Twój pastelowy uśmiech

Czy miałem na to ochotę?
Nie! Wolałem już przejść
się ulicami Teheranu w
koszulce z Gwiazdą
Dawida...

(Clarkson)

Ostatnio rozkuwaliśmy z wiecznej zmarzliny Chełm. Miejsce, które Niemcy zbudowali jako konkurencję dla Miasta. Miasto zareagowało jak zwykle w sposób spokojny i wyważony, spaliło i rozebrało konkurencję cegła po cegle do poziomu gruntu. Dopiero później Chełm się odtworzył ale już jako dzielnica, a wszytko to po to by po 6 godzinach stukania w pokrywę lodową nasze łopaty podwijały się fantazyjnie pod siebie, tworząc coś w rodzaju motyki. W każdym razie Bartek przyjął przy tej okazji do pracy dwóch spadochroniarzy z NewPort. Podwozili mnie potem pod ojczystego, brzeźnieńskiego Lidla, bo w końcu mieli po drodze. Wóz otwierał się tylko z zewnątrz, kolumny charcząc rzygały najnowszymi osiągnięciami sceny dance a kolesie byli osobliwie weseli. Z ulgą wydostałem się na zdrowe, przesiąknięte wyziewami z pobliskiego Siarkopolu powietrze i pomyślałem z rozrzewnieniem o czasach Wojny Trzydziestoletniej między naszymi dzielnicami. Kiedy to czas był jeszcze młody, policja nieśmiała, krew wypełniała rynsztoki a dwóch porciaków mogłoby podwieźć brzeźniaka jedynie na popiołowiska EC-2 w celu przytapiania w gliniance.
Czytam „Chaotyczne akty bezsensownej przemocy” Womacka i smuci mnie kierunek w jakim podąża akcja. Włosy mam już tak długie, że jak wychodzę spod prysznica i wszystkie układają mi się płasko do tyłu, to wyglądam jak Księciunio Ciemności. Jutro Kostucha przesunie kolejne ziarnko na liczydle mojego życia. Wszystko troszkę mnie boli, czuję się jednak bardziej zużyty niż uszkodzony, a to dość przyjemne i zapomniane już z lekka uczucie.
Lenn tymczasem połamała i  zmiażdżyła u siebie deskę klozetową. Twierdzi że poderwała się a deska pękła i że sprostuje cokolwiek o tym napiszę, ale my przecież znamy PRAWDĘ, a przed oczyma naszej wyobraźni przewija się przerażający dramat, kiedy to mocarne, przetykane nićmi organicznego tytanu poślady, rzucają się drapieżnie i miażdżą w swych mięsistych wargach niewinną deskę klozetową, po czym zgryzają ją na kruche strzępki. Oczywiście nie można nie wziąć pod uwagę opcji, że Lennonka jest zwyczajnie za tłusta i wkrótce na spacery będzie wychodziła przez okno za pomocą dźwigu.
Dan chcąc najwyraźniej uniknąć konieczności ciągłego zakupu łazienkowych utensyliów nabył drogą kupna przezroczystą deskę z zatopionymi w niej żyletkami i drutem kolczastym...

Zbliżając się do prawdy
oddalamy się od
rzeczywistości

(Lec)

*
kiszczaksattack 2010-02-08 21:26:45
skomentuj (2)

Ja pamiętam wszystko... inaczej

Budzisz się rano i nic
nie widzisz bo oczy
zostały w szklance

(Lenn reagując na opowieść Avatara o spaniu w szkłach kontaktowych)

