kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 8.2004

    Profesor – …małpoludy wyginęły…
    Mateusz,patrząc na mnie z namysłem – hm…
    ja – zamknij się!

    Bazylia podnosi kawałek postrzępionej nitki z mojego stołu i pyta
    - Co to jest?
    -Jakbyś wiedziała co to jest nie trzymałabyś tego w ręku…
    Bazylia jest ładna , niziutka i ma siostrę zwaną jako Oregano. Ich starszy jest ogrodnikiem i dziewczyny rozdają ludziom różne zadziwiające prezenty typu: natka pietruszki, włoszczyzna lub kilo kalafiora. Co roku buszuję u nich pośród zielonego groszku. Skojażyło mi się to , po nowej książce Harris. Teraz mam ochotę na porzeczkowe wino, lub coś równie śmiercionośnego. Czytałem też ostatnio „Sekretny dziennik Laury Palmer”, niestety nie poszedłem potem zaznajomić się bliżej z nieletnimi córami nocy,głównie ze względu na te małe, róchliwe stworzinka ,które czsem im towarzyszą.Za to może w końcu obejrzę Twin Peaks.
    Nocą z soboty na niedzielę siedzieliśmy w małym acz przytulnym mieszkanku Void i przedzieraliśmy się przez kolejną sesję.Wyrobiliśmy się jak gacie w kroku, grupa wypasionych przeciwników zrozumiała to w ciągu tych całych 40 sekund jakie dzieliły ją od niebytu. Mieli szansę przeżycia jak bałwan w piekle.
    Void dała mi herbatę z prądem…czyżby zamierzała mnie upić? Może potrzebuje jakiejś nerki alboco?
    Nad ranem dożywialiśmy się chlebem z dzemem truskawkowym.To właśnie wtedy między zębami utkwiło mi małe. złośliwe ziarenko , którego za cholerę nie można było wydobyć.Wiecie o czym mówię…ARGH!!!
    O 3 nad ranem dzwonek do drzwi,na wycieraczce leży sobie róża. Void podnosi ją i wrzuca do zlewu,to Andrzej żałuje za grzeczy. Myślę sobie fajny gest i wogóle,zdobyć różę o tej porze…a tu w drodze powrotnej mijam kilkumetrowy klomb pełen błyszczących od nocnej rosy róż.
    Byłem w domu tak póżno , a może tak wcześnie , że nie opłacało się już kłaść.W tv leciał akurat film w którym jakiś typ z czaszką na twarzy ganiał z maczetą i tępił jakąś młodzież w zamkniętym na noc akwaparku. Sceny w stylu : mknie panna rurą z wodą a tu z dna przebija się maczeta.Kamera pokazuje wylot rury , z której nagle wyskakują dwie nogi,zatrzymują się nagle z gwałtownym podskokiem i na zewnątrz wylewa się posoka i przyległości. Wierzcie lub nie, od razu się rozbudziłem.
    Poszukałem nitek i wykałaczek , i rozpocząłem morderczy bój z ziarenkiem.
    O 9 przyszła Bazylia i umyła mi plecy. Potem usiadła przy stole nad stertą zapisanych szpargałów, które zmienią się kiedzyś w moją nieśmiertelną i nicującą rzeczywistość powieść „Gdanzig”. Spojrzała po stole , ujęła w palce nitkę i zapytała : co to jest?

