kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 6.2010

    On jest zupełnie jak leniwiec.
    On się nie leni, on TRAWI 

    Gorąco. Chodzę po piętrach i kapię. A pot syczy zagłębiając
    się w podłoże i odbarwia kafelki…eee, nie ta bajka. Dan i Stasiu szaleją po
    garażach z maszyną do mycia, potem wyłażą na powierzchnię, dowcipnisie i mówią,
    że wcale nie jest gorąco. Jeden garaż czyściła inna ekipa. Dan miał z nich
    zwałę, bo nie opuścili kółek i sprzęt tańczył walczyka na szczotkach. Przyszli
    potem bardzo smutni i wyczerpani i opowiadali „jak im ciężko, jak ciężko”. 
    Ja z kolei przeprowadzam akcję uświadamiającą. Akcja ma uświadomić Krzyśków
    jakim straszliwym błędem jest pozostawienie w naszych rękach swojego osobistego
    sprzętu elektronicznego, w tym wypadku cyfrówki, która pozostała w naszym
    posiadaniu po imprezie. Jak powiedziałem o tym chłopakom to od razu zaczęli
    rozpinać spodnie. Coś jak z tym aparatem i szczoteczką do zębów w jednym z
    polskich filmów. „Kochała go, ale nie mogła, po prostu nie mogła go więcej
    pocałować…”. Jutro podrzucę Meave aparat nic nie mówiąc, po czym wyjadę na
    miesiąc do Rumuni.
    W niedzielę odwiedzili nas pod pomnikiem Kostek z Elą i uzbrojonym w mały wóz
    strażacki Kajetanem. Kostka nie widziałem całe lata i miał wiele do
    opowiedzenia. Przez 2h wymsknęły mu się może cztery zdania. Do tego piwa nie
    pił heretyk.
    A poza tym. Poza tym kryzys wieku średniego. Pognałem przez pachnące rozgrzanym
    igliwiem wzgórza. Odkrywałem nowe ścieżki, odnajdywałem zagubione bunkry,
    Wypadałem niespodziewanie zza szczytów wprost w niebo i opadałem ku skłębionemu
    w dole Miastu. Myślę, że zebrałem się do kupy. Odpocząłem w tej wyspie
    normalności jaką udało mi się utrzymać przez ostatni rok. Skumulowałem się w
    sobie, sprężyłem. Czuję się gotowy do kolejnego uderzenia na rzeczywistość. Odgłos
    śmigłowców w mgle przed świtem. Uczucie gdy w coś walisz a to się łamie. 

    *

    Ja będę głosował na Cthulu.
    Po co wybierać mniejsze zło…?

    (Kłosa)

    Zbudziłem o się o szóstej bo
    usłyszałem bijące na całym kontynencie dzwony i pomyślałem, że jest już 12, i
    że nieźle zaspaliśmy. Kładliśmy się grubo po drugiej. Bo po wykopaniu ostatnich
    gości za furtkę długo gapiliśmy się na niesamowite niebo o barwie indygo,
    poprzecinane płynną siecią srebrzystych nitek. Ogólnie rzecz ujmując daliśmy
    sobie z lekka w palnik.
    Na razie żadnych większych objawów, choć co czas jakiś wypełzają spod
    promilowych kamieni oślizgłe i cokolwiek rozmyte wizje mrocznych wspomnień, w
    typie okupacji parkowego kręciołka i błyskających fleszy. Też sobie powirowałem
    zwisając pod wymuszonym siłą odśrodkową kątem, moje żebra dziś mi za to podziękowały.

    Ranek spędziłem myjąc naczynia i jedząc różne straszne rzeczy, które zostały z
    wczoraj. Jestem mniej więcej w takim stanie, że po chwili zastanowienia „co to”
    wziąłem z talerza musztardę w palce.
    Właśnie przypomniało mi się, że wczoraj stadnie żegnaliśmy zachodzące słońce a
    Ciapek przyniósł mi wielgachny czosnek z łodygą, kurcze on musi gdzieś tu być.
    Na razie tyle, muszę wyrywać, bo pod Pomnikiem ma się pojawić Ela z Kostkiem,
    potem mamy zabukowaną wizytę u Stasiów, a po drodze chcę porobić zdjęcia mostu
    – twierdzy zanim zniszczą jego stylową dziewiętnastowieczną linią betonem i
    łuszczącą się łuską klinkieru.
    Do wszystkich zainteresowanych, przypomnijcie mi w komentarzach co ciekawsze
    wydarzenia bo obecnie posiadam dziwne przerwy w obrazie wczorajszego wieczoru.

