa
Radziecki Termos

Ja to zrobiłem! Kwisatz