kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 4.2005

    Kopia%20P8210107.JPG

    Znów patrzył nieobecnym wzrokiem
    Wzrokiem marzyciela przy pracy

    Jakiś czas temu Zwierz przerwał prowadzenie naszej kampanii RPG ze względu na swoją pracę doktorską. Przerwa nastąpiła w bardzo nieodpowiednim momencie, kiedy to napięcie między poszczególnymi graczami osiągnęło apogeum. Przez parę ostatnich tygodni napięcie to przeciekało do świata rzeczywistego wywołując szereg nadzwyczaj rzeczywistych konfliktów. Dziś gra rusza znowu. I zaczyna się od narady postaci , które osiągnęły najwyższą władzę polityczną, czyli mnie, Awari i Void. Czuję się jak Breżniew , który musi jechać , negocjować na jakimś zadupiu. Z daleka od termojądrowego parasola rakiet i kojącego cienia czerwonych sztandarów. Cała ta sytuacja jasno pokazuje , że człowiek to stwór , który potrafi sam stworzyć sobie problem dosłownie z niczego. Na szczęście to ja mam największe państwo i najsilniejszą armię…niach, niach,niach.
    A tak poza tym wszystko po staremu. Teraźniejszość staje się przeszłością . Granice obszaru historii wyznacza już wczorajsza gazeta. Nasiąkam tym czasem. Konserwuje mnie jak jakiś artefakt. Ciągle za mało śpię i za dużo czytam. Ciągle chcę odcisnąć się na czasie i historii . Jest to przecież w zasięgu ręki każdego. Większość ludzi jest bezwolna, a przyrodzie jest obojętne z czego się składa . Wystarczy chcieć.
    Chcę, i zaraz pójdę sprawdzić środowe wyniki lotto. Potem napadnę na Awari i korzystając z jej sprzętu będę negocjował z Warszawą wypożyczenie Bajki, w celach badawczo-rozrywkowych. Ostatnio o jej i jej bloga słowotwórczej roli napisał „Przekrój”. Niedługo też zapewne zostanie uwieczniona w kamieniu jako warszawska syrenka i będzie epatować swym apetycznym popiersiem gdzieś na brzegu Wisły.
    Po ostatniej wizycie Pazurkowatej boli mnie szczęka w zawiasach. Ja i glany przyzwyczajamy się do siebie nawzajem , choć na razie znajomość ta okupiona jest krwią. Kumpel właśnie dzwoni bym pomógł mu zrywać stare lastryko – ten marmur klasy średniej i położył mu panele. Plastikowe okna, plastikowe parapety, zgrzewane panele, otaczamy się sztucznością jak naturalny jogurt opakowaniem. To całe tworzywo przetrwa nas zapewne o milion lat. Nadciągają wybory w audycjach radiowych i kłótniach sąsiadów wyczuwam troskę o słuchacza. Na szczęście jest wiosna, więc łażę nocami w towarzystwie kotów, korzystając z pustki i ciszy, i razem z nimi, mówiąc szczerze , mam to wszystko po drugiej stronie ogona.

    P8210106.JPG

    okrutne zdjęcia by Void & Avatar & Pan Kotek

    Świetlik – …i co tam jeszcze u ciebie?
    Ja – Buty kupiłem
    Św – jakieś letnie?
    Ja – Nie
    Św – zimowe?
    Ja – nie,do kopania

