Głaskana inaczej

Wyszła kupka
brudna dupka

(Dan objaśniający zawiłości egzystencji Krewetce)

Kosiłem. Przez cały tydzień. Kosiłem powierzchnie, rabaty, place, stoki, wzgórza, ściany i wądoły. Wykosiłem chyba od środka, każdą dziurę w okolicy. Wtaczałem raz za razem 30-to kilową, ryczącą niczym Armageddon i plującą organicznymi szczątkami maszynę na stoki o nachyleniu 80%, niektórzy płacą żeby robić podobne rzeczy na siłowni. Niczym Ponury Kosiarz wykosiłem życie od zadupnych pól Osowej po przymorskie wydmy Zasspy, a gdy dopełnił się tydzień i wracałem do domu, spotkałem na ulicy mojego ojca, który bez żadnych wstępów, cześć , czy spierdalaj powiedział, że w sobotę będą goście i podwórko trzeba co? Tak, tak - wykosić. Jedyny plus z tego taki, że po niefrasobliwym machaniu tym warczącym molochem w pracy, manewrowanie domową kosiareczką, czy nawet pełnym koszem w Lidlu to betka. 
Oprócz koszenia jeszcze pieliłem. Na Osowej jest taki legendarny i siejący powszechną grozę w sercach wszystkich pielaczy stok. Jest piaszczysty, w słońcu nagrzewa się do jakich 60 stopni a wszelkie rachityczne paskudztwa, które na nim wegetują, trzymają się uporczywie i wytrwale maty przeciwko chwastopm wkopanej tuż pod powierzchnią ziemi. Często się zdarza, że wykończony pyłem i upałem człowiek odkrywa nagle, że trzyma w ręku 3 metry stoku, który następnie trzeba ostrożnie położyć na ziemi i pieczołowicie przyspać ziemią. Poza tym są tam, mrówki, milion mrowisk na metr kwadratowy, ewentualnie jedno mega mrowisko, zbierajace siły do inwazji na pobliskie osiedla i pożarcia żywcem ich nowobogackich mieszkańców. W każdym razie odkryłem je dość ptzypadkowo w czasie pielenia, gdy nagle z zamyślenia wyrwała mnie niepokojąca świadomość, że mam dwie, siegające łokci, czarne, żywe i ruszające się rekawice. Szkoda, że w pobliżu nie było żadnych kamer, to co później nastąpiło, bez problemu zakwalifikowałoby mnie do You can dance.
Po za tym wrzuciłem na fb bombę erotyczną w wykonaniu Areckiego i Tancereczki. Najfajniejszy jest tam kontrast - Wywarzony Arecki, u którego zawsze można zauważyć ułamek sekudy opóźnienia, gdy podejmuje decyzję jak się zachować i wyposarzony w kończyny godne Sailor Moon oraz mięsożerny uśmiech, kipiący nieokiełznaną energią,  blondyniasty żywioł opatający go niczym rosiczka. Odzew nastąpił zanim udało mi się oderwać ociekające lubrykantem łapska od klawiatury. Podobało mi się. Biorę więc aparat i ruszam w świat. Jeśli usłyszycie oddech w szafie albo dostrzeżecie ruch w sitku odpływowym uśmiechnijcie się ładnie. 

- Palący kolesie wyglądają stylowo. Kochanie
jak bym wyglądał jako palacz z papierosem?
- Samotnie

(My)

*


kiszczaksattack 2012-05-19 10:37:48
skomentuj (3)

Cycki są nasze, wy je tylko nosicie

- Cholera, zapomniałam wziaść pigółkę....
- No to dupa

(skądś)