    …Niektórzy mówili, że Pułkownik Kiszczak przeżył upadek i odrodzenie wszechświata.Inni, że przez cały ten czas nie robił nic innego tylko pił.Niektórzy przypuszczali, że jest poprostu bogiem bez ambicji…

    Myślę że istnieją idee wędrujące przez czas. Pomysły które przejmują nasi następcy. Ktoś ma marzenie , ale nie potrafi go zrealizować, odchodzi, a realizuje je ktoś inny, i traktuje je jak własne. One na pewno gdzieś są, żywe marzenia, które pragną się spełnić…
    Pragnę zamieszkać na Mariackiej ,wyrwać się z tego bagna jakim jest mój dom ,wynurzyć się i zaczerpnąć powietrza. Chciałbym odnaleźć kobietę kiszczaka , która gdy mnie zrozumie, nie będzie mną gardzić. Chcę rysować i pisać to co mam w głowie. Chcę stworzyć coś po czym świat już nigdy nie będzie taki sam. Chcę być stereotypem. Chcę okupować wasze dusze.
    Dzień był słodkogorzki , dobro przeplatało się ze złem a przyjemność ze strachem. Ciekawe jak widzi mnie Bóg. Czy martwi go zło które wyrządzam , czy też bawi się tak dobrze jak ja .
    Nie chciałbym go zawieść, nawet jeśli nie jestem wzorem cnót , to niech przynajmniej się ze mną nie nudzi.
    Powiedziałem Magicznej Ważce , że zabiorę ją na najdalszą plażę naszego świata i pożrę żywcem. Wydawała się skłonna do współpracy.
    Tymczasem rzeczywistość zmaterializowała się jako stara pralka. Solidna , sowiecka robota ze zredukowanej broni strategicznej klasy czołg. Babka patrzy na mnie z powątpiewaniem i pyta:
    - Jak ty to wyniesiesz?
    - Po kawałku…

    A kiedy bitwa się skończy będzie mnóstwo czsu, żeby dryfować na wietrze i odnależć atomy , które niegdyś tworzyły moją duszę, moją matkę w krainie szałwii i moje ukochane… wszystkie moje ukochane. Wtedy odpoczniesz, pamiętaj, życie jest dobre,a śmierć przeminęła.
    Przeminęła noc i gdy tuż przed świtem pierwsze nieśmiałe fale światła wlały się do miasta korytami rzek, kumpel z którym piłem noc całą , spojrzał na mnie i pyta
    - Paszczaku, co się stało z twoją brodą?
    - Spłonęła…
    Myślicie że to żart? Jak to kiedyś napisał Prachett: zabawna rzecz te brwi , nie widać ich póki są.
    Ostatnio w herbaciarni Lenn robiła zdjęcia żyłom Phantoma.Gość handluje na rynku warzywami, żągluje 50-cio kilowymi worami kartofla.Gdy wchodzi na ściankę wspinaczkową całe to mięso wypycha mu na wierzch układ krwionośny i Ph wygląda jakby miał eksplodować. Teraz zaś napinał mięśnie ręki a Lennonka utrwalała to dla potomności. Może i brzmi to głupio ale widok żeczywiście jest niezły, taki organiczny marmur. ( zobacz tu )
    tak poza tym Ph jest socjopatą i chodzącą historią, ale na opowiadania przyjdzie czas gdy już wyleczę się z kaca.
    Dam wam tylko drobny przykład jego możliwości. Zajrzałem do kina pod gwiazdami na starówce, popatrzyłem chwilę i po cichu żeby, nie przeszkadzać,zacząłem się wycofywać. A tu nagle ze środka widowni ,machając kończynami,drze się Phantom: Kiszczak!!!
    Odwracam się a tu cała widownia patrzy na mnie , tylko na mnie.

    Dziś ciężko mi się pisze, myśli a nawet oddycha,kończę więc wierszykiem.