    W skutek łupieżczego najazdu na Niedźwiednik,i osobę Ciapka w szczególności , stałem się szczęśliwym właścicielem dwóch butów klasy Glan. Teraz wędruję grzmiąc po mieście i czyję się jak czołg.
    Z domu wywlekam się ostatnio na siłę , na siłę przebywam ze znajomymi, do pisania też się zmuszam. Robię to bo pieruńsko mi się nie chce. Robię to bo święcie wierzę w zasadę, że jeśli coś się robi wystarczająco długo, to w końcu coś się wydarzy. Czas mija zbyt szybko. Nie stać mnie aktualnie na depresję. Zabawne, że nawet depresja i użalanie się nad sobą , mogą w dzisiejszych czasach stać się przedmiotem marzeń.
    Jeżeli mam moment to przesiąkam przez miasto od końca do końca, odnajduję miejsca i spotykam znajomych.
    Na Mariackiej nawiedziłem Sławka , wciskającego kicz zagranicznym turystom. opowiedał jak lekko napity wpadł na larpa fanów „Wampira”. Wpadł w ubrany w gotyckie łaszki tłumek jak granat w szmbo i pożarł się z nimi o zasady gry. Udowadniał im , że zgodnie z zasadami gry , wampiry , niewidzące w ciemnościach a równocześnie bojące się ognia nie miałyby szans przeżycia wieków średnich. No bo jak tu polować w ciemnych zaułkach gdy widok zwykłej pochodni wywołuje w łowcy histeryczny wrzask. Jak dodał na koniec powracając do mnie z wyższego poziomu abstrakcji ,ogólną żądzę zniszczenia wywołał w nim widok jakiejś graczki ubranej w fikuśną , krótką kurteczkę i wyposarzoną w dwa kitki z różowymi gumkami.
    W tramwaju gadałem z Świetlik o Venomie, który podobno kręci coś z Zanussim. Poza tym gapiłem się w jej niesamowite, przejrzyste oczy. Gdy padło na nie z boku światło słońca to miałem wrażenie , że patrzę w wodę i czekałem tylko , aż pojawią się te małe , złote rybki.
    Do kin wchodzi niedługo 3 część Star Wars a do księgarni druga książka Masłowskiej. W stoczni składają jakiś okręt wojenny a tereny przemysłowe Miasta umierają powoli, robiąc po obu stronach rzeki miejsce na nowe centrum. Jest pusto , na wszystko opada łagodny blask. Świat jest pusty i cichy jak po atomowej wojnie.
    Nadchodzi w końcu godzina 3 i dzień osiąga swoje apogeum , by powoli zacząć opadać w kierunku herbaty. Herbaciarz klnie , bo chce latem zrobić piwny ogródek a żaden browar nie ma już sprzętu. Sam będzie musiał kupić stoliki , kij i parasole. Pyta mnie o kolejny wieczorek poetycki. Mruczę coś niezobowiązująco i wciskam w paszczę ciastko . Nie chce mi się jeszcze o tym myśleć.
    Pojawiają się znajomi, wkurwia mnie gust Awari, ale kłócić sie też nie mam siły. Gdzieś w połowie drogi z Centrum do Wrzeszcza zaczynamy wymyślać sposoby zabezpieczeń roweru. Ja wymyśliłem minę naciskową w siodełku, reagującą na ciężar inny niż właściciela i eksplodującą do góry trzema tuzinami gwożdzi. Przebił mnie Phantom prostotą swego pomysłu. Siodełko jest ruchome , by można je regulować. Wystarczy więc zamontować w ramie 20 centymetrowy szpikulec, a zostawiając rower poluzować śrubę trzymającą siodełko. Delikwent wskakuje , siodełko się chowa, a dalej to juz historia o bólu i uszczęśliwionch proktologach.
    W nocy napadły mnie moje własne zęby. Spędziłem więc kilka upojnych godzin w towarzystwie MTV, szałwi i bujających przyległościami pań z RTL zwei.
    Teraz siedzę zjebany ostatecznie przed ekranem, popijam miętę na pusty żołądek i zastanawiam się intensywnie co zrobić z resztą tak wspaniale zaczętego dnia.
    Podobno jest gdzieś w sieci strona z której można wysłać sygnał własnej komórki w kosmos…

    …nasza droga prowadzi przez
    ból, bo serca są w klatce, uczu-
    cia w pułapce , jak muchy w
    słoiku. Słowa kłamcy są najsłod-
    sze ,lecz ty ich nie masz dość…

    Jestem piękny i mam wspaniałe mięśnie. Jestem widywany w tramwajach z kobietami na kolanach. Wiatr przewiewa mnie na wylot, mam ochotę na piwo, a światło ma taką piękną barwę. To ten rodzaj światła który wydobywa i nasyca wszystkie kolory. Odczuwam też głęboką niechęć do powrotów do domu.
    Dziś znowu niszczył mnie ojciec. Robi to dobrze i z pasją. Przecież na zewnątrz jest taki inteligentny, obyty i odpowiedzialny. Nigdy nie krzyczy na pracowników. Dopiero w domu może się odprężyć i dopierdolić najbliższym, bo ci niespecjalnie mogą oddać.
    3szklaneczki podaje mi kubek grzańca. Grzaniec po drugim , wiercącym w nosie łyku przenosi mnie do stołu obok, gdzie jakaś mieszana ekipa z socjologii i filologii rozpracowywuje pod stołem pękatą butlę Sangrii, co jak pisał poeta : jest dobrze widoczne, acz niemile widziane…
    … A może to właśnie o to chodzi – mówię dwa kubki później – że wszechświat się skończy, ale człowiek nie. Nie wyobrażam sobie aby nasi potomkowie za 100 mld lat, czymkolwiek by byli, tak po prostu się poddali. Jesteśmy zbudowani optymalnie , podświadomie wręcz samodoskonalimy się.
    Kiedyś wypełnimy wszechświat sobą. Wszystko stanie się inteligentne, będziemy energią i nie pozwolimy wszechświatowi się skończyć. Przeobrazimy wszystko, staniemy się wszystkim. Nic nigdy się już nie skończy…
    … potem zamknęły się za mną drzwi . Dopadł mnie wiatr zza rogu. Cokolwiek będzie, teraz muszę wracać do domu.