    Przychodzi zebra z pingwinem do
    fotografa i chcą zdjęcie. Fotograf
    pyta: kolorowe czy czarno – białe?
    Pingwin na to – A jebnąć ci?

    Cholera, odnalezienie gwiazdki na
    klawiaturze, okazało się przed chwilą zadaniem niemal poza moje siły.

    *

    - Co on robi, próbuje zestrzelić samolot?
    - Nie, próbuje latać czołgiem…

    (A-Team)

    Kto widział ten wie, że powiodła mu się ta trudna sztuka.
    Najlepsza zaś była rechocząca pod nosem babcia. Film może niespecjalnie mądry,
    ale ileż dostarczył prostych radości. Przed seansem dotarliśmy stadnie pod dom
    Lenn, gdzie łamiącym się chórem zachęcaliśmy ją do wyjścia. Robiliśmy to do
    chwili, gdy w oknach pojawili się wszyscy sąsiedzi a Avatar odkryła w swoim
    telefonie, że L usycha już z tęsknoty do nas w kinie.
    Lennonko, akcja pozyskiwania brykietu ma się dobrze, jakby zabrakło to będziemy
    w grillu palić kurzem, akurat po przemeblowaniu dołu zdobyłem pokaźny i
    treściwy kłąb. Jestem pewien, że opiekana wędlina, z czegokolwiek będzie, będzie
    miała smak wyjątkowy i z wszech miar osobliwy. Sam nie wiem co mnie podkusiło
    do robienia imprezy pod koniec miesiąca, w samym środku finansowej pustyni.
    Zapewne wrodzone szaleństwo i nieokiełznana chęć pogrążenia się niczym Titanic
    w odmętach promili.
    Wracając z Danem, Partyzantów natknęliśmy się na Hanie, trochę szerszą po sesji
    i bardziej podkrążoną, za to pędzącą w obcisłym, białym golfiku, zdaje się bez
    stanika. – Co, nie poznałeś jej? – Zapytał z krzywym uśmiechem Dan. – Patrzyłem
    na biust – Odparłem. Nie chciało mi się tłumaczyć, że gdy ma się gówniany wzrok
    obserwuje się najpierw rzeczy najważniejsze stosując gradacje wielkości…
    Cholera, jak mądrze można napisać, że gapiło się na czyjeś cycki.
    Co tam jeszcze? Opowiadałem wam jak Borys obudził się u kogoś na łóżku po
    imprezie, przeciągnął się rozkosznie na czyjejś pościeli, przetarł oczy i
    stwierdził, że wtarł sobie w oczodół czyjąś spermę? No to nie opowiem.
    Stasia Zwanego Czesiem napadł Empik twierdząc, że jego książka nie jest jego,
    akurat brakowało takiej na półce. Jak usłyszeliśmy o tym z Danem,
    zarechotaliśmy tylko, przewidując reakcje zadowolonej z polowania obsługi, gdy
    odkryje, że niewinnie wyglądający, wieziony na złom bojler jest tykającą bombą
    termojądrową. Takoż też się stało, Staś zaangażował swoją osobą większe siły.
    Opierdolił wszystkich łącznie z kierownikiem, zażądał policji, wglądu w
    monitoring oraz zasugerował, że jego prawnik ich pożre. Następnie przyjął
    przeprosiny i kupony rabatowe, niestety wcześniej podzielił się wrażeniami z
    żoną. Stąd lotem błyskawicy dowiedzieliśmy się o wszystkim, bo Void zareagowała
    jakby Staś co najmniej  zadzwonił, że
    jest w tartaku przywiązany do kłody a piła tarczowa właśnie wjeżdża mu między
    nogi.

    Żona wraca z kliniki plastycznej
    Ona – No i jak ci się podobam?
    Mąż – Zrobili co mogli.