No i tak, w Dworku Sierakowskich katabuk tańczył z poetami, a ja pojawiłem się wyłącznie na wyświetlanych w tle zdjeciach. W żwirowni zapewne migotały płomienie, oświetlając twarze i ogrzewając myśli, w Cocneju serca uderzały w ciemnościach w takt metalowych riffów i absorbowanego  alkoholu a na imieninach dziadka Szponiastej pożerano domowe pasztety i ciasta. A ja leżałem. W sumie jakoś tak bez powodu. Po prostu zabrakło mi mocy by wstać i iść. Kiedyś tłumaczyłem znajomym, że żyję wielokrotnie wszybciej niż oni, że w swej drodze zachaczam o inne światy i grzeję się pod tysiącem innych słońc. Teraz czuję to w całem rozpiętości, leżę w ciemności patrząc na płomień świecy i czuję się 35 -cio letnim starcem. Podobno gdy nie korzystamy zdanej nam mocy nasza wola słabnie. Jestem własną ofiarą. Może to praca, może ganianie przy ślubie a może  inwaja  katolicyzmu na moje wewnętrzne chrześcijaństwo. Może zwyczajnie zbyt mocno powiązałem się z rzeczywistością, stałem zbyt realny. Może podszedłem zbyt blisko tego co jest i zaraziłem się szarością. Nie wiem. Nie czuję się pełen, nic się ze mnie nie przelewa, nie czuję się głodny.
Myślę o tym by rzucić pracę, ta utknęła w martwym punkcie beznadziei. Mimo wszystko nie potrafię trwać zupełnie w miejscu, gdy na horyzoncie nie ma żadnych perspektyw. Potrzebuję nowych celów, potrzebuję ich bardziej niż czegokolwiek.

Rzeczy się stają.
Idee istnieją

(Platon)

*

kiszczaksattack 2012-05-13 10:03:04
skomentuj (4)

Moje serce jest struną harfy

No dobra, kto nie uzbroił
swojej stacji kosmicznej?

(Iron Sky)

Dwa wstrząsy. "Iron Sky" spodziewana radosna komedia sf mrozi końcówką duszę i dzwoni w zamienionych w porcelanę kościach. Skandynaw, który to nakręcił, zrobił to ze składek internautów i sponsorów i widać, że nie zrobił tego dla kasy czy sławy, ale dlatego, że chciał. Scenariusz nie ma hoolywoodzkiej liniowości, efekty liczne, ale jako wyraźne tło. I szczerze mówiąc wcale się nie dziwię, że ma tak złe recenzje w Stanach i na naszych rodzimych forach pasjonatów Street dance 33 czy sekciarzy celebrujące dylematy ekranowego Petera Parkera - półowada transwestyty. Naprawdę nie sądziłem, że wyjdę z tego filmu zamyślony, no ale w końcu to naprawdę dobra opowieść, o tym że nawet najbardziej zabójcza ideologia nie jest tak niebezpieczna jak zwykła głupota i chciwość.
Najwyraźniej było mi mało choć już i tak wędrowałem przez świat z lekka przybity, w każdym razie przeczytałem sobie jeszcze  "Przejście" Connie Willis. Ośmiusetstronową cegłę kryształowej bogini literatury. Kobieta pisze tak intensywnie, że pękają flaki i topią się zęby. Człowiek nie chce tego czytać, chce wyjść, chce spać, ale nie może się oderwać, a po przewróceniu ostatniej strony wyje z nieskończonej tęsknoty pod pustym niebem...
Poza tym chodzę co wieczór na próby do kościoła, wyśpiewuję hymny jak w "Sensie życia" i notorycznie zapominam kwestie, które będę miał wybełkotać, gdy biszop będzie mnie smerał w czasie bierzmowania.

- Mam spowiedź i muszę zrobić
rachunek sumienia, ale co ja mam
tam powiedzieć, przecież jestem
bezgrzeszny.
- Pycha, to po pierwsze...

(My)

*
  

kiszczaksattack 2012-05-03 13:23:23
skomentuj (10)

Mój móóózg... tęsknię za nim

- Jesteś piękna gdy tak jesz...
- Aha, gdy jem... nigdy już
nie przestanę

(My)

