kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 12.2004

    Ciapek – Po rozmowie z siostrą , już wiem co ci kupię na urodziny – tanie wino czekoladowe!
    Ja – O nie! Po ostatnim obudziłem się na czołgu…
    …co prawda pancerz był nagrzany od słońca a pomiędzy nógami sterczała mi lufa , ale za to nienawidzili mnie potem w herbaciarni , a strażnicy miejscy już nigdy nie patrzyli na mnie tak samo.
    Oglądaliśmy ostatnio „Górę Dantego”. Nagle ekran zapełnił się energicznie biegającą armią amerykańską. Mój starszy patrzy chwilę i mówi „teraz pewnie rozstawią sprzęt i zaczną strzelać do góry”.
    Tylko Polacy nie rezygnują z wyjazdów do Tajlandii.Wiadomo, ekscytujący urlop. Tragedia na żywo, a po powrocie będzie można pochwalić się zdjęciami…
    Do tego nasi , którzy już tam są, nie chcą wracać. Wiadomo , tyle sklepów do rozszabrowania. Laweciarze są zapewne niepocieszeni.
    Wczoraj znowu czekałem na Lennonkę. Ostatnio ciągle na nią czekam. Czasem mam wrażenie , że moje życie polega na czekaniu na nią.
    Jestem zmęczony. Tak naprawdę bardzo, bardzo. Ostatni miesiąc roku to absolutny młym , migający twarzami i zdarzeniami jak stroboskop. Siedziałem samotnie „U aktorów”, patrząc na smętnie bombelkujące piwo, i doszedłem do wniosku, że nie mam ochoty iść gdziekolwiek na sylwestra .W tym roku zamknę się w domu na 4 spusty. Zrobię sobie jakąś dobrą , ciepłą kolację i kakao . Nie wypiję ani kropli alkoholu. Pogapię się bezmyślnie w TV, a o północy wyjdę na plażę by popatrzeć jak zatoka zmienia się w bramy piekła.
    Gdy wygasną już fajerwerki, usiądę na piasku i poczekam na świt. Przy odrobinie szczęścia zobaczę pierwszy wschód słońca w nowym roku.

    Ona i on

    mężczyzna myśli zaraz – zaraz już
    kobieta woła szumi jeszcze jeszcze
    ona jak morze on jest marynarzem
    który powraca gdy ona wciąż trwa

    chociaż się burzy ale nie odpływa
    to on jest ruchem ona zaś jest miejscem
    gdzie się gromadzą wszystkie pory roku
    zawiera w sobie ciszę i sztorm
    (Szymon Babuchowski)

    Moja nauczycielka polskiego z podstawówki , uważała mnie za idiotę. Pewnego dnia porysowała mi twarz długopisem. Zniszczyłem ją , jak wszystko pozostałe. Gdy mija wszechświat i wszystko się kończy nie ma już wspomnień, nie ma historii. Nie ma śladu po tym , że cokolwiek się wydarzyło. Czym więc są wszystkie nasze starania, czymże jest cały nasz zgiełk? Ktoś kiedyś zapytał : Ile było potopów bez Noego? Odpowiadam dokładnie – 72.
    Chcę wam dziś opowiedzieć historię. Krótką historię, o tym jak stałem się bogiem, o tym jak zniszczyłem swój świat. Bo to właśnie tak jest. Celem religii nie jest zbawienie bezimiennego tłumu, lecz wskazanie drogi temu jedynemu , który potrafi pojąć wskazówki. Świat jest nie tylko tworzony przez boga, świat tworzy boga. Tak jak mnie.
    Wiszę w bezgwiezdnej pustce na kilka minut przed wypowiedzeniem słowa . Płynę przez ciszę i uśmiecham się.