    *

    Był taki plakat, z Garry Cooperem
    jako szeryfem „w samo południe”,
    który w swoim czasie splagiatowała
    Solidarność. Podobno piSSowcy też
    postanowili wpasować się w legendę
    i w postać Garrego wcielili Oberprezesa.
    Problem jednak, jak to stwierdzili
    Wojewódzki i Figórski, polega na tym,
    że Cooper był szczupły, wysoki i
    kochał kobiety…

    Wszystko zaczęło kwitnąć, naraz, w
    tym miejscu pozdrawiam więc wszystkich alergików, którzy są równie zasmarkani i
    mają obłędnie swędzące oczodoły jak ja. Mama Szponiastej dała mi nalewkę
    sosnową, która nawet pomaga, ma moc małej bomby atomowej a do tego nieźle
    smakuje… bardzo dobrze smakuje, hik…
    Herbaciarka urządza nocne eskapady samochodem przez granice województw i snów.
    Znów nie udało nam się dotrzeć na wieczorek Marzana, ale nie ukrywajmy ten co
    wymyślił dzień i godzinę musiał być bezrobotnym psychopatą. Lenn się na nas za
    to wkurzyła, choć przebywając w swoim obumierającym od bezczynności, małym
    świecie zapomniała, że nie wspomniała, że też chciałaby iść. Do tego
    Pazurkowata, jak to sama określiła jest „okresowo nieprzyjemna”. Ogólnie jest
    ostatnio jakoś tak. Dan już nie tylko w domu robi za milczący i rozlazły kloc
    organicznego lenistwa, ale zaczyna mu to też przełazić na pracę. A takie rzeczy
    niestety potrafią być zaraźliwe. Czasem ma się ochotę dać mu takiego kopa w
    dupę…
    Ostatnio widziałem kolesia zbierającego puszki. Wylazł z gąszczu z jedną,
    potrząsnął, powąchał i wypił. Sebę podobno zatrzymano w Singapurze za
    nieobyczajne zachowanie. Wszyscy usilnie zastanawiamy się co zrobił.
    W sobotę może zrobię grilla. To bardzo ambitne zamierzenie, szczególnie, że nie
    mam grilla, węgla drzewnego, kiełbasy, trunków, no w ogóle nic. Zupełnie jakby
    mi przez mieszkanie przeszarżował Kononowicz. Ale nic w ostateczności upichcimy
    z pomocą dwóch cegieł i papy, moje ultraszczelne skórzane buty, które boję się
    zdjąć gdy idę w gości. Tak czy inaczej będzie fun.

    - Też będziesz chodzić w białej
    halce po gzymsach?
    - Po co?
    - Jak w teledysku.
    - Nie, nie mam ani halki ani
    gzymsu
    - Załatwię ci.
    - Czekam.

    (My)

    *

    Ptaki świergolą w lesie na
    Stogach…
    - Kochanie, słyszysz?! Papugi!
    - To nie są papugi, to niemożliwe.
    To pingwiny!

    (My)

    Sobota Przeminęła pod znakiem
    bursztynowej gorączki i wędrujących smug światła wystrzeliwującego przez dziury
    w chmurach i wędrujących po ziemi jakby w poszukiwaniu wybrańców. Nie muszę
    chyba mówić, że jedna z nich rozświetliła nas, oznaczając niczym laser
    znacznikowy dla nadprzyrodzonych pocisków. Nie mogliśmy znaleźć wieży
    namiernikowej artylerii. Biorąc pod uwagę, że to kilkadziesiąt ton betonu
    wyniesionego pod niebo, to albo rzeczywiście poszliśmy gdzie indziej, albo
    skretyniałe burzymurki z portu bezpowrotnie unicestwiły kolejny zabytek. Pośród
    tych wszystkich piasków i drzew ogarnął mnie nagle cień. Przypomniałem sobie
    jak krążyliśmy z Marzanem wśród morenowych wzgórz i M co chwila trafiał na
    płoty przegradzające jego dziecięce szlaki. „Ogrodzili mój świat” powiedział
    wtedy, i ja też się trochę tak poczułem, jakby mój świat zbiedniał i utracił
    kolejną garść tajemniczości. Zwykłość nadciąga ze wszystkich stron niczym
    pustka w Neverending Story.
    Niekończące wydmowe łąki Stogów upstrzone były gęsto białymi bliznami płukanek.
    Podcięte stoki wzgórz, smugi drobnego białego piasku, który zamarł zawiłymi,
    rozlanymi jęzorami gdy zabrakło wody z pomp, dwumetrowej głębokości dziury
    pokryte plątaniną nienaruszonych traw i korzeni niczym wilcze doły. Klęczeliśmy
    w promieniach zachodzącego słońca zbierając bursztynowe odpryski do opakowania
    po chusteczkach higienicznych. Daleko za lasem brzęczał i huczał terminal
    kontenerowy sortując chińskie dobra dla spragnionej Europy Wschodniej.
    A dziś wybory. Zastanawiałem się nad Napieralskim, on jeden w tej hałastrze nie
    wygląda jak impotent. Nigdy nie wybaczę Platformie, że na kandydata nie wybrali
    Sikorskiego, który wygląda, mówi i myśli jak prezydent, a za to wypchnęli przed
    szereg Ciepłe Kluchy Komorowskiego. Przecież to dupa nie polityk,
    charakteryzuje się tym, że siedzi cicho, więc nikt go nie zauważa w czasie
    rozpierduchy. Jedyną jego zaletą jest, że nie jest hitlerowcem, no i nie zabił
    Blidy.