    Można pominąć wszystko, jeśli się
    wie że się pomija i że część pomi -
    nięta wzmocni opowiadanie i spra-
    wi , że ludzie odczują coś więcej
    niż zrozumieją.
    (Hemingway)

    Gdyby Bóg chciał nas wykończyć, zrobiłby to.
    Ma idealną pozycję strzelecką.

    Właśnie myłem łazienkę. Nalałem w wielkie ucho nowego Wc żelu i z fascynacją obserwowałem jak wrzucona tam po myciu luster sterta bibuł, znika momentalnie z cichym psyknięciem. Nie wiem co oni dodają do tych żelów, ale myślę że przed użyciem spłukam kibelek kilka razy, a może nawet przepłuczę prysznicem. Zapewne też puszczę kogoś przodem i posłucham czy nie słychać jęków, ewentualnie cichego psyknięcia…
    …Bo to wiecie, tak jak z tym Arielem, co to po nim wszelkie ślady po jajkach znikają…
    Poza tym obserwowałem ostatnio, dłuższą chwilę, topole za płotem, które tymczasem zmieniły się w hipermarket budowlany. Te topole sadziłem z moim ojcem, gdy mierzyłem jakiś metr 10, a teraz bydlaki mają po 11 metrów . W skutek wojny mojej babki z administracją osiedla, zalega pod nimi warstwa organicznych szczątków. Te odpadki okazały się najwyraźniej idealnym materiałem budowlanym, bo zlatują się po niego ptaki z całej okolicy. Ruch jest niesamowity: Kroczące z namysłem kawki, przepychające się i wyrywające gałązki z dzioba sąsiadom, przyglądające się z namysłem gołębie i panoszące się wrony. Miejscami ściółka wybrana jest już do gołego asfaltu, a w górze kołują kolejni klienci.
    Na krokwi nade mną przysiadła zaprzyjaźniona kuna i mrużąc oczy w słońcu obserwowała ptaki z pobłażliwym uśmiechem: Pracujcie, pracujcie, budujcie gniazdka. Ja wpadnę do was z kurtuazyjną wizytą gdy zniesiecie jajka… Popatrzyliśmy na siebie. Ziewnęła rozdzierająco, zupełnie jakby wzruszała ramionami.
    Pogoda jest dość przyjemna, choć dalej wieje lodowaty wiatr. Pazurkowata skopiowała mi archiwum, bo rywalizacja w konkursie nabiera rumieńców i konkurenci zaczynają sobie nawzajem kasować blogi. Kot Zwierzów znowu porzeźbił mi ręce i teraz wyglądam jakbym zalecał się do snopowiązałki. Poza tym otrzymałem właśnie sms’a od Lenn, z pytaniem: Czy wolę zupę cebulową czy wiosenną z zielonym groszkiem? Dziwny jest świat w swych przejawach.

    Zgasili znak Batmana,
    gdy słońce zaszło nad Gotham.
    Nad spokojnym Gotham.
    Na ulicach ludzie śmiali się
    grała muzyka, toczyło się życie.
    A ze starej katedry patrzyły
    w milczeniu na miasto gargulce.
    Dawno temu wierzono,
    że gargulce chronią miasto przed złem.
    Jeden z gargulców poruszył się
    Ja jestem Batmanem.