    Dawniej miasto to miało nazwę. Zagubiła się ona jednak w kurzawie dziejów, a z czasem nawet jego nielicznych mieszkańców przestało to interesować, zbyt byli zajęci powolnym rozpływaniem się w nicości. Ja jednak dla wygody nazwę je Sopot. Sopot był niegdyś częścią większej całości , był małą perełką wciśniętą między dwa wielkie miasta, w chwili którą opowiadam obydwa już nie istnieją. Sopot spękany i wyschnięty, tkwi pośród pustyni niczym rozdeptany pająk. Sięga w świat nitkami starych asfaltowych dróg, wiodących donikąd i zmurszałym molem , wiszącym ponad brunatnym piaskiem.Jego białe mury są przesiąknięte solą a zaułki nadal rozbrzmiewają echem zapomnianych fal.
    - Podaj jeszcze puszkę – mruknąłem do Miśka , wyciągając zdrową rękę. Misiek otworzył oko i odburknął coś nieprzychylnie . Rzuciłem w niego pustą puszką, rozsiewając żółtawe kropelki.
    - Ruszyłbyś się – jęknął Misiek – zbyt rozlazły by się naprawdę wkurzyć. Gdzieś znad pustyni zaskowyczała menada . Misiek wypiął puszkę z folii i pchnął ją , by potoczyła się do mnie po deskach.
    Zawsze kochałem szczegóły , lubiłem opowiadać i wyobrażać sobie niestworzone historie. Wtedy w epicentrum pustynnego popołudnia, leżąc na spękanych deskach i pijąc piwo , pomyślałem sobie, że właściwie mógłbym to wszystko zmienić.

    Doktor Swensen popatrzył na pacjenta. W sumie nie bardzo jest po co , pomyślał.
    - Jego stan jest stabilny – powiedział do stojącej obok kobiety w wiśniowym żakiecie.- Od dwóch miesięcy żadnej zmiany – potarł wierzchem dłoni czoło.
    - Uważa pan , że powinnam zgodzić się na odłączenie?- spytała patrząc na niego. Masz najbardziej zajebiste , zielone oczy jakie kiedykolwiek widziałem , pomyślał.
    - Myślę, że taka decyzja mogłaby być przedwczesna. Mózg nie doznał poważniejszych uszkodzeń . Standardowa procedura przewiduje pięciomiesięczny okres oczekiwania.
    Odwróciła się do leżącego i dotknęła jego czoła.
    - Więc poczekamy…

    Gdy nad Sopotem zapada wieczór , a menady rozzuchwalone ciszą zbliżają się do zagajników otaczające stare wille , lubię chodzić ulicą Główną, siadać pod krzywym domem albo szukać przygód w „Pod błękitnym pudlem” . Szelest cyprysów i kolory nadciągającego zmierzchu zawsze nastrajają mnie nostalgicznie. Z ostatniego piętra dziewiczej ruiny , Szklarz śpiewa „by wypić za lepszy czas”. Wokół chodzą ludzie, jaśni, smukli , o wielkich łagodnych oczach. Sączę ostatni łyk piwa , opierając się o jakąś fasadę i ciskam puszką na drugą stronę ulicy . A jednak mógłbym to zrobić inaczej.

    Kobieta przychodzi często. Przesiaduje przy łóżku chorego, gładzi go po twarzy. Stan pacjenta nie ulega zmianie. Dr Swensen raczej nie widzi możliwości poprawy.

    Dziś spadł deszcz. Strumienie wody spływały wartko Główną wymywając spod warstw pyłu różowy granit płyt. Teraz wszystko pachnie. Wiatr porusza liśćmi i słychać śmiech. Misiek prowadzi dwie panny , Kuchcik z kompanią kopie zapamiętale jakiś śmietnik w dół ulicy. Wieczór przechodzi w noc. Okna rozświetlają się kolorowo od żarówek i telewizorów. Idę pośród bawiących się ludzi . Ciągną mnie do „Kawiaretu”, bronię się dzielnie, dziś chcę być sam.
    Menady zawodzą śpiewnie nad piaskiem . Koniec mola jest zapadnięty, trzeba wiedzieć gdzie stawiać stopy. Stoję i patrzę w mrok . Mam dziwne wrażenie , że jutro nadejdzie morze.