No więc z tą wycieraczką Nergala to było tak. Tego dnia uprawialiśmy dirty dancing tudzież wirujący sex w wąskich i wyjątkowo stromych kiszkach klatek na Apartamentach, znaczy się pucowaliśmy tamtejsze posadzki za pomocą maszyn wirująco - tryskająco - ssących. Szczerze mówiąc straciłem już nadzieję na umiejscowienie drzwi Nergala, sądząc, że w kłębinach i rozstępach domowych pieleszy poddał się fali słodkopierdzącego konformizmu i przed drzwiami położył jak pozostali autochtoni jakiś słomkowy wiecheć z tekstem Welcom Home, ale nie. Wlazłszy na ostatnie piętro i ominowszy wyglądający wyjątkowo diabolicznie, czarny rower trafiłem na jedyną w moim życiu czarną wycieraczkę z płonącą czaszką i napisem: Welcome to hell. Brawa za konsekwencję do ostatniej kropli kwasu. Zanim sprzątneliśmy, szturchnąłem ją parę razy dla pewności na wypadek, gdyby kryła się pod nią zapadnia z wirującymi ostrzami, tudzież zasuszone jelito cienkie ministranta.
Tymczasem do portu dopłynął kontener z trzema zabytkowymi samochodami, było w nim ciepło i przyjaźnie, a po podłodze i ścianach biegały sobie dziesiątki pająków, którymi nasi rozrywkowi dokerzy rzucali się radośnie dla żartu i wpychali za kołnierze, dopuki nie dowiedzieli się, że to przybyłe turystycznie z Kaliforni czarne wdowy. Potem mogłem obejrzeć sobie na TVN24 moją matkę, która akurat rządzi wszelką biomasą, która przekracza w obie strony naszą morską granicę. W jednym z wozów, w zasnutym szczelnie pajęczyną bagażniku, było gniazdo z setkami jajeczek. Zachowano trzy okazy potworów na pamiatkę. Dwa pierwsze włożone do jednego słoika natychmiast się pomordowały. Trzeci konał 7 godzin w spirytusie pukając nogogłaszczką w szybkę i zapewne bełkocząc coś o wychowaniu w trzeźwości.
Wciąż nie dostaliśmy trzeciego budynku na 3żaglach, ale podobno konkurencyjną firmą zarządza koleś, którego żona jest oficjalną kochanką prezesa Impro, więc można powiedzieć, że naszemu szefowi nie staje nieco nieco "głębi argumentów".
Ostatnio też usłyszałem, że mógłbym wpaść na Brętowo i w godzinkę zamieść chodnik wzdłuż Słowackiego. Wpadłem, poodkopywałem go przez 6h, pocierając głową (dosłownie) o przejeżdżające autobusy i ujawniając przy tym niepokojąco głębokie dziury i zapadliska, w których zapewne zniknąłby nie jeden emeryt, gdyby nie okazało się, że za dwa dni wpada tam ekipa z koparką i wszystko rozpiży w pizdu. Wspomnę tylko, że robota była na tyle fascynująca i absorbująca, że ciskając za siebie mięsistą, bogatą w różnorakie formy życia pacynę błota, zdjąłem łopatą z roweru jakąś kobitę. na szczęście była w takim szoku, że po otrzepaniu biustu z gąsienic i glonów udała się w dalszą podróż nie strasząc prokuraturą ani sądem ostatecznym.
Coś jeszcze? Aaa, chłopaki na Brętowie mieli coś poprawić na dachu Cmentarnej Wieży. Cały szczyt budynku to Penthaus z wyjebiście wielkim balkonem. I właśnie na tym balkonie, gdy kolesie wychynęli zza winkla, ich oczom ukazała się opalająca się w pierwszych wiosennych promieniach słońca naga, młoda dama regulująca sobie maszynką strefę bikini... Podobno wrzaski było słychać 17 pięter niżej.

- Wciśniesz się przez to
 okienko w łazience.
- Super, chyba w kawałkach

(My)

*


kiszczaksattack 2012-04-28 17:44:02
skomentuj (0)

Każdy jest celem, ale ty bądź ruchomym

Na złomie:
- Dzień dobry mam szyny.
- A skąd pan je wziął?
- A leżały, jedna obok drugiej na
dłuższym odcinku, no to wziąłem

(Dan) 