    (Craig Shaw Gardner – „Batman”)
    Po angielsku brzmi lepiej

    *

    Nasi jak zwykle inteligentni przodkowie, gdy zetknęli się z ludami germańskimi, uznali że nowi sąsiedzi mają szalone problemy z wymową, lub co tu ukrywać , wogóle po ludzku nie mówią . Odziedziczyliśmy nawet po nich fachowe słowo określające takiego delikwenta, a mianowicie – Niemiec. Teraz Niemiec jest papieżem.
    Gdzieś w podziemiach Lichenia zawyły alarmy. Poświata ekranów taktycznych blado rozświetlała łysiny Wszechpolaków a ich mdłe, nazistowskie oczka w skupieniu wpatrywały się w strumienie danych, płynące nieprzerwanie z dalekiego Watykanu. „On nie może być czarny…”, wycedził przez zęby stojący nieco z tyłu,sam pan przewodniczący, jego ekscelencja Roman I.Jego ręka drżała wyciągnięta nad wyzwalaczem. Dwa kilometry dalej , w przytulnym silosie grzały silniki trzy pociski transkontynentalne klasy „Archanioł Gabriel”, gotowe do starcia Stolicy Apostolskiej z powierzchni ziemi. „O nie!” rozległo się wokół , gdy na ekranach ukazała się ta ostateczna wiadomość. Przewodniczący zazgrzytał zębami, a jego dłoń opadła bezwolnie.” To nie może być prawda”. „Po chwili przez opary szoku przedarła się myśl „Jak zniesie to Ojciec Dyrektor???” Ziemia zaczęła drżeć…
    Siedzę właśnie w błogim nastroju z szerokim uśmiechem wykrzywiającym straszną paszczę i wyobrażam sobie tłumy obrońców Niepokalanej klęczących karnie przed nowym Ojcem Świętym i całujących go w niemiecką dłoń. Oczyma wyobrażni widzę jak nagła cholera rzuca ojcem Rydzykiem po pokoju niczym szmacianą lalką : nie dość że z Uni, nie dość że Niemiec to jeszcze był w Hitler Jugend.Bóg ma naprawdę wyjebiste poczucie humoru, a pełni pychy i aroganccy polscy radytkałowie swoją , prawdziwie chrześcijańską lekcję pokory. Właśnie dlatego cenię chrześcijaństwo, wiara żąda od nas przekraczania granic i samych siebie.
    A poza tym jest zajebiście. Nadgoniłem trochę kłopoty, doczołgałem się finansowo do punktu zero i przez krótki moment mogę się cieszyć świadomością , że nic nikomu nie jestem winiem. Wczoraj był wieczorek poetycki w herbaciarni, który, zakończył się ogólną radosną głupawką i pytaniami w stylu: co właściwie było w tej herbacie .
    Teraz jast dziś. Oglądałem wschód słońca idąc przez marznące powietrze. Wczoraj padał śnieg na przemian ze styropianem.Tak , naprawdę mieszkam w mieście w którym z nieba pada styropian.
    Zawsze gdy ląduję o świcie u Zwierzów, zanim ruszą do pracy patrzę przez moment na kreskówki. Te cholerstwa są makabryczne, przecież od tego można dostać jakiś lęków i budzić się w nocy z ostatnim, odcinkiem Toonami przed oczyma. Dziś po takiej sesji mówię do Tau: „Reksio 2005″. Kamera pokazuje psią budę. Buda nagle eksploduje i z obłoku kurzu wynurza się cybernetyczny Reksio. Potężny metalowy korpus śle refleksy światła, z potrójnego rzędu tytanowych kłów kapie jad wypalając syczące dziury w podłożu,a dwa Wulkany z obrotowymi lufami samoczynnie ustawiają się na cel. Reksio rozgląda się przez chwilę z namysłem, po czym udaje się w kierunku kurnika…
    To zadziwiające , że amerykanie kręcą coś takiego dla dzieci, a potem się dziwią masakrom w szkołach. Człowiek z reguły nie robi czegoś do chwili gdy zorientuje się że może.