    Dziewczyna o zielonych oczach siedzi w oknie. Jest pochmurny wieczór i na zewnątrz szaleje burza. W świetle błyskawic , nad lasem lecą w kluczu bojowe śmigłowce. W tle leci cicho „Icon” Paradise Lost. Szyba tłumi dźwięki z zewnątrz. Po policzku dziewczyny toczy się łza. Jutro odbędzie się ceremonia odłączenia . Delegacja Urzędu Miasta w obecności archidiakona i rodziny odłączy chorego od maszyny. Śpiączka zmieni się w śmierć.

    Dźwięk wydawany przez fale jest niesamowity. Siedzę w piasku, tuż przy linii wody, bawiąc się muszelkami. Bose stopy obmywa mi woda. Od paru dni nad światem unosi się mgła, zrobiło się chłodniej . Wiatr igra wśród liści topoli i buków. Szklarz wyrzeźbił z własnej krwi nowe róże. Wolę nie wiedzieć z czego tworzy fiołki. Daleko widać sylwetkę ubraną na biało. Idzie w moim kierunku. Powoli kroczy po piasku.

    Ceremonia jest jak zwykle patetyczna i gromadzi całą lokalną społeczność. Sala, korytarz nawet parking przed szpitalem. Pod sufitem krążą kamery transmitując na żywo. W końcu tak rzadko umieramy.
    To koniec. Przemawia archidiakon i burmistrz. Ludzie kładą kwiaty na pościeli. Sędzia ujmuje wyzwalacz. Cichnie szmer rozmów, gdy podchodzi dziewczyna, pochyla się nad śpiącym i całuje go w czoło. Sędzia przekręca wyzwalacz, wszystko gaśnie. Jej oczy są tak bardzo zielone i błyszczą od łez…

    …Jej oczy są tak bardzo zielone i błyszczące od łez. Stoi nade mną w białej sukni i patrzy. Podrywam się z ziemi. Dotykam dłonią jaj twarzy i całuję delikatnie w czoło.
    - Nie warto płakać, wszystko można zmienić – mówię patrząc na wschód, gdzie w blasku wschodzącego słońca strzępi się znów gotykiem nieśmiertelny Gdańsk. Ona uśmiecha się , blask złoci piach , liście i fale, wyławia z mgły kształty budynków.
    - Zawsze może być lepiej – szepczę gdy znika.

    Myślę , że moja nauczycielka od polskiego była głupia. Oczywiście w tym wypadku mogę być stronniczy. Czuję jak ten świat mnie pochłania. Jak wsysa mnie dźwięk fal. Z dala dochodzi mnie śmiech i muzyka, pod ręką czuję ziarenka piasku , które miliony lat temu mogły być górami. Jestem pewien, ze ten nowy świat też ma swoich archeologów i podręczniki historii. Pełen jest teorii i dyskusji, co do sensu i woli. Rozpływam się w powietrzu, wiatr ponosi mój uśmiech. Tylko ja wiem , że istnieję tu zaledwie od tygodnia. Myślę że kiedyś, dawno, dawno temu było coś przede mną. Czuję ciepło i znajomy zapach, za niecałe dwie minuty moja główka pojawi się pomiędzy udami mojej młodej matki. Po raz kolejny, wszystko się zacznie od nowa. Zapominam już . Nic nie będę pamiętał. Będę żył długo, umierał, żył , dojrzewał i starzał, aż kiedyś, za 100, 1000, 10000 lat znowu wszystko odkryję, i… i…niepamięć zalewa mnie jak fala, fale morza na wilgotnym piasku plaży. Może było coś przede mną, ale ja tego nie pamiętam.
    05.12.2003

    Jaka tęsknota bardziej boli
    za czymś konkretnym czy za
    czymkolwiek
    (Babuchowski)

    Nie pal za sobą mostów ,
    ja je wysadzę gdy będziesz wracał.