"Titanic" Camerona kosztował więcej niż prawdziwy statek, wczoraj zdaje się było 100-lecie zatonięcia, równocześnie umownego początku XX wieku, zwanego też "krótkim stuleciem", bo zakończył się w 1989. Cóż, krótko za to intensywnie do bólu.
Tymczasem wokół eksploduje wiosna, wylewa się treścią w przestrzeń, transmutuje nieorganiczne w organiczne i zmienia naszą gospodarkę hormonalną w śmiercionośną broń. Doświadczyliśmy ostatnio tej żywotności, gdy wywoziliśmy mech do lasu i Dan zaparkował w mrowisku. Powrót był więc pełen atrakcji i niespodzianek, w sumie przypominał nieco akcję filmu "Węże w samolocie" ale bez Samuela L Jacksona. Dan stwierdził, że powinniśmy dziękować wszystkim bogom eterni, że mrówki nie mają po pół metra, bo mogłaby nam się taka wcisnąć za kratkę z tyłu, upakować ciasno i żuwaczkami rozpruwać zagłówki.
To był w ogóle fajny dzień, walczyliśmy bohatersko z wertykulatorem szlachtując na plastry faunę i florę Osowej. Boss miał specjalnie przyjechać by przywieźć worki. Przyjechał, popatrzył, pochwalił: że fajne rowki.
- Masz worki?
- Nie
Ale nic. Wiosna. Kwiatki rosną, ptaszyny śpiewają, chłopcy wrzucają pigułki gwałtu do drinków dziewcząt. A my toczymy nierówną walkę na pierwszej linii frontu w wojnie z przyrodą. Nie dajcie się kochani ogłupiać ekologom, to że obecnie mamy przewagę technologiczną, nie oznacza, że Matka Przyroda nie chce nas już okaleczać, mordować a na końcu pożreć. Ona czeka tylko na moment naszej nieuwagi.
Ostatnio skracaliśmy drzewa. Trzymałem jedną ręką zagłębiającą się w błotnistym gruncie, rozbujaną drabinę ukoronowaną wywijającym warczącą piłą łańcuchową pośród gałęzi Danem, a drugą łapałem trzymetrowe, spadające pnie, by nie uszkodziły broń Boże rododendronów. Był fun, gałęzie były giętkie i strzelały co chwilę D w twarz i różne mniej dyplomatyczne części ciała, a on machał w szale piłą koło mojej twarzy rozwiewając mi włosy powiewem. 
Wygenerowaliśmy w ten sposób ogromną górę gałęzi, którą następnie musieliśmy połamać na drzazgi i powciskać do worów. Nasz szef technokrata dowiózł nam oczywiście super sprzęt - rozdrabniarkę. Jechaliśmy tak pełni nadziei ujrzenia majestatycznego, zębatego mechanizmu, w który ewentualnie będziemy mogli wrzucać szczekliwe pieski autochtonów, a może i samych autochtonów, niestety sprzęt ustawiony z dumą przez Bossa okazał się być kompostnikiem wielkości małej walizki i po pierwszej gałązce wydał z siebie serię straszliwych dźwięków przywodzącym na myśl reformę zdrowia, po czym odmówił współpracy. Tak więc dziabaliśmy te drewienka ręcznie, bo wypadł jeden sekator na dwóch.
My bawiliśmy się w bobry a Stasiozaurs i Natali drapali trawniki. Przed osiedlem jest największy trawnik w okolicy i siłą rzeczy, miejscowi, kulturalni mieszkańcy z tych wszystkich ociekających miedzią i piaskowcem postawnych willi, wyprowadzają tam swoje psy, koty a i sądząc po gabarytach niektórych pozostałości, także emu, impale, tudzież bawoły wietnamskie. Enyłej, stwierdziliśmy, że pozbieramy te wszystkie klocki i ułożymy w wielki napis: KOCHAM TO, albo: Ułóż ciąg dalszy. Ostatecznie pomysłem zastrzelił nas Dan, stwierdził, że powtykamy w te wszystkie kupki psie przysmaki, a potem będziemy tylko obserwować te wszystkie yorki, pudle i dalmatyńczyki. Myślę, że właściciele szybki nauczyliby się omijać tę okolicę. Ogólnie rzecz ujmując słowem dnia okazało się: kałożerca.  
I tyle na dziś, w sobotę, jeśli będę żył to napiszę wam o wycieraczce Nergala. Na razie jestem jeszcze na lekkiej fazie składającej się równo ze zmęczenia, bólu i nerwów skołatanych katolicką asymilacją, strzyżeniem trawy nożyczkami oraz pierwszym spotkaniem rodzin, mojej i Szponiastej. Wystarczy tylko wspomnieć, że dziś tworzyłem pod koniec pracy erotyczny ciuszek z czarnej taśmy izolacyjnej dla Barbie o obciętych włosach, którą jakaś kochająca dziecina posłała w kosmos przez okno.

Asia - Rycerze wyginęli, zostały tylko smoki
Darek - Nie ma popytu nie ma podaży

*

kiszczaksattack 2012-04-13 15:13:30
skomentuj (6)

Szaman wszamany

- Twoje udka już nie schudną, one po
prostu mają taki kształt.
- Och, to nie ma sensu, zjem ciasteczko.