Gdy po raz milion sześćdziesiąty ósmy zakończyliśmy odśnieżanie Schodów Do Nieba, wspiąłem się na ich szczyt i w roziskrzonej słońcem scenerii, wysoko ponad światem uniosłem ponad głowę szuflę i wydałem zuluski okrzyk zwycięstwa. Odbił się echem pośród budynków i ośnieżonych stoków morenowych wzgórz. Pomknął w górę i rozpłynął się pośród intensywnego błękitu nieba. Tryumf na jaki nas stać w świecie ogrodzonych parcel i dawno wygasłych ognisk.
Mamy w firmie jeszcze więcej żarówiasto różowych szufli, niedługo pewnie jeszcze otrzymamy wszyscy różowe, puchate kombinezony i będziemy firmą inną niż wszystkie...
Miejscowa przedstawicielka Emeryt Komando, która za każdym razem ciężko dyszy obserwując przez judasza jak sprzątam, dopadła Stasia Zwanego Czesiem, gdy nie spodziewając się niczego beztrosko rozpylał śnieg po okolicy niczym rozrzutnik obornika, i zarzuciła mu zamach na jej świętą pergolkę, nieśmiało wystawiającą lewy, górny rożek z trzymetrowej zaspy. Na nic zdały się tłumaczenia, że codziennie przerzucamy tu z 5 ton śniegu i mamy już trochę dość przenoszenia go 15 metrów przez podwórko po jednej łopacie na raz. Negocjacje nie przebiegły dobrze, albowiem zaobserwowałem udręczony ryk Stasiuli oraz szybującą ponad śnieżnymi równinami aluminiową szuflę. Ostatecznie ustaliliśmy, że rzeczoną pergolkę dyskretnie połamiemy na kawałki a potem będziemy twierdzić, że to korniki śnieżne. „No co nie słyszała pani o kornikach śnieżnych? Po 20 centów w kłębie, białe jak pośladki Jarka i Leszka. Widzieliśmy całe stadko jak raźno galopowało w kierunku  lasu...”.
Śnieg pada ostatnio na tyle często, że zaczęliśmy się już zastanawiać czy nie oczyszczać chodników za pomocą benzyny i zapałek. Zapewniłoby to odpowiednią skuteczność i oszczędziło sił i czasu, a ponadto zapewniło by nam zapewne lokalną sławę. Staszek Piroman i Kiszczak Żółty Kanister - „Podpalacze Chodników”, czyż to nie brzmi dumnie.
Zima chce nas złamać, jedyne co mnie pociesza to to, że Ostateczne Zwycięstwo i tak będzie nasze.
A tak poza tym szefowa spółdzielni, dla której z takim poświęceniem wypruwamy sobie podroby, jest albo niewidoma, albo niedorozwinięta, albo ma plan. Podejrzewam, że ktoś jej zwyczajnie posmarował żeby się nas stamtąd pozbyć. Według niej to co odśnieżone nie było odśnieżane, co sprzątnięte nie było sprzątane. Gdy się zapierdala po 6 – 7 dni w tygodniu po 6 – 8 godzin, i dostaje żałosny procent tego co powinno się zarobić, to ma się prawo oczekiwać odrobiny wdzięczności, a nie szykan, knucia za plecami i gróźb. Tak więc zdaje się wypowiadamy umowę i opuszczamy Dzielnicę Dziwnych Klatek. Dzięki niech będą Bogom Eternii, wreszcie skończą się te codzienne, półtoragodzinne wyprawy z jednego końca świata na drugi, walki z chronicznymi podkładaczami gum i niedorozwiniętymi kretynami, którzy nie potrafią się nauczyć, że drzwi otwiera się klamką. W końcu powracamy ze wsi do miasta.

Gdy stos pogrzebowy foki był
gotowy zapaliłem zapałkę i od
razu stało się dla mnie jasne, że
przesadziłem. Stos nie zajął się
ogniem. On eksplodował!
Siła wybuchu była niesamowita.
Wyglądało to jak Bejrut. Nic w
promieniu 50 metrów nie pozostało
takie samo. Oprócz foki...

(Clarkson)

*
kiszczaksattack 2010-02-03 23:23:58
skomentuj (5)