    Tiaaa, jak to mawia Nonko, która ostatnio wytrwale do mnie nie pisze. Jest wigilia, po rodzinnym obrzarstwie starsi osiedli przed telewizorem , a ja siedzę pijąc coś co nazywa się „Indian spice” i grzebię kijem w wspomnieniach.
    Magnolia powróciła nach Polen i od razu zapytała mnie o Pannę Tyłeczek. Prostuję więc od razu nim po meandrach Miasta rozejdzie się jakaś krzywa wersja. Panna Tyłeczek mimo niewątpliwej urody i inteligencji jest epizodem tyle nieistotnym co niezręcznym. To rasowa famme fatale o mrocznej aparycji i bladej cerze , wykształconej po setkach roboczogodzin słuchania gotyku w zadymionych pomieszczeniach…
    ona jest czernią i bielą
    ona jest smutkiem i nadzieją
    ona ostatnią bogów wybranką
    moją sekretną siostrą i kochanką
    (Closterkeller)
    …choć ostatni wers chyba tylko w jej mniemaniu. Może nie jestem najpiękniejszy i najmądrzejszy , ale też nie jestem desperatem , który poleci z wywieszonym ozorem , za pierwszą piczką , która powie „chodź”.
    Nienawidzę ram i stereotypów, zarówno tych ogólnych jak i osobistych, właściwych danej osobie. Jestem najprawdziwszym Polakiem, jeśli ktoś da mi puszkę z napisem „made by Pandora” i powie „nie otwieraj”, ja się zesram a otworzę. Panna T posiada urodę i kupę szmalu, ale musi też pojąć , że władza jaką jej to daje jest bardzo ulotna.
    A wogóle to wesołych świąt potwory! Jestem makabrycznie przeżarty i z lekka skonsternowany , bo pytania Magnoli to był dopiero początek. Wszyscy, z którymi Łamałem się opłatkiem, życzyli mi rychłego małżeństwa. Pomyślałem sobie , ze to może jakiś matrymonialny spisek, ale potem zadzwoniła babcia z Mławy i wpadł wujas, i oni też .O Brutusie! Poczułem się z lekka przeterminowany.

    Mamo co ty widzisz w takim nudnym filmie?
    -Chrrrr…
    -Aha.

    Zmierzch, wilgoć pachnie dymem z kominów. Kończymy na plaży . TrzySzklaneczki odcholowała Miśka na skraj plaży, poza zasięg wzroku . I podryfowali razem jakiejś niedostępnej krainy szczęśliwości. Ja zostałem z Panną Tyłeczek. Byłem trzeźwy jak świnia, patrzyłem w niebo na Oriona i na księżycową ścieżkę w rozchybotanych falach. Siedziałem i marzyłem o jakiejś pieprzonej taksówce, która zabrałaby mnie dokądkolwiek. Pani Tyłeczek jest kobietą majętną rodzicielskim szmalem , a co za tym idzie „pewna siebie inaczej”. Jest także jak słyszałem kolekcjonerką męskich skalpów i wirtuozką pewnych niewidocznych mięśni. W chwili gdy toczyła się akcja , bohaterka nasza była absolutnie naprana i zachowywała się bardzo agresywnie, najwyraźniej gotowa uszczęśliwić mnie czy tego chciałem czy nie.
    Może to głupie z mojej strony, ale dla mnie sex wiąże się nieodwołalnie z zaufaniem. Jestem dość paskudny z wyglądu, wzbudzam wręcz uczucia religijne , z okrzykami w stylu: O Boże! czy : Jezzzzu!, włącznie. Jeżeli zdaża mi się gdzieś, kiedyś , jakiś szybki numerek to w stanie absolutnego, promilowego wytłumienia rozsądku. Gdy wystarczająco wypiję zmieniam się w lodowato myślące zwierzątko, którego zachcianki zyskują na precyzji i skuteczności. Czyli inaczej zdaża mi się czasem zachować jak chuj i jeszcze cieszyć się z tego całego skurwysyństwa.
    Tym razem zignorowałem wyraźne potrzeby mojej towarzyszki i ulotniłem się tam gdzie płomień gasnącej świecy. Podczas gdy ona klęczała w pierwszym, prawdziwym śniegu tego roku i klęła mnie na czym świat stoi.
    Obudziła mnie przed piątą , określając mnie na drabinie bytów jako „jebanego impotenta”. Następnie zadzwoniła o 9 z koleżanką dodając coś niepochlebnego na temat moich koneksji rodzinnych, zdaje się było tam coś o owczarkach. O 12 przeprosiła. O 14 coś zabełkotała , akurat kopałem w drzwi, powiedziałem, że jestem bardzo zajęty i oddzwonię. Gdy oddzwoniłem dobiegły mnie dźwięki jakiejś indyjskiej muzyczki i tyle. Posłuchałem chwilę i wyłączyłem się. Miałem dużo pracy.
    Po 16 zniosłem z ruchliwej ulicy potrąconego psa. Na numerze psiego pogotowia papuga poinformowała mnie o niewłaściwości wybranego numeru. Pies siedział na chodniku i krwawił.