    Opowieść o dniu dzisiejszym jest w kolorze nasyconej żółci, pachnącego cynobru, ugru czerwonego, szarości prawie niebieskiej wiatrem gładzonej i błękitu zamykającego wszystko od góry. Niebo opierało się na niedzielnej ciszy i szczytach kamienic, a Sławek stał w wiecznej strefie cienia na Mariackiej , sprzedawał drzewka szczęścia i znów prosił bym napisał, że ma kundelkowate szczeniaki do rozdania. Gdziekolwiek na terenie województwa , sam dowiezie. Ja odparłem , że nie wiem czy dopasuję to do klimatu kolejnej notki , nadal nie wiem. Resztę pozostawiliśmy losowi. Acha , z waszej perspektywy dziś było przedwczoraj.
    Jutro, naprawdę jutro o 18 w Herbaciarni wiersze rozczytają Lennonka i Boros. Wyjebisty zestaw duchowej piromanii pośród zapachu herbaty. Jeśli ktoś chce trafić, niech odnajdzie kościół Św. Mikołaja , stanie plecami do głównego wejścia i patrząc ponad schodkami i wzdłuż ścian kamienic , zobaczy herbaciany szyld. Jeśli ktoś ma ochotę postawić mi cynamonowe ciasteczka , to będę tam siedział nad parującą filiżanką „Róży Królowej Zofii”.
    Wiecie, czasem mam wrażenie , że człowiek gra we własnym życiu niewielki epizod. Różnorodność i skala scenografii, głębia bądź płycizny kreacji rozlicznych aktorów , stanowią widowisko tyleż fascynujące co przytłaczające. Aż chciałoby się na moment zatrzymać i zapatrzeć na śmierć. Ale sufler w głębi czaszki szeleści przekładaną kartką i mówi: A teraz napiszesz o …
    …Void mści się na mnie jak rozgniewane dziecko . Gniecie i drze starą zabawkę. Nie ma niczego okrutniejszego od dziecka i nic bardziej trywialnego niż ból zabawki. Dzieci lubią niszczyć rzeczy i dręczyć zwierzęta, bo o tyle je przewyższają, że mogą je sprowadzać do poziomu cierpiących przedmiotów.
    Awari cieszy się z książki i mówi do mnie z komórki w tramwaju. Lenn zaciążyła i lekarz zabronił jej się przeciągać . Zwierz wycofał się spod ośnieżonych szczytów naszej kampanii RPG. Pisze pracę doktorską z fizyki i łyka tabletki. Jadący ze mną Kłoso wątpi w sens a Dan znowu chce pożyczać. Moja matka od harleqinów woła mnie właśnie po raz piętnasty… wszyscy mnie kochają.
    Chodzę z Pazurkowatą coraz głębiej w las. Dużo rozmawiamy i całujemy się na rozstajach dróg , pośród tańczących słonecznych plam i chrząkających znacząco rowerzystów. Czas płynie a opowieść ciągle trwa. Ostatnio boli bardziej niż zwykle , ale nie zostawia blizn. Zimny wiatr wieje z zachodu a niebo jest bezchmurne i tak bezlitośnie błękitne.

    Jestem uprzejmy i pewny siebie
    Jestem powściągliwy i nie obgaduję ludzi
    Mówię wyraźnie, nie chce mi się jeść
    Lubią mnie pieniądze
    Szybko się uczę niczego nie odkładam
    Jestem interesujący i nie myślę o sobie
    Mam coraz lepszą pamięć
    Jestem konsekwentny
    Lubię występy publiczne , strach ładuje mnie energią
    Wszystko przychodzi mi łatwo
    Jestem elegancki i opanowany
    Jestem drapieżnikiem wśród ludzi

    Nic mnie nie powstrzyma! Nic!!!

    Tak wygląda moja codzienna afirmacja. Lista osiągalnych celów, kształt jaki chcę nadać swojej duszy i myśli. Afirmacja i modlitwa to rzeczy nabyte. Obce formy , które narzucam sobie , dyscyplinując mój rozrzucony na wszystkie strony umysł. Z tej listy spokojnie można odczytać listę moich wad. Jestem ich jednak świadomy, jestem świadomy siebie, walczę, pracuję nad sobą i niczego nie zakładam.
    Spadł deszcz. Przez słuchawki płynie Depeche Mode, po czaszce odbija się jeszcze echo Apocaliptica & Sandra Nasic. Powietrze jest chłodne i pachnie świeżością . Pół soboty sprzątania za mną , zmyłem pot i stoję teraz na balkonie w samych spodniach, otulony chłodnym powiewem mam gęsią skórkę. Patrzę na krople wysychające na mojej skórze. Myślę o trawie , którą wczoraj wysiałem wokół domu. Ten deszcz przyszedł jak zbawienia, szeleszczące błogosławieństwo . Da moc nasionom , które wbił w grunt uprzedzając głodne ptaki.
    W okolicach Stegny policja dorwała podpalacza, który konsekwentnie , co tydzień , puszczał z dymem jakiś domek letniskowy czy inny pilśniowy wykwit. Na pytanie „dlaczego”, stwierdził że ze względów estetycznych. Niszczył to co było brzydkie, banalne i nie pasujące do okoliczności przyrody. Nie uwierzyli mu. A przecież nie ma lepszego powodu. Zmiana to wieczne niszczenie i tworzenie, rozwój to zastępowanie gorszego lepszym. Ja sam przecież wielokrotnie myślałem o wysadzeniu w powietrze krzyża na Górze Gradowej, zaminowaniu bloków wzdłuż Motławy , na Łąkowej czy Biskupiej Górce, bo oszpecają moje miasto. To tylko usunięcie błędów, które przy życiu podtrzymuje inercja i ekonomia. Nigdy nie zauważyliście , że najwięcej grafitti jest na brzydkich domach? Ludzie podświadomie nienawidzą brzydoty, próbują naruszyć ją w jakiś sposób. Istnieje w nas potrzeba ochrony tego co ładne. To dobra idea aby się jej poświęcić, jak ten „Architekt” w starym komiksie Marvela, który wyburzał nowoczesną zabudowę Gotham , by przywrócić miastu duszę. To wiara tworzy rzeczywistość. Można zmienić wszystko jeśli uwierzy się w to wystarczająco mocno.