Parówki z martwych pszczół

...uważaj bo dostaniesz
moherozy i głowę pokryje
ci meszek

Na froncie w Redzie nasz ulubiony inspektor o uroku pitbulla, któremu właśnie nadepnęło się na jądra i aparycji ósmego pasażera Nostromo, usiłował nagabywać naszą firmową blond piękność rodem z radioaktywnych żużlowisk NewPort. Skutkiem czego do naszego szefa nadeszły doniesienia, że jest chamska i bezczelna. Powinien się cieszyć, że żyje, czasem, gdy obserwuję nasze dziewczyny odnoszę wrażenie, że pożerają samca po stosunku i zapijają early greyem. 
Spomiędzy ryczących zamieci wypada na nas niespodziewanie, co czas jakiś, przepiękna pogoda. Skrzy się świeży śnieg, żarzą się stare cegły. Mam wrażenie, że to tak jak w tym opowiadaniu: „Kara mniejsza”, że co jakiś czas w piekle ściągają cię ze stołu sekcyjnego, gdzie leżysz powoli ćwiartowany, regenerują w specjalistycznych szpitalach twoje potwornie okaleczone ciało i puszczają, byś mógł żyć w sumie normalnie. A gdy wspomnienie bólu wyblaknie i odzyskasz nadzieję, chaps cię znowu na stół. No bo w końcu co to za kara, do której można przywyknąć?   
Tymczasem ustaliliśmy sobie ze Stasiem Zwanym Czesiem śnieżną hierarchię. On jest konserwatorem powierzchni płaskich a ja pofalowanych. Za każdym razem, gdy szef rozwozi po domach nasze pogruchotane i posieczone śniegiem na krwawe wstążki ciała, pędzą nas jeszcze pary euforii. Ciepło, muzyka, koniec pracy i ciała, które jeszcze nie zorientowały się, że już nie muszą niczym machać... Dostajemy takiej fazy i głupawki, że można by to spokojnie kręcić i sprzedawać. Wszyscy rechoczemy się i gulgoczemy, samochód tańczy w niekontrolowanych poślizgach, giną nieuważne zwierzęta...
Wciąż też nie opuszcza nas nadzieja, że z pobliskiego lotniska opadnie majestatycznie jakiś czarterowy Wizzair i przejedzie dokładnie przez te bloki i podwórka, pośród których toczy się nasza zawodowa gehenna. Jeden blok, drugi blok, trzeci blok, a na końcu pergolka, nabita na dziób niczym wisienka na ciastku. Ale spoko, o pergolce będzie następnym razem. 

Przetoczcie mi do żył
nitro i zrzućcie na tą
dzielnicę z dużej
wysokości

*
kiszczaksattack 2010-02-02 14:18:54
skomentuj (0)

Dam ci jedyny spokój jakiego doświadczyć może wojownik

Telefoniczne rozmowy video nie
przyjęły się, ponieważ telefonu
używamy przede wszystkim by
kłamać. Gdy jest się obserwowanym
trudniej wstawiać kit

(Clarkson)

Samobójstwo jest najbardziej konsekwentną formą krytyki rzeczywistości. Jak to kiedyś Panna Ryłko powiedziała Zaroślakowi: Idź w jedną albo drugą stronę, ale na bogów! Nie stój. No to poszedł. W sumie to jesteśmy zgodni, że wszystkie kobiety to interesowne kurwy, ale jakoś tak zawsze jest, że gdy już się w tym utwierdzamy i gromko pokrzykujemy z wyżyn tej wiedzy absolutnej a uniwersalnej to Bóg, los czy inne cholerstwo zsyła na nas jakiś piękny wyjątek.
Z innych nieszczęść: maleje pole magnetyczne Ziemi. Od 1835 zmalało o 9 procent a naprawdę trudno powiedzieć jakie było na samym początku. W pewnym momencie oczywiście zaniknie jak to czyniło już wielokrotnie, a wtedy Ziemia w procesie samonaprawy przebiegunuje się i jądro znowu ruszy. Jest tylko jeden problem, będzie to szybkie. Naprawdę bardzo, bardzo szybkie. Tak szybkie, że całe morze zaleje cały ląd. Jest to zjawisko cykliczne, co rzuca nieco światła na mit o potopie... obecny w 144 kulturach na całej planecie. Jeśli więc macie wyjątkowo szczelne mieszkanie i pewnego dnia po przebudzeniu stwierdzicie, że pieprzony sąsiad z góry, po raz pierwszy od 10 lat nie boruje niczego od świtu wiertarką a na zewnątrz jest -80, to będziecie wiedzieć o co biega. A teraz wybaczcie idę robić sterowiec. Nazwę go Windy City i będzie miał 12 kilometrów długości. Gdy byłem niższy o jakieś 25 centów umyśliłem go sobie do żeglowania przez eteryczną berbeluchę multiwersum. Pamiętam jak kiedyś gnałem przez zdziczałe jeszcze rubieże WhiteTown i wyobrażałem sobie jak z jego pokładu widokowego patrzę na pęknięcie Bariery Gibraltarskiej.