    W świecie w którym gramy, kończy się jesień. Zakończyły się prace na polach i w sadach. Pierwsze śniegi uniemożliwią wszelkie wyprawy i działania zbrojne. To ważne , bo dolina stoi na krawędzi wojny domowej. Zima to tradycyjny czas rad i polityki. W Montermat zwołano radę , na której rody będą walczyć o ustalenie władzy centralnej, oczywiście są i tacy dla których król z podatkami i garnizonami armi jest tylko zwadą. A jeśli już koniecznie ma być król to z którego rodu , czy nawet rasy…
    Sesja była rozbita. Zwierz zabierał na knucie do kuchni pojedyncze osoby. Ciągnęło się to godzinami. Co w takiej sytuacji mogła robić reszta naszej dzielnej drużyny? Otóż reszta drużyny nudziła się śmiertelnie, a jak wiadomo zdrowa nuda jest najbardziej twórczą siłą we wszechświecie.
    Zaczęło się od tego , że Dan i Kłoso zaczęli rozważać wszelkie aspekty sytuacji, gdy dwa elfy, istoty : nieśmiertelne, wyrafinowane i estetyczne, zasiadłyby do zwykłej gry w bierki.
    …nieee, ten sierpik nie pasuje mi do reszty kompozycji, zastąpmy go trójzębem , albo łopatką…
    Następnie chwila w założeniu trwająca z miesiąc…
    …Acha! wiem na co czekasz! Ale ostatnie trzęsienie ziemi było 300 lat temu…
    Po bierkach przyszła kolej na szachy. Przez wiele lat elfy zasiadają do nieruszonej planszy i intensywnie się w nią wpatrują, każdy planuje swoje posunięcia na kilkadziesiąt ruchów do przodu. W końcu jeden wysuwa do przodu pion.A drugi: O ty! Poddaję się…
    Ale to była tylko rozgrzewka. Nieopatrznie rzuciłem ideą , że moglibyśmy stworzyć ekipę niszczycieli światów. Niszczylibyśmy świat ,a potem ruszalibyśmy do następnego. Już po chwili projekt nabrał złowrogiego rozmachu. Prawdziwy pokaz absolutnej entropi dla początkujących. Chłopaki zaczęli prowadzić dialog hipotetycznych członków grupy, którego fragmenty z całym okrucieństwem tu przytoczę:

    Brygada Niszczycieli Światów

    -Wciskam ten guzik, zaraz wszystko zostanie zniszczone. Ha Ha!
    -Ha Ha!
    -Ej ! miałeś otworzyć portal
    -Ja?
    -No
    -No dobra , ale dokąd? Ten świat już zniszczyliśmy, i ten , i ten, ten też. Został tylko ten z magmą…
    -A magma wszystko tak fajnie niszczy hihi.
    -Ej , zostało 10 sekund!
    -Nastawiłeś go na 10 sekund?
    -Nie , na minutę , ale się kłócicie…
    zziiiiuu
    -Co za zziiiuu?
    -Wyłączyłem.
    -Wyłączyłeś? To da się wyłączyć? Przyjdzie jakiś szmondak i wyłączy!
    -Tak jest w księdze, „dajcie im jedną szansę”.
    -Ale oni nie znają tego języka!
    -Mogli się uczyć…