(My)

Wchodzę do kościołów jak do zadziwiających akwariów pełnych oddechów. Jestem na mszy. Potem zadaję pytania: czemu to, czemu tak, czemu w tym momencie. Jestem turystą we własnym kraju. Obcy w obcym kraju. Nadchodzi noc pierwszej spowiedzi i pierwszej komunii. Jak można streścić trzydzieści pięć lat czynienia zła i wolnego wyboru według własnego rozeznania. Każdy dzień był odkryciem, nie istniała żadna moralność poza moją własną. Teraz muszę nasunąć na siebie chrześcijaństwo niczym puchową kołdrę. Cieplej i bezpieczniej, ale mniej oddechu i swobody ruchu. Wiele czasu zajęło mi odkrycie, że każdy debil może być wolny. Wyzwanie to nałożyć na siebie ograniczenia i wytrwać w nich.
Nigdy nie byłem modny. Myślę też, że narastająca tępota, niezaradność w realnym świecie i lenistwo nowych pokoleń, może być właśnie związana z osłabnięciem wiary. To próby i ograniczenia wykuwają w nas siłę woli i determinację. To wiara w transcendencję, w coś większego od nas daje nam oparcie pośród wirującego pyłu, jaki nazywamy rzeczywistością.
Czuję się dziś jak starzec. Jestem bardzo, bardzo zmęczony. Pracowałem non stop dwa tygodnie, zrobiłem prywatnie, po nocach dwa remonty, a i w dzień nasz Il Duce nie oszczędzał nas za bardzo. Parę dni temu obudziłem się jak w horrorze, w pokrwawionej pościeli, a to po prostu w nocy popękały mi rany i odciski na rękach. Do tego jeszcze lekkie przygnębienie polityką finansową naszego szefa. Istnieją trzy etapy w wypłacaniu pensji: Motywacyjny, dostajesz tyle kasy, że jesteś z niej zadowolony, chce ci się pracować, starać i robić więcej niż się od ciebie wymaga. Drugi - gdy ciężko ci się chodzi do roboty, nie kosisz kokosów, ale pensja przynajmniej rekompensuje niewygodę. Ostatni to etap szacunku, a liczy się go od tyłu, pensja nie odzwierciedla w najmniejszym stopniu już wykonywanej pracy, a mimo to szef nakłada kolejne zobowiązania. Ja wiem, że jest kryzys, ciężko na rynku, ale szczerze mówiąc ja i większość ludzi firmy czujemy się nieszanowani. Ostatnio o mało nie doszło do otwartej rebelii, jedyne co uratowało Bossa, to to, że nie wypłacił ludziom kasy za odśnieżanie w tym samym momencie. Gdyby to zrobił i wszyscy wkurwiliby się równocześnie, wspierając nawzajem swoją złością, to dziś w firmie miałby dwie osoby.
W tym miesiącu ma być podwyżka. Obejrzę ją sobie, a potem zastanowię się co dalej.
Na razie pada śnieg. 

Jesteśmy czującymi maszynami,
które przypadkiem myślą.

(Watts)

*

kiszczaksattack 2012-03-31 20:47:35
skomentuj (16)

Pij mleko zostaniesz kaleką

Dziś wieczorem Lulu zaśpiewa,
zniszczy i umrze, a Luisa zatańczy,
spustoszy serca i utonie w dżinie

(Williams)