Pewien walijski rolnik miał dosyć
przelatujących czasami nad jego
gospodarstwem samolotów Kró-
lewskich Sił Powietrznych, napisał
więc na dachu stodoły „spieprzać
stąd, pilociki”. Od tego czasu samo-
loty zaczęły przelatywać dwa razy
częściej bo każdy pilot chciał rzucić
okiem na napis.

(Clarkson)

*
kiszczaksattack 2010-01-29 22:13:13
skomentuj (9)

Daty naszych marzeń

Zanim się wprowadziłam Dan
nie prał skarpetek. Gdy mu się
brudziły kupował nowe, teraz
ma ich ze sto...

(Lenn)

Marzan brnie przez zaśnieżone Mazury, sypia w leśniczówce – Muzeum Gałczyńskiego u znajomego poety i chodzi w ciepłych spodniach, które tamtemu dał kiedyś dobry sąsiad, premier Rakowski. Dzwoni do mnie ze środka zamarzniętego jeziora a w słuchawce słyszę wyjący wiatr pędzący wprost z lodowatych trzewi Rosji.
Staś Zwany Czesiem opowiadał jaką wysublimowaną, niezwykłą podłość zamierza wyrządzić Zabójcom Graczy w Conquerze. Zamierza stworzyć nekromantę i wejść do spółki z Avatarem, która jest tam na jakimś stratosferycznym poziomie. Będą łapali klienta, ona będzie go zabijała a Staś wskrzeszał i tak w kółko aż gość się zesra z radości.
Na dalekiej rubieży w pobliżu mojej pracy widziałem dwóch starszych gejów idących za ręce. Niby nic, ale kolesie mieli pod pięćdziesiątkę, ściskali się za rączkę i uśmiechali. Zszokowało mnie to z lekka, najwyraźniej propaganda młodości wyżłobiła we mnie głębsze koleiny niż myślałem. To było coś jak zobaczenie siedemdziesięcioletniej babci obleczonej w ciasne skóry na przemykającym ulicą Harleyu. Zawsze mnie dziwi, gdy w końcu znajduję w sobie jakąś granicę.
Lady Pazurek popuchuje obok spowijana w kołdry i koce. Oglądaliśmy do nocy „Prestiż” i „Nagi Instynkt”. Przedtem przekarmili nas i z lekka upoili moi starsi. Na śniadanie zjadłem trzy kostki czekolady, którą starszy przywiózł mi z Kantonów, i zapiłem kartonikiem mleka. Na zewnątrz wstaje kolejny, przepiękny, arktyczny dzień. Niedługo odprowadzę Moją Piękną na tramwaj a sam ruszę poprzez stężałą rzeczywistość rozjaśniony bursztynowym blaskiem wschodzącego słońca.

Pierwszy pocisk armatni
wystrzelony na Leningrad
zabił jedynego słonia w zoo.
Mówi nam to co nieco o
naturze prawdopodobieństwa...

*
kiszczaksattack 2010-01-24 15:41:03
skomentuj (2)

Nic się nie kończy, to tylko początki początków

Najgorsze jest to, że gdy
człowiek już w końcu
zmądrzeje, nabierze ogłady
i pozbędzie się ostatecznie
strachu to akurat nadchodzi
czas by umierać.