    Atomowy kotku
    ustawiam czas przeznaczenia
    wystrzelimy się
    z żuławskich bram tego miasta
    niemalże poza Poznań
    nagniemy z hukiem dachówki
    budząc samotnych
    podpalaczy kalendarzy
    zalegających jak kurz
    pod ciężarem krokwi
    i zaśniemy w zorzy
    3 minuty od świtu
    podpalając świeczki masztów

    żyjemy mgłą kociaczku
    pijemy światło
    my puchate cienie cienia
    zawsze o grubość oddechu
    od naszych marzeń
    czekamy na wschody słońca
    boskie koordynaty
    albo na cud

    wyginam grzbiet
    gdy blask uderza w twarz
    mrużę rozkosznie oczy
    mruczę
    obok
    nuklearne kocięta
    oblizują łapki
    siedząc na progu
    nowego tysiąclecia

    005.jpg

    Cały dzień zakrzepły w farbie i w kurzu.Czas liczony kątem promieni słonecznych lejących się z okien. Naprawdę cieszyłem się na ten list, choć babka powiedziała, że bycie pułkownikiem to wariactwo. Tak babciu, jestem prawdziwym wariatem w tym szalonym świecie.

    Skończyłem, umyłem się i przeczytałem list. Wszystko się zapadło.

    Poszedłem na koniec swiata pełen zimnej furii. Czułem się, jak maszyna słysząc w głowie Mansona.

    Tak mój świat to popielniczka, płonę i spopielam się jak papieros, z każdą sekundą i uderzeniem serca.

    Oceny oparte na fałszywych przesłankach, myśli oparte o wyobrażenia, nie fakty. Przez chwilę miałem ochotę czuć się jak Mentat.

    Brzeźno przewala się na skrzydło wirując w szalonym nurkowaniu. Powietrze rozwyło się wokół symfonii zniszczenia, gdy mnkną ku mnie wszystkie ginące światy. Poczułem się nieśmiertelny jak popiół.

    Smugi kondensacyjne zza horyzontu. Wodorowe pochodnie wprost z mojej przeszłości. Pośród lodowych mgieł przesuwają się spiętrzone kadłuby wieżowców Cisowej.

    Latarnie morskie Brzeźna rozcinają szwy nieba. W moich oczach rozkwitają wibrujące blaski słońc. Gubię molo. Chyba krzyczę gdy taktyczne uderzenie spopiela szkołę, w której oduczyłem się mówić.

    Tracę lasek

    Tracę część pętli

    Kilka hoteli asystenckich

    Jeden akademik i półtora tysiąca studentów

    Płonie kościół zbudowany z cegieł dawnej baterii nabrzeżnej. Kiedyś tam byłem raz krzyknąć, że „Bóg jest głupi”. Bóg pokarał mnie czarnymi kotami i pomorem falistych papużek.

    Uskrzydlone trupy nurkują w dół teraz wraz ze mną.

    Opadam, robię unik, odpalam termo-pułapki. Ona miała takie ciepłe usta, nim przestała dla mnie istnieć. Dziwka – szepczę, sukinsyn – odpowiada mi zza horyzontu. Pocisk omija mnie z rykiem, jak palec o krwistym paznokciu. Ale to przecież nie ona. Ona męczy studentów w Sopocie i wyprowadza się od matki z Grabówka. Ona jedna wie jeszcze jak mnie zniszczyć.

    Królowa śniegu o ustach Madalane Stowe.

    Zaciskam śmiertelnie kciuk i już, ziemia drży cięta bruzdami torped. Mkną gruntem rozrzucając chodniki i podcinając drzewa.

    uderzenie

    tak

    Pośród dymu z łoskotem cielsko bloku opada w chmurę pyłu. Od przodu w dół z grzechotem łamanych okien i kręgosłupów anten.

    Storpedowałem Cisową

    Brzeźno opada na plażę jak liść.
    Wizja mija.
    Nie ma już złości.
    Jestem zimny jak trup.
    Niemieckie wieści tracą na znaczeniu.