    Po mieście łażą ludzie z niewidzialnymi psami. Mają takie sztywne smycze z obrożą na końcu. Wszelkie pytania kwitują uśmiechem i słowami: a co? Nie widać?
    Znowu nie spałem. Świt zaskoczył mnie nagle oczywistością słonecznego blasku i bólem głowy. Zaraz potem słońce połknęły chmury, a ja zostałem sam w kuchni oparty p kuchenkę i bojąc się wypić kawę. Mój żołądek zaś mróczał sobie cicho a zachęcająco, „No spróbój tylko. Takiej eksplozji jeszcze nie widziałeś”.
    Ostatnio przeczytałem hurtem 30 „Wysokich obcasów” pod rząd, i dziś przez cały dzień na zmęczenie nakładało mi się schizofremiczne przekonanie, że otacza mnie międzynarodowy, feministyczny spisek. Tak to jest jak się naczyta pani Dunin, potem człowiek myśli: Dlaczego one są wszędzie i tak dziwnioe patrzą…
    Lubię „Wysokie obcasy” i „Przekrój”. Szybka publicystyka , lekki taniec tuż ponad śliską powierzchnią bruku i zdjącia. Nie znam polskiej gazety w której dawaliby ciekawsze zdjęcia.
    Niedługo po południu objawiłem się w Realu, by uszczuplić zapas herbaty uciskanej przez system Awari. Miałem okazję zaobserwować zabawy tubylców mające bezpośredni związek z rażącym prądem długopisem. Na szczęście zarówno ja,jak i Awari, wykazaliśmy się paranaoją prawdziwych graczy RPG i ustojstwa palcem nie tkneliśmy. Za to gnani ciekawością poszliśmy popatrzeć prąd wali laskę z działu kosmetycznego.
    W domu Awari kot spowijał mnie tradycyjnie po czym zwinął się w kulkę. A jego właścicielka obrzarła się czymś co w dużej mierze składało się z czosnku.Jej oddech marszczył dywan , jak łan zboża i zwijał fieranki niczym zeschłe liście. Podołowałem się chwilę moim wynikiem w konkursie na najlepszy blog . po czym ruszyliśmy ku centrum.
    Mijając w pędzie Wielki Młyn pozdrowiliśmy polującą Gaję. Facet wyglądał już cokolwiek maślano i był najwyrażniej zupełnie nieświadom niebezpieczeństwa. Gaja dysponuje jednym z najwspanialszych kobiecych ciał po tej stronie wyobrażni, a poza tym lubi manipulować ludżmi i wierzy w ekologię. Wierzy jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy , że Matka Natura to gigantyczne bydle , które wolno reaguje na bodźce. Pewnego dia sama poczuje że coś łazi jej po grzbiecie…i podrapie się…
    W herbaciarni Void epatowała skórzaną spódniczką i uszpilkowanymi nogami , sięgającymi od ziemi do samego raju. Avatar mruczała znacząco i eksterminowała cukier z kolejnych cukieniczek a Tau pokazała exlibris z zębami. Na koniec przyszedł Sławek i opowiedział jak to jego psica obrodziła szczeniaczkami: …wiesz jaki dżwięk wydaje z siebie 11 szczeniąt pośród nocnej ciszy? Wystarczy powiedzieć , że rozwiązałem problem dopiero nad ranem , za pomocą stopterów z chleba… Wychodząc stwierdził: Siedzę tu z wami , wszyscy ponurzy,a japończycy przejmują kontrolę nad moim mózgiem…Popatrzyłem na niego z lekkim wytrzeszczem, wciąż jeszcze zastanawiając się czy nie zaksztusić się herbatą , a on dodał: wkrótce zacznie się nowy dzień , muszę wrócić do domu i założyć chełm…Tiiaaa
    Wracając patrzyłem z tramwaju przez mrok na pomnik 3krzyży przy stoczni. Z samego założenia krzyże wyglądają jakby przebiły się na zewnątrz z głębi ziemi i wystrzeliły w niebo. Teraz papieskie świece płoną pośród spękanych, wypiętrzonych płyt u ich podnórza i wyglądają jak lawa wylewająca się na plac.