    *

    Mam w uchu kolczyk, który
    kręci się na wietrze…

    (Pazurek)

    Wczoraj był międzynarodowy dzień
    czołgu, a ja nie urządziłem żadnej, grzechoczącej gąsienicami po asfaltach
    gonitwy za pechowymi emerytami, „W moher odłamkowym ognia!!!”. Może dziś jakoś
    to naprawię, obłożę się na dywanie moimi miniaturkami czołgów, będę się tarzał
    na pleckach i kwilił ze szczęścia. A resztę dnia spędzę na wyciąganiu
    miniaturowych luf i anten z różnych tajemniczych miejsc.
    Szponiasta robi niwelacje wzdłuż nowiusieńkiej linii kolejowej do Malborka.
    Ogląda przeróżne zadziwiające mechanizmy a potem mi o nich opowiada. Ostatnio
    była to maszyna do poziomowania torów. Jechała sobie powolutku po szynach, co
    jakiś czas podnosząc je sobie pod brzuszkiem i nagarniając kamyczki. Wczoraj
    jeden z kolejarzy zapytał Szponiastą: Jak tam nóżka. Najwyraźniej wieści
    rozchodzą się tam błyskawicznie. Już wyobrażam sobie jak lotem błyskawicy
    wędrują wzdłuż torów i linii kolejowych, przekraczają granice i oceany. I tak
    za parę dni gdzieś w Himalajach, jadąca po najwyższej linii kolejowej świata,
    tej co to trzeba mrozić pod nią grunt, żeby się nie zapadła, mówi mały Chińczyk
    do Chińczyka: Nóżka Małej Opalonej ma się lepiej. To dobrze – odpowie drugi –
    Podobno znowu założyła tę bluzeczkę typu szał daltonisty…
    Zaraz idę do mojej ukochanej i jedynej w swoim rodzaju pracy. Wczoraj w windzie
    wisiały kartki z wezwaniem do rebelii lokatorów przeciwko administracji.
    Zastanawiałem się czy ich nie zabrać, by za czas jakiś nie zostać niewinną
    ofiarą wojny. Ostatecznie zostawiłem jedna, a drugą wziąłem dla naszego El
    Duce, jakby lokalna partyzantka zaczęła polować na mnie po piętrach i podkładać
    ładunki kumulacyjne w windach to wiem, gdzie jest główny węzeł cieplny i
    przełącza elektryczne, będę mógł więc zastosować politykę terroru.
    No chyba, że kobieta z szóstego rzuci we mnie swoim z lekka już spróchniałym
    psem Gandalfem. Ta bestia jest bezlitosna. Zaprzytula mnie na śmierć.
    Dobra, komu w drogę temu wrotki i komunikacja miejska. Idę stawić czoła rzeczywistości.

    Chcesz wiedzieć co niesie
    przyszłość?
    Podstaw jej nogę i sprawdź…

    (RMF MAXXX)

    *

    - To nienaturalne! Kobiety nie mogą
    mieć takich samych praw jak mężczyźni!
    - Tak? A powiesz to mojej żonie?
    - Nie, i swojej też nie.