    Ponad tą wodą zamykam oczy na wiatr…i przez chwilę nic nie czuję. Zaczynam się czuć oderwany gdy pękają te wszystkie nitki. Świat unosi mnie ku słońcu. Tu na końcu świata, bez psa przy nodze, bardziej jedyny niż kiedykolwiek czuję się…

    samotny jak Bóg

    Moją babkę ugryzł motyl.Zadziwiające rzeczy dzieją się na tym świecie, ja na ten przykład , oparzyłem się zamrażarką a Aube pobito jej własnym radiem. Czasem bywa nawet ekstremalnie, tak jak wtedy gdy stwierdziłem , że wiszący od 18 lat na ścianie obraz przytwierdzony jest gumą do żucia.
    Kiedyś remontowaliśmy mieszkanie po jakimś dziadku, który przez 40 lat prawie stamtąd nie wychodził. Ściany były czarne od papierosowego dymu, tylko w jednym miejscu nad łóżkiem, był na ścianie biały ślad po siedzącym człowieku. Cień po człowieku, jak w Hiroszymie, tyle że ten umierał znacznie wolniej.
    Wczoraj o północy byliśmy w kościele Św, Mikołaja, najstarszym kościele miasta,na zwiedzaniu. Przez ciemność prowadził nas przeor domienikanów ojciec Jacek.Urodzony gawędziarz o wrednym poczuciu humoru. Podobno w tym kościele to zwyczaj, legenda głosi , że gdy w 45 rosjanie palili miasto i wpadli do kościoła ,uwczesny ksiądz poczęstował ich zapobiegliwie kupionym spirytusem. A skoro musieli już coś spalić , wysłał ich do Św, Brygidy. Nie muszę chyba dodawać że Św. Mikołaj był jedynym nienaruszonym kościołem na starym mieście.
    W środę zejdziemy pod kościół do krypty, którą od podłogi do sufitu wypełnia 3000 szkieletów.Domienikanie nie chcieli nas tam wpuścić nocą. Ciekawe czemu? Może bali się , że każdy weźmie sobie coś na pamiątkę, albo ktoś po ciemku acz gwałtownie dołączy do reszty eksponatów.
    Ciepły środek nocy, myślę dość rozpaczliwie o polonistach, którzy biorą latem wolne od analizy tekstu. Niedobrze gdy zbyt cenimy czyjąś opinię, krytka sprawia wtedy fizyczny ból. Miasto grzmi od kin na wolnym powietrzu, koncertów i gwaru ludzi. Trzeci nieprzespana noc , ten dźwięk przypomina bicie serca.Biję tętnem ulic,wonią jedzenia, głosami i muzyką. Robi się przyjemnie chłodno. Aż chce się rozwinąć skrzydła. Robię więc to i przenikam granice dzielnic w prostej drodze do łóżka.

    Do nieba nie chodzę
    bo jest mi nie po drodze
    teraz jestem tu
    co ma być to będzie
    niebo znajdę wszędzie
    gdy zabraknie tchu