    Słoneczne plamy płyną po leśnym poszyciu, raz w jedną raz drugą stronę. Wiatr z ciepłego staje się zimny , lasy Niedżwiednika szumią i skrzypią, niosą nas przez czas, niczym okręt o tysiącu iglastych masztów.
    Las pokrywa morenowe wzgórza pocięte ścieżkami i wpół zasypanymi okopami. Miasto wgryza się w doliny, schodząc z góry można zajrzeć w najwyższe okno bloku. Tu na 40 metrach w poziomie możesz pokonać 80 w dół lub w górę. Ścieżką szła kobieta z psem a my obserwowaliśmy pasącą się nieopodal sarnę. Jeżeli jest gdzieś kraina czarów to zaczyna się właśnie tutaj.
    Pazurkowata dobiera mi się do szyi, ja badam jej brzuch i przyległości, ujmuję w ciepłe dłonie przemarznięte nereczki. Kobiety zawsze mają zimne palce i nie wahają się ich użyć. Zasiedliliśmy powalony pień i ogólnie zajęci sobą wydawaliśmy z siebie różne niesamowite dźwięki strasząc spacerujące z wózkami matki.
    Ostatnio jestem ciągle zmęczony. Kryzys finansowy, który wygenerował mi zimą Phantom nie chce się skończyć. To jak jakaś klątwa , teoretycznie wszystko działa, silnik wyje na wysokich obrotach i żre paliwo, ale nic nie idzie w koła i ciągle stoję w miejscu. Do tego wyczerpuje mnie okrutnie lawirowanie pomiędzy znajomymi. Wszyscy mają coś do wszystkich, i plotą swoje sieci zdrady i lojalności, a ja chcąc być w porządku wobec wszystkich muszę uchylać się ciągle przed ich lepkimi nićmi.
    W nocy przeczytałem kolejnego Dicka , tym razem stworzył spójny system teologiczny oparty o istniejące religie, w którym istnienie Boga nie jest założeniem , ale faktem…Bóg nie jest niczym nadnaturalnym . Stanowi pierwszy i zarazem najbardziej naturalny sposób zaistnienia czegokolwiek…I w ten właśnie sposób znowu docieram do Boga. Ostatnio jest wszędzie . Gdziekolwiek zaniosą mnie ścieżki on już tam jest. Siedzi na przydrożnym kamieniu i uśmiecha się znacząco. Zawsze się tak uśmiecha gdy coś knuje. Jak to kiedyś napisał Lec: Nie pytaj Boga o drogę do nieba, wskaże ci najtrudniejszą.
    Media skrzeczą , że kibole nie uszanowali „pojednania”. Sam nie wiem co było głupsze: ta tragikomedia z małpoludami , którzy spoglądali sobie w te rozrzewnione , kaprawe ślepia i wiązali szaliki, czy wiara mediów w realność jakichkolwiek ich deklaracji. Nie można oczekiwać dotrzymywania zobowiązań od pierwotniaków , dysponujących zaledwie jedną komórką , i to do tego Nokii a nie mózgową. Zwierzęta nie znają honoru a każdy wart jest tyle ile warte jest jego słowo.