    -Chłopaki! Mam coś nowego!
    -Co to?
    -NISZCZARKA!!!
    -jak to działa?
    -Włóż tu rękę…
    -AAAAAAAAA!!!
    -Dobra! Włożymy w to świat, i go zniszczymy…
    -Dawaj łopatę!
    -A co z wodą? Jej nie zniszczymy…
    -Najpierw zamrozimy, a potem zniszczymy.
    -Hura!
    -Co hura?
    Zniszczyłem niszczarkę…

    -Co pan robi żeby żyć?
    -Niszczę, preferuję światy.
    -Jak panu na imię?
    -Nazywam się Belzebub Diablos…

    -Patrz, tu mamy zapisany limit okrucieństwa.
    - Limit? Jaki limit???
    -Ej , zniszczmy tę książkę!

    -Gdzie to urządzenie?
    -Ono samo się niszczy…
    -Rewelacja!

    -Ej , właściwie to gdzie my jesteśmy?
    -Chyba w piekle.
    -W piekle? Zniszczmy je!
    -Taaak, nareszcie prawdziwe wyzwanie…

    Puzzle

    co tydzień kradnę trochę ciebie,myślę, zdejmując
    ze swetra twoje włosy i układając je delikatnie
    obok niebieskiej wstążki i małego , srebrnego wisiorka

    w końcu zbierze się tego wystarczająco dużo, abym mógł
    w którąś ciepłą , wiosenną niedzielę usiąść przy stole

    i jak układankę ułożyć cię całą

    (Czerski)

    - O rany ! Co to?
    - To jest właśnie to , o czym nie śniło się filozofom…
    Znaczy , kurwa, nie pytaj mnie o to o 4: 32 w przejściu podziemnym. To przejście to też niezła historia, ale opowiem wam ją kiedy indziej.
    Teraz próbuję znaleźć się w tym miejscu. Przebić się przez statyczne szumy nocy. Powrócić do właściwej rzeczywistości i wygasić wszystkie pozostałe w kącikach oczu. Pachnę kobietą. Ściągam ze swetra, błyszczący w świetle neonów, długi włos. Owijam go wokół serdecznego palca, żeby nie zgubić. Ona była jak zmierzch, miękka i aksamitna. Jej dotyk był jak powiew wiatru a głos miał głęboką barwę czerwonego wina. Oczywiście nie łudzę się , że byłem dla niej tej nocy czymś innym niż nową zabawką. Wymieniliśmy się numerami telefonów i skłamaliśmy , że zadzwonimy. Cóż takiego jest w tych , złych kobietach, że są takie wspaniałe?
    Wczoraj miałem wystąpić na przesuniętym wieczorku Mandragory. Zlałem to szeroką strugą. W nocy dostałem smsa od Lenn, z gratulacjami za intuicję. Było kijowo a do tego ktoś robił straszne rzeczy z pomocą saksofonu.
    Moja matka nie rozumie czemu włączam radio. Gdy jest sama czyta, pali i pije w ciszy. Ja odpalam muzykę zaraz po wejściu do domu, czasem nawet zanim zrzucę łachy.Odczówam głęboką potrzebę wypełnienia powietrza dźwiękiem. Ciąży mi ten nieruchomy blok powietrza , zamknięty ścianami. Muszę czuć muzykę jak przepływa falami przestrzeń, jak drży na mojej skórze i w kościach.
    Podałem matce śniadanie do łóżka. Dzień wokół rozwija się jak stalowy tulipan, z każdą chwilą zyskuje nowe elementy. Dawno temu ktoś napisał: Miłość to nie staw ,w którym znajdziesz swoje odbicie. Miłość to przypływy i odpływy. Ma też swoje rozbite okręty i zatopione miasta…Przypłynęło to do mnie po rozmowie ze Zwierzem. Gadaliśmy o Asi Od Zemst , która podobno wykrzywiła na zawsze M. Zwierz stwierdził , że pierwsza kobieta ma na faceta największy wpływ, odciska się na nim na całe życie. Nie odpowiedziałem, lubię i toleruję Aśkę , w tym przypadku nie potrafię być obiektywny, ale rozumiem to. I we mnie przecież zostało dużo z Goszkiej.
    Kurcze, oczy mi się same zamykają. W sumie to miłe uczucie, gdy człowiek jest już tak zmęczony , że przestaje panować nad własnym ciałem. Nie trzeba myśleć , nie trzeba niczego kontrolować. Pozostaje słodka świadomość , że nie można nic na to poradzić, że to mięso zdradza.
    Zaraz popełznę do kuchni i zrobię sobie wysokooktanową kawę do rozruchu reaktorów…
    Przysiadam na chwilę na zimnej posadzce w kuchni. Obok paruje kawa a oknem wlewa się szary świt. Kulę się, jest mi kurewsko zimno, trzęsą się ręce. Rozcieńczona wódą krew spowija mózg różowymi mackami. Chce mi się uciec z tego świata…
    …dzwoni telefon. To Marek , mówi że jedzie i może mnie podwieźć…