    …Właśnie przeleciało mi to z kasety. Gdy słucham kaset czuję się taki staromodny. Mają gorszy dźwięk, ale daje się je naprawiać.
    Oddzieliłem od siebie Gaję, kobietę śliczną i zajmującą.Zajmującą się wszystkim na raz. A gdy zajmujemy się wszystkim na raz, to z regóły zostajemy z niczym. Kurcze! zrobił się ze mnie autorytet moralny.Chyba muszę gdzieś iść i zamarynować te poglądy w alkocholu, trzeźwe myślenie powoduje raka i choroby serca.
    A wogóle to właśnie dowiedziałem się , że pentagram (poza amerykańską kinematografią) nie jest symbolem satanistycznym. Oprócz wielu innych znaczeń , symbolizuje boginię Wenus i jest symbolem kobiecości,przeinaczonym przez walczący o przetrwanie młody kościół w ramach plugawienia symboliki pogańskiej.Planeta Wenus w swojej wędrówce po niebie wyznacza idealny pentagram.Pentagram także we wszystkich swoich wymiarach zawiera liczbą FI-boską proporcję, zawartą przez wszelkie ziemskie istnienie, i kiedyś uznawaną za podpis Boga.
    Podobno jedność z Bogiem osiąga się w seksie. Całkowite zjednoczenie kobiety i mężczyzny. Ten moment pustki i swobodnego spadania w czasie orgazmu…
    To wszystko cytaty, mniej lub bardziej dokładne, boskość Chrystusa ustalono na 1 soborze nicejskim, 400 lat po jego śmierci( swoją drogą ciekawe jak tam Rokita,obiecał, że umrze za Niceę,a jakoś ciągle żyje).Biblię zredagował pogański cesarz Konstantyn, dla politycznego spokoju.Wyrzucono wszystko co mówiło o Jezusie jako o człowieku, zostawiono to co mówiło o nim jako o Bogu. 80 ewangelii poszło w płomienie.
    Żoną Jezusa była Maria Magdalena, namalował to na ostatniej wieczerzy Leonardo da Vinci, który należał do tajnego stowarzyszenia załorzonego przez Templariuszy…
    …nie macie wrażenia , że wszechświat rozciąga się i sunie pod nogami? O tak! tak to jest gdy pożera się 550 stronicową książkę w 6 godzin.Świat dwoi się w oczach a mózg kipi od hiperaktywności.Dziś raczej nie pośpię.
    Zadzwoniłem do Lenn , świeżej chrześcijanki, by podzielić się tymi rewelacjami. Spytała głosem o temperaturze ciekłego azotu: czy to coś zmienia? I wiecie co ? Ma rację, wiara to wiara.

    Genesis

    my Kiszczaki
    stwarzamy się z niczego
    na godzinę przed świtem
    pośród ciemnych granulek ciszy
    ugina się przepocona pościel
    przez lufcik rusza wiatr
    w absolutnym milczeniu
    leniwy ruch ręką
    następuje zapłon
    budzi się mózg
    nim otworzę oczy
    rozgrzeje się słońce
    i ruszy nowy dzień

    Miasto spowite w całun upału, leży ciężko dysząc z wywalonym jęzorem Motławy.Ospałe i lekko zdechłe nie ma siły by się dźwignąć i poczłapać w cień morenowych wzgórz. Jestem wyssamy z sił i śpiący, do tego zdenerwowany, bo muszę przeprowadzić „Ostateczne rozwiązanie kwestii Gai”. Czyli inaczej – rozstrzelać tekstem osobę , która mnie lubi, ale równocześnie igra ze mną i wykorzystuje. Jest mi z tym naprawdę żle, ale czuję , że jeżeli ja nie powiem jej prawdy, jak postrzegają ją ludzie, to nie zrobi tego nikt inny. Zawsze miałem tendencję do samopoświęceń, szlachetnych cierpień i użalania się nad sobą, ach! Tak czy inaczej, nim nastanie wieczór, będę miał o jedną znajomą / przyjaciółkę / kochankę / diabliwiedząco ( niepotrzebne skreślić} mniej .
    …Kurde! jak Magnolia się dowie to mnie zabije.Pozre, strawi, wydali i znowu zabije. Chyba że zechce mnie wyswatać z jakimś niemieckim potworem o kwadratowych szczękach, ramionach jak koparka, przywleczonym z wschodnich landów.
    W sumie mógłbym nic nie robić , poczekać aż cały problem wyjedzie studiować do Wałbrzycha…cóż my starzy kafelkarze mamy wstręt do nie skończonej roboty, stąd te blizny na rękach.
    Wiecie, że kafelki często przeżywają domy a nawet całe dzielnice.Znam parę miejsc na mieście gdzie po umarłych sklepach pozostały tylko wykafelkowane podłogi wyglądające znienacka , gdzieś pośrodku trawnika albo wynużają się z błota i sadzy pośród wykopalisk.To pewnie jest jakiś rodzaj pocieszenia
    .
    musnęła mnie dłoń twoja
    chaps i już jest moja
    czy muszę przypominać
    nie głaszcze się rekina


    • RSS