    Wiersz o skurwielu

    Skurwiel nie wyróżnia się niczym
    jest zwykłym człowiekiem
    (tak przynajmniej twierdzi)
    w sobotnie wieczory obala z kolegami żyto lub bełty
    potem razem wychodzą na ulicę
    szukają spóźnionych przechodniów
    fajnie jest zajebać komuś bez powodu
    najbardziej jednak skurwiel lubi imprezy z niezłymi dupami
    pierdoli szybko z wprawą
    najlepiej bez prezerwatywy
    później po niedzielnej mszy opowiada
    jak doprowadził dziewczynę do orgazmu na parapecie
    z odpowiednią częstotliwością rzuca kurwami
    podkreśla to prawdziwość wypowiedzi
    skurwiel nie rozmawia z tymi
    którzy zbyt dużo myślą
    no bo o czym rozmawiać z pojebanymi
    skurwiel zna się na życiu
    i jest z tego dumny

    (Wojciech Boros)

    Miało być krótko. Nie dało rady. Ostatnio pełen jestem myśli, płyną przeze mnie, łączą się splatają w łańcuchy, tworzą jakieś nowe kody. Usiadłem dziś o 3 nad ranem z twardym postanowieniem, że będzie krótko i zabawnie, wszak żyjemy w czasach obrazków. Nie wyszło, przepraszam.
    Człowiek jest jedną z form z pomocą których organizuje się wszechświat. Chaos wywołuje w nas potrzebę porządku, narzucenie porządku wywołuje eskalację chaosu. Tak doskonali w swojej niedoskonałości , tańczymy na ostrzu noża pośród bezbrzeżnej pustki. Kruche formy białkowe, wędrujące plamy mięsa, krótkie , elektryczne spięcia, które są w wstanie gasić słońca i tworzyć nowe z niczego.
    Większość ludzi nie rozumie tego czym jest . Wszystko jest dla nich zwykłe, żyją z przyzwyczajenia. Po krótkim okresie rozwoju odrzucają naukę i zaczynają żyć automatycznie. Naprawdę ludźmi są tylko momentami .
    Żaden człowiek nie uświadomi sobie jak użyteczne są ludzkie dłonie, dopóki nie zobaczy konia usiłującego podnieść coś kopytami. Jakże skomplikowanego procesu ewolucyjnego wymagało stworzenie umysłu , który potrafi wyobrazić sobie liczbę Pi, albo wzór na pole trójkąta.
    …kula z suchym trzaskiem przebiła skórę i kości. Rozerwała mózg i wyszła z drugiej strony. Nadal stoję. Niedoszły zabójca z przerażeniem obserwuje jak tkanki regenerują się. Twarz omiata mu powiew wiatru , gdy atomy pędzą w niepojętym nakazie odbudowy zatraconego wzorca. Wkrótce w cieniu zaułka stoję już kompletny, a w oczach tańczy mi migotliwa, błękitna
    błękitna poświata. Zabójca cofa się widząc jak wydłużające się zęby rozrywają mi policzki a szczęka wysuwa się do przodu tworząc potworne ociekające śliną paszczęki.Skóra na palcach pęka i obłazi do tyłu ujawniając metalicznie błyszczące szpony. Daję krok do przodu, nadchodzi czas konsumpcji…
    …budzisz się w ciemnościach nocy i czujesz , że pod twoją kołderką w misie coś biega ci po brzuchu, udach , piersiach. Przerażenie odbiera ci dech. Unosisz kant kołderki i patrzysz w mrok. Z ciemności spogląda na ciebie mnóstwo małych , wygłodniałych oczek. „Kto tam?” pytasz i słyszysz chórek cienkich , zgrzytliwych głosików , który odpowiada:To my, wyrzuty sumienia.
    Dokładny opis czegokolwiek jest dokładnie tym czymś. To dlatego Bóg nie interweniuje. Każda interwencja Boga sprawiałaby , że świat stawałby się doskonalszy. Doskonalszy w nienaturalny sposób. Aż pewnego dnia stałby się doskonały , czyli stałby się bogiem.
    Nie sądzę by nasz Stwórca chciał się po prostu dublować. Stworzył wszechświat z pewnymi ogólnymi założeniami , ale dalej pozwala mu się rozwijać samodzielnie. Tak jak my , przekazujemy naszym dzieciom jakąś ogólną pulę naszych genów , ale wyrosnąć z nich może wszystko. Może ten wszechświat to dziecko Boga, zbiór komórek, płód który rozrasta się z prędkością światła w każdym możliwym kierunku. Z każdym rokiem, minutą , sekundą coraz bardziej wszystko organizujemy, rozwijamy się , przyrastamy, aż osiągniemy tę chwilę, w której wszystko się połączy i nadejdzie czas narodzin.
    Wszystko ma swój czas i miejsce. Wierzę w to , wierzę w sens. Wierzę że ludzie w gruncie rzeczy są rozsądni. Wierzę , że to wszystko dobrze się skończy.


    • RSS