    Każde ciało ma swoją duszę
    Każda dusza ma swego robala
    Każdy robal ma swe ciało
    Każde ciało ma swoje potrzeby
    Każda dusza i każdy robal

    (Marzan)

    …w sercu dżungli leży miasto zbudowane przez tygrysy.Domy są zbudowane z ludzkiej skóry , rozciągniętej na rusztowaniach z ludzkich kości…
    Ame- Sal

    Świat mi się pieprzy. Wczoraj byłem nieinteligentną porcją schabu. Pokonałem ubezpieczalnię w krótkim boju spotkaniowym i pocałowałem na peronie dziewczynę wyglądającą jak mauretańska księżniczka, a ona chciała jeszcze raz.Jej głos miał taki tembr i barwę , że możnaby z nim uprawiać sex. Ostatnio piłem i wciąż nie mogłem się upić. Świat poraża mnie rzeczywistością. Zwężają mi się żrenice i kurczy mózg. Jest bardzo ciepło, na gałęziach pokazują się pączki a plaża jest idealną scenerią dla taniego wina. Horyzont się co prawda buja , za to jest szeroki. Fale cierpliwie polerują brzeg.
    Awari stacza w domu wojny, Phantom , zamiatając płaszczem ucieka przed Awari, a może po prostu samą wizją Awari , którą wychodował sobie w głowie.Lenn jest miękka i pachnąca, snuje opowieści o światach zza horyzontu. Ja oglądałem ostatnio dużo filmów i udowodniłem , że Gerdę da się otworzyć drutem.
    I tyle , ani mądrze ani zajmująco, Może to przez te święta…

    ***
    Strzelaj,strzelaj, strzelaj
    skurwysynu
    twój świat to popielniczka
    tak ci mówi Marylin Manson
    nowy, stuprocentowy
    amerykański antychryst
    najnowszego tysiąclecia
    taki
    na jakiego sobie zasłużyliście
    strzelaj skurwysynu
    włóż lufę w usta
    i naciśnij spust
    nie codziennie możesz poczuć
    smak własnego mózgu na języku
    więc strzelaj skurwysynu!
    to jedyna szansa zbawienia
    w tym świecie
    w którym nikt na nikogo nie czeka
    i nikt na nikogo nie liczy
    strzelaj
    los skipuje cię o bruk

    …kiedy nie używasz danej ci mocy twoja wola słabnie…

    nie jesteś myślą ani ciałem
    jesteś wcieloną wolnością, jesteś światłem
    (Attanasio)