Szponiasta poszła ze swoją mamą do Careffura i kupiła chleb, wodę i wino.
Ja absorbuję wiosnę skórą. Mam przypieczoną jedną trzecią twarzy. Wśród krwawych ruchów tektonicznych zasklepiają mi się ostatnie ciecia w dziąsłach, po kolejnym remoncie paszczęki. Byliśmy na Johnie Carterze. Ludzie, którzy czytali "Księżniczkę Marsa" pozostaną niezaspokojeni, ci którzy nie czytali są zadowoleni, ale niczyjej duszy dzieło to raczej nie przenicuje. W każdym razie były starcia powietrznych flot, ostrza rozpryskujące posokę i księżniczki do uratowania, czyli wszystko czego trzeba wiecznie dorastającym chłopcom. Ostatnio dzwonił Seba i pytał o czym jest "Najczarniejsza godzina", wytłumaczyłem mu więc najprościej jak mogłem: Ludzkość nie płaciła rachunków za prąd więc windykatorzy z Procjona przylecieli z nakazem eksmisji. 
Na zewnątrz jest przejrzyście. W dzień jaskrawe słońce toczy się po błękitnej emalii nieba, w nocy gwiazdy zstępują milionami na spokojne wody zatoki. Nagłe sztormy zmieniające błękit wody w kipiący granat i wichury zwijające bruki i nanoszące wydemki piasku na balkonach, na 17 piętrach wierzowców. Na 3żaglach kobieta miała na szybach zakładu kosmetycznego naklejki to wiatr i piasek podziurawiły je jak sito a miejscami zdarły jak wielka piaskarka. Kobiety oblekają się w metafizykę i odżywki do włosów, zakochuję się średnio trzy razy dziennie, a potem tłumaczę Pazurzastej jaka jest różnica między zakochaniem a kochaniem.
Znowu nie poszedłem do Cockneya. Z jednej strony bym chciał, ale z drugiej nie znalazłem tam ludzi którzy rzeczywiście by mnie obchodzili i przebywanie z którymi nie kosztowałoby mnie świadomego wysiłku. 
W piątek odebraliśmy z Pazurzastą obrączki, zrobił nam je dziadek, ostatni partyzant handlu detalicznego, który ma maleńki zakładzik wciśnięty między galerie i salony Wrzeszcza. Jest tam tak wąsko, że człowiek ma wrażenie, że zaraz potrze ramionami o ściany. W każdym razie złote krążki już są, różnica wielkości jest spora, moja orbituje wokół jej, czyli w sumie wszystko jak trzeba.

-... tak? No to będę chodził na dziwki.
- Nie będziesz. We śnie podetnę ci ścięgna...

(My)

*

kiszczaksattack 2012-03-25 12:44:06
skomentuj (16)

KSIĘGA GOŚCI

* Dodaj wpis
* Zobacz


ARCHIWUM

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



LINKI

Miejsca
Zumi
Danzig on line
Trzaskprask
Okno Boga
Trójmiasto
Galeria gdańska
Home
Dawny Gdańsk
Rzygacz
Herbaciarnia

Pisanina
Poetyka.pl
Wierszownia
Poema
Undergrunt
Poezja
Kaczmarski
Waligórski
Boros
Nieszuflada
Teczka

Wzrok
Dreamland
Arcano
Galeria Olgi
11 000
Krainy cienia
Twardoch
Vemeer
Artcyclopedia
ABCgallery
More Fantasy
Fantasy Art

Druk
Wiadomosci24
Fronda
Esencja
Komiks
Lampa
Gazeta
Tygodnik
Zwierciadło
Przekrój
Gazety

Szeroko otwarte
Oj boli
Crowboy
Wiśnia
Czyń Zło
Endo
Rroarr

Wytwórczość własna
Gdanzig Onliner
Strefa zrzutu
Wierszydła
Kiszczak Presents 2
Kiszczak Presents

Zajebistości
Tyle z nas pozostało
Czułe uściski
Wykopki
Waluta
Jaja
Gotyk
Odstresowywacz
Godziny odrażającej zabawy
Honor Harrington3
Honor Harrington2
Honor Harrington
Różne straszne rzeczy
Kicia
Bogini kiszczaków
Funiaste
Chińskie ciasteczko
BASH
Wielka RP
Nazajutrz - po.

Kocie szlaki
Czerwona sukienka
Jaskier
Arecki
Aga-koty-klopoty
Nowaczewski
Zuzanka
Pierwsza klasa
Zazie dans le metro
Niemyte duszyczki
Toroj
Kominek
Ika
Kobiekcje
Dr. Lecter
Mamablues
Taka jedna
Matkowski
Haniuta
Ściemniecz
Rasko
Barbarella
Kociocentryzm
Sto-krotka
Gretta24
Pierwsza żona
Kobieta nad wodospadem
Leena
Fanaberka
Stardog
Kasztanowa
Bratt
Gzyra
Komercyjna kurwa
Korwin
Drzewica
Bo zupa była za słona
Senyszyn
Thevia
Awari
Chimerka
Aube
Medea de momy
Stworkonorka
Falaa
Radziecki Termos

Ja to zrobiłem! Kwisatz