    (Stalowy Szczur)

    Kupiłem sobie gumę do żucia o smaku
    malinowym. Mniam, czuję się jakbym jadł maliny owinięte w bandaż. Wczoraj
    zadzwonił koleś z zaproszeniem na ślub, powiedział, że jak przywiozę prezent
    powyżej 100 złotych, to mogę przyjść na wesele. Odpowiedziałem, żeby się ugryzł
    w dupę jeśli sięgnie. Potem dodałem, że ze jedyne 50 zł nie będę donośnie
    pierdział w kościele i mamrotał coś pod nosem o zakonspirowanych zastępach
    Szatana, donerweter, demoniszcza! Stasiu zaproponował nową zabawę, przyklejanie
    kupą pięciozłotówek na parkingu i utrwalanie twarzy szczęśliwych znalazców za
    pomocą kamery. Założylibyśmy na You Tube specjalny dział filmowy
    „Niespodziewanie Skupieni”. Oprócz Rosjan, Niemców, Anglików mam też na budynku
    Araba, który zareagował na słońce nałożeniem burnusa. Zwany znalazł na podwórku
    egipskie banknoty, więc jego narodowość zdaje się być określona.
    Brak mi mocy by zebrać ludzi na jakąś konkretną popijawę, albo zabrać się za
    instalowanie sieci. Na razie siedzę, za jakąś chwilę wstanę i pójdę, potem
    znowu usiądę. Ćmi mnie to w boku, ale czuję się bezwolny  by uczynić dziś coś ze swoim życiem. Może to
    dlatego, że za każdym razem gdy się za coś biorę to otwiera się przede mną
    droga przez piekło. Podobno gdy prosi się Boga o wskazanie drogi to zawsze
    wskaże najtrudniejszą, potrafię to zrozumieć, ale już tęsknię za odrobiną
    prostoty. Naprawdę nie trzeba uszlachetniać mnie na siłę.
    Jestem dziś suchy i pozbawiony pragnień. Pójdę do pracy, odbębnię pańszczyznę,
    potem pooglądam ze Szponiastą Reapera nad pizzą. Może się przejdę przez
    pierwsze, jeszcze niewinne smugi wieczoru a potem będę grał do nocy, by ostatecznie
    położyć się za późno na moich obolałych żebrach.
    Cholera, ja jestem zwyczajny.

    Pazurkowata dzwoni, że właśnie z
    Kudłatą wędrują sobie niespiesznie w kierunku Miasta przez rozsłonecznione
    Żuławy.
    Muszę się stąd wydostać.
    Reeeelissss meee…

    *

    Herbaciarka do mnie – Ty, ty…
    Lenn – Samcze
    Herbaciarka – Dzięki

    O siódmej w niedzielę stukaliśmy do wrót Herbaciarni. W tle
    okna Herbaciarka zwlekała swoje apetyczne wdzięki z kanapy. Ci, którzy spijają
    płyny w ciągu dnia siedząc na tej kanapie nie wiedzą nawet, że moszczą ich tam
    jej pachnące sny. Idea spania we własnym lokalu mocno do mnie przemawia, to
    takie uroczo… staromodne. Jedliśmy ciastka na śniadanie ze wschodzącym
    światłem wpadającym rozżarzoną falą prosto w oczy. Dotelepała się Lennonka i
    poszliśmy w świat.
    Poprowadziłem trzy panny meandrami ulic pokazując niezliczone szczegóły i
    szczególiki, które na ogół mija się nie widząc w drodze przez życie. Nie czułem
    się tam jednak specjalnie potrzebny. Szponiasta i Lenn już to wszystko
    widziały. Herbaciarka zaś była mocno spacyfikowana przez Lennonkę, która
    nawiązuje z nią jakąś mocną więź, mającą coś wspólnego z długimi rozmowami i
    częstymi uściskami.
    Popatrzyliśmy na miejsce po Pierwszym Dworcu, na rampę skąd odjechali do
    Sztuthofu ostatni Żydzi. Zajrzeliśmy do grodzy, obejrzeliśmy dziewice. W tle
    majaczył Most Nierządnic. Potem wspięliśmy się w górę na bastiony by poszarpał
    nas wiatr pośród falujących jak pochyła woda traw.
    Jednym z celów wyprawy było ostatnie zejście do wnętrz bastionu, zanim Miasto
    je zamknie. Niestety Miasto było szybsze. Nie przydały się te wszystkie ledowe
    latareczki oraz kilogram świec z Caritasu, którymi obciążyła mnie radośnie
    Pazurkowata. Mamy za to świetne zdjęcie Herbaciarki w pozycji strusia z głową
    włożoną w dół między kraty oraz z kuprem wypiętym, niczym jakieś wyzwanie, w
    stronę niebios.
    Zaprowadziłem naszą kompanię na Żabi Kruk, gdzie L&H przesiadły się na
    kajak i ochoczo machając płetwami… pardon, wiosłami oddaliły ku dalekiej
    Wiśle Polskich Rzek. My zostaliśmy na brzegu z wielkim zdechłym dorszem, potem
    zaś natknęliśmy się na starego jeża, który wyraźnie coś kombinował. Ponownie
    wszyscy spotkali się w herbaciarni, gdzie przemoczona Lenn leżała głównie w
    stringach i kołderce a Herbaciarka zamówiła penne z łososiem i szpinakiem z
    Zielonego Smoka.
    Na kajakową sobotnią propozycję zaś, Lenn, odpowiem ci w ten sposób. Ja mam
    odbite żebra a mój Szpon bojowy skręcił sobie subtelnie nóżkę i stłukł tyłek w
    archeologicznym wykopie, gdzieś pod Różynami. Ona więc nie będzie mogła
    podwinąć nogi a ja wiosłować. Przypuszczam, że stanowilibyśmy więc widok dość
    osobliwy. A poza tym panicznie boję się kajaków. Patologicznie nie ufam czemuś,
    co ma ruchomy środek ciężkości i wywołuje u mnie sny o przewracaniu się do góry
    nogami i topieniu się w wodzie do kolan.