Po zdrapaniu kolejnej warstwy bieli z Dzielnicy Dziwnych Klatek zostaliśmy porwani pod samo niebo na osiedle Nowiec, gdzie wpatrzyliśmy się w linie horyzontu, na której kończyła się ulica, którą mieliśmy odśnieżyć. 200 domów, zakątek świata nie odśnieżany od samego początku Katastrofy. Podobno w górach jest za mało śniegu na narty. Stasiu Zwany Czesiem wziął jedną stronę ulicy, ja drugą. Sunęliśmy powoli w dół stoku rzeźbiąc śnieżne kaniony naszymi ekskluzywnymi, aluszuflami po pięć dych każda. Po 20 minutach zaczęły wypadać z nich pierwsze śrubki.
To było niesamowite! Ludzie wybiegali z domów, ściskali nas, potrząsali nam rękami, co najmniej jakbyśmy znaleźli połowę pasażerów rozbitego w Andach samolotu po tym jak pożarła drugą połowę i miała już dość płytkiego snu w ciągłej gotowości do odpędzenia kogoś, kto próbuje odpiłować im szwajcarskim scyzorykiem pozbawioną czucia nogę. Stasiu śmiał się, że mi trafiają się fajne laski a mu emeryci – społecznicy usiłujący wciągnąć go w dyskusje polityczne, których unikał jak ognia byśmy nie musieli się potem obawiać zaczajonych za firankami snajperów o drżących rękach.
Na drugi dzień wylądowaliśmy na Schodach Do Nieba prowadzących na północy stok Nowca, który sprytnie umieszczono na ściętym szczycie morenowego wzgórza. Schody mają z sześćdziesiąt metrów wysokości, były strome, oblodzone zbitą na kamień masą, widok z ich szczytu był wspaniały a odkucie ich, mimo że prowadziły wprost do nieba, było drogą przez piekło.
Wiosną, gdy zrobi się zielono, wezmę pod pachę Szponiastą i przywlekę ją na ten szczyt szczytów by zrobiła panoramkę cyfrówką. Widok w dolinę jest jak na Podhalu. Maleńkie domki z jasnymi smugami dymów, kreska drogi a na niej samochody jak żuczki. Wszędzie wokół morenowe wzgórza, które wyglądają jakby spadły tu prosto z kosmosu i porosły nagle drzewami. Cały pas wzgórz ściętych starym, kolejowym przekopem, w którym kryje się Szlak Zerwanych Mostów i Kraina Waissera Dawidka.
Ja ryłem zmarzlinę od góry, Stasiozaur od dołu, między naszymi stanowiskami bojowymi, krążył czerwony kot. Na wszystko patrzył, wszystko wąchał, o wszystko się ocierał. Sumiennie nadzorował pracę raz na dole raz na górze. Czasem przysiadał na samym szczycie by pogrążyć się w krótkotrwałej kontemplacji. Gdzieś z dołu nawoływał go właściciel, ale bądźmy szczerzy, jeśli chodzi o koty, naprawdę trudno powiedzieć, kto w tym układzie jest właścicielem i czego.

Obgadujemy w samochodzie
płeć przeciwną kłębiącą się
w naszej firmie:
- Trzeba by przekazać jej
zaszczytny tytuł Cruelli.
- Nieee, Cruella miała pewien
styl.
- Ona też ma pewien styl...
Ogólne Reh reh reh
- Stasiu, my to jednak jesteśmy
strasznymi ludźmi.
- A wiesz ty co? Dobrze
mi z tym.
- A wiesz ty co? Mi też.

*
kiszczaksattack 2010-01-20 17:13:28
skomentuj (2)

Lodowa piosenka

- Niepokoi mnie stolec.
- Nie ciebie jednego.

(House)