    Ponad 240 przejrzanych w czwartek blogów, 49 skomentowanych. Mój mózg pędzi z wyciem przez otchłań, wznosząc kurz na zakrętach. Zawsze wydawałem się sobie w miarę zwyczajny, tymczasem nikt nie pisze tak jak ja.W którymś perłowym meandrze najprawdziwsza kobieta pisze: niektóre wieczory są jak reklamy markowej kawy. Inna: …Matka Boska vs Godzilla, oddano łącznie 111 głosów, z których jasno wynika , że Polacy nie lubią samotnych matek…Pluję sobie w brodę , że nie zanotowałem sobie nazw tych blogów. Będę ich szukał w czasie kolejnej wyprawy w górę cyfrowego Nilu. Naprawdę dobre rzeczy są dobre cały czas , a więc dr Livingstone jak sądzę?…
    Siedzę nad strzępkiem papieru, słuchając „Dziewczyny bez zęba na przedzie” Kultu. Trzymam w ręku gorący długopis, para unosi się z rozgrzanej do czerwoności głowicy, na papier pada skwiercząca kropla tuszu. Czasem zastanawiam się , czy to ja piszę , czy to coś pisze mną. Długopis jest moją bronią pierwszego uderzenia w wojnie z czasem, ale niepokoi mnie możliwość, że broń w którą mnie wyposażono przewyższa mnie inteligencją.
    Jeżeli istnieje Bóg, boski plan, jeżeli jest przeznaczenie, to wszystko istnieje potencjalnie. Wszystko zostało już zapisane. Bóg zna wszystkie wiersze , te które były i te które będą. Przyznaję że to deprymujące.
    Podobno nie istnieje przeszłość, nie jest rzeczywista. To tylko zapis pamięci zdarzeń i chwil, które każdy z nas zapamiętał inaczej i inaczej zrozumiał. Nie istnieje też przyszłość, to abstrakcja , która może się zmienić w wszystko. Podobno istnieje tylko teraźniejszość. Wszystko co może się nam przydarzyć , dzieje się teraz.
    Smęcę , wiem, ale to ta noc, ta muzyka. Lecę w górę odrzucając wypalone człony, robi się coraz mniej błękitnie, za to czerń roi się od gwiazd. Podobno to tylko nasze oczy. Podobno nie ma czerni. Gdybyśmy widzieli wystarczająco dobrze całe niebo płonęłoby światłem miliardów słońc.
    Podobno, podobno…

    Laska obsługująca w herbaciarni
    – Czy mam coś zabrać?
    ja – weż mnie,weź!
    ona – Do zmywarki?

    Idąc do centrum wpadłem na pomysł. Przpływałem powoli przez granice dzielnic a ogień inspiracji wypełnieł błękitnym płomieniem komory spalania mojego umysłu nadając mi ciąg.Postanowiłem zagrać w „mój szczęśliwy numerek”. stwierdziłem, że wystarczy zainwestować 50 zeta, wypełnić 48 losów i cieszyć się pewną wygraną. W końcu musiałbym trafić, a koszt losów w porównaniu z wygraną byłby nikły. Oczywiście zdawałem sobie sprawę , że to zbyt proste, że lotto by już dawno splajtowało przy tak widocznej bocznej furtce, Polacy to naród nieokiełznany i chaotyczny ale na pewno nie głupi. W rzeczywistości „szczęśliwy nr. to 5 liczb, lotto pokonało mnie po raz kolejny, ale I’ll be back.
    Jest ciepło, pojawiły się pączki na drzewach, zmierzch pięknie barwił nieliczne chmury i odcinał czernią kontory drzew i budynków.Urodziny Awari odbyły się w herbacianej atmosferze i w świetle świec, spokojnie i romantycznie w nagłych błyskach lamp cyfrówek.
    Pojechałem potem na imprezę w wieży ciśnień i piłem taniochę pod ogromnym , miedzianym, pokrytym nitami zbiornikiem.
    Marzan napisał mi „finito”, ten to ma refleks.
    Ostatno znajoma spytała kim chciałbym być w dalekiej przyszłości. Powiedziałem że inteligentnym czołgiem komtynentalnym. Pojazdem gąsienicowym o masie tankowca i wypchanym po szczyt szczytów uzbrojeniem .W samym środku tej jeżdżącej katastrofy, w słoju pływałby sobie mój wyizolowany mózg i uśmiechałby się złośliwie. Jeżdziłbym sobie nie zwracając uwagi na takie pierdoły jak góry, miasta czy potomkowie Leppera zaskoczeni na blokadach drogowych. A na koniec bym sobie oszalał…


    • RSS