Klątwa różowości nadal mnie prześladuje. Po tym jak Lenn uszczęśliwiła mnie różowiusią siatką, z którą wędrowałem potem przez pół dnia, uaktywniła się w pełni w formie jażąco różowej szufli do śniegu, którą o 5 rano wręczył mi w samym, zamarzniętym sercu Dzielnicy Dziwnych Klatek mój szef. Uśmiechał się przy tym szeroko i mięsożernie niczym pterodaktyl. W takich chwilach człowiek zaczyna zastanawiać się, kto jeszcze czyta tego bloga. Tak na wszelki wypadek jednak zaznaczam, nie chciałbym dostać różowym fortepianem z jasnego nieba aby poznać ostateczną odpowiedź...
Obecnie płacę za swoją szybkość i dokładność. Szefowa spółdzielni zobaczyła, że nasi sąsiedzi skuli lód u siebie, niesiona więc babską dumą uparła się by skuć go i u nas. To, że oni skuli go by zabłysnąć przed własną spółdzielnią po tym jak przez 3 dni pozwolili ludziom wydeptywać ścieżki w śniegu po uda to nieistotny szczegół. Ale co ja będę narzekał robota zdrowa i interesująca (jak byłem mały, to zawsze fascynowało mnie jak ci kolesie skuwają lód po kawałeczku i zawsze miałem ochotę tego spróbować. Jak widać marzenia się spełniają) i na świeżym powietrzu, nawet bardzo świeżym bo akuratnie było tam –14. Autochtoni przybywali do mnie tłumnie pytając kto jest autorem tego debilizmu. Sumiennie informowałem kto, niech ludzie wiedzą na co idą ich ciężko zarobione pieniądze. Na poniedziałek znowu zapowiadają śnieg.
Następnym razem zainwestuję w kanister etyliny i zapałki i im tą ulicę po prostu podpalę.
Jak wróciłem do domu około czternastej, umyłem się i położyłem na chwilę. Zamknąłem oczy a jak otworzyłem była dziewiętnasta.
Wyrzeźbiłem w lodzie na szybie w jednej z klatek twarz dziewczyny. Wyszła mi taka fajna dzikuska. Było cały czas zimno więc wmarzła w głąb lodu. Fajnie jest patrzeć jak ludzie gnając przez zwykłość przestają na chwilę gadać przez końcówkę, zatrzymują się, potykają się nagle wytrąceni z rzeczywistości. W takich chwilach czuję po co powstałem. 
Gdy skrzypiąc na łączach ewakuowałem się z tego lodowego piekła na cieplejsze niziny, mgła szronu rozstąpiła się ujawniając błękitne do bólu niebo, a słońce zalało blaskiem zamarznięte lasy. Przepięknie, każda gałązka, każda igła wszystko krystalicznie białe i skrzące się milionem lodowych klejnocików.
Było pięknie, jak na karcie z szwajcarskiego kalendarza. Odetchnąłbym pewnie w zachwycie, gdyby nie to, że taka operacja zmieniłaby mnie zapewne w element roziskrzonej scenerii.
Znaleźliby mnie rozmarzającego wiosną. Oto człowiek który zachłysnął się pięknem. „Czyż żywioły nie są piękniejsze od tych, których unicestwiają?”

*
kiszczaksattack 2010-01-17 12:12:43
skomentuj (3)

KSIĘGA GOŚCI

* Dodaj wpis
* Zobacz


ARCHIWUM

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



LINKI

Miejsca
Zumi
Danzig on line
Trzaskprask
Okno Boga
Trójmiasto
Galeria gdańska
Home
Dawny Gdańsk
Rzygacz
Herbaciarnia

Pisanina
Poetyka.pl
Wierszownia
Poema
Undergrunt
Poezja
Kaczmarski
Waligórski
Boros
Nieszuflada
Teczka

Wzrok
Dreamland
Arcano
Galeria Olgi
11 000
Krainy cienia
Twardoch
Vemeer
Artcyclopedia
ABCgallery
More Fantasy
Fantasy Art

Druk
Wiadomosci24
Kiosk
Fronda
Esencja
Książki
Fantastyka
Komiks
Lampa
Gazeta
Tygodnik
Zwierciadło
Ozon
Przekrój
Gazety

Szeroko otwarte
Oj boli
Crowboy
Wiśnia
Czyń Zło
Endo
Rroarr

Wytwórczość własna
Wierszydła
Kiszczak Presents 2
Kiszczak Presents

Zajebistości
Czułe uściski
Wykopki
Waluta
Jaja
Gotyk
Closterkeler
Odstresowywacz
Godziny odrażającej zabawy
Honor Harrington3
Honor Harrington2
Honor Harrington
Różne straszne rzeczy
Kicia
Bogini kiszczaków
Funiaste
Chińskie ciasteczko
BASH
Zajebiste Laski
Wielka RP
Nazajutrz - po.

Kocie szlaki
Jaskier
Aga-koty-klopoty
Flanela
Nowaczewski
Zuzanka
requiem-for-love.
Pierwsza klasa
Phantom
Zazie dans le metro
Niemyte duszyczki
Toroj
Kominek
Ika
Kobiekcje
Dr. Lecter
Mamablues
Taka jedna
Matkowski
Haniuta
Ściemniecz
Słowa
Rasko
Barbarella
Kociocentryzm
Sto-krotka
Gretta24
Minimal
Malfoyka
Pierwsza żona
Kobieta nad wodospadem
Leena
Fanaberka
Stardog
Kasztanowa
Bratt
Gzyra
Komercyjna kurwa
Korwin
Drzewica
Bo zupa była za słona
Senyszyn
Thevia
Awari
Chimerka
Aube
Medea de momy
Kisuna
Stworkonorka
Falaa
PP
Radziecki Termos

Ja to zrobiłem! Kwisatz