    Człowiek człowiekowi wilkiem,
    a kiwi kiwi kiwi

    (Sms od Lenn)

    *

    Czego pragnęła Islandzka
    gospodarka?
    Aby po śmierci jej prochy rozsypać
    nad Europą

    Mechaniczne potwory naszej pamięci.
    Opancerzone wspomnienia kroczą wśród drżącej tkanki miasta, wybrzuszając
    asfalty i rozglądając się wokół bateriami tysiącwatowych reflektorów.
    Podczerwień, ultrafiolet, indygo emanacji życiowych.  Wanadowe nozdrza składające się z setek
    ruchomych płytek poruszają się węsząc stygnącej smugi naszej obecności. Aż
    wreszcie nadejdzie ten dzień gdy stalowe bestie zmierzchu zatrzymają się i
    zdecydowanym ruchem najeżonego szponami manipulatora zerwą dach, a tam będziesz
    ty. Mały i nagi pod lodowatym niebem. I wtedy umrzesz. I może obudzisz się a
    może nie, i wtedy odetchniesz ostatni raz i będziesz wtedy sam w sobie. Tak czy
    inaczej.
    Dziś na dzikich polach i obłędnych stokach wokół Cmentarnej Bramy, które z
    ostatecznym błyskiem szaleństwa w oczach, parskającą olejem i zionącą dymem
    niczym Etna kosiarką, karczowałem okoliczną dżunglę, niwelowałem przeszkody
    terenowe i ucinałem tak dobrze zaczętą egzystencję tysiąca niewinnych owadów,
    było 41 stopni. Wczoraj było niewiele mniej. Niebo było białe od mocy a na
    kosiarce wyblakła farba. Po robocie pognałem zaraz do Lidla, gdzie uruchomili
    klimatyzację, żeby połasić się do zimnego powietrza. Poza tym wczoraj będąc
    uprzejmym i przepuszczając jakiegoś typa, potknąłem się i odbiłem sobie żebra o
    barierkę. Wieczorek Czecha spędziłem w bandażu elastycznym i absorbując Warkę w
    ramach znieczulenia. Na razie chodzę nieco sztywno i staram się za głęboko nie
    oddychać.
    Czech do każdego ze swoich wierszy miał opowieść. Ten zestawik szczególnie
    przypadł mi do mego czarnego serca: Wpadł do mnie do Swornych Gaci znajomy z
    dzieckiem. Głupszego chyba nie widziałem. Gdy pojechali a ja wytrzeźwiałem,
    zainspirował mnie do napisania tego wiersza:

    „Tabu”

    Dzieci są tabu i nie wolno ich
    krzywdzić
    dlatego słusznie piętnuje się tych podstępnych dewiantów
    sadystów, uwodzicieli i podobną swołocz

    Ale sprawy przybierają obrót
    kryminalny
    kiedy taki kilkuletni Manson
    wbiega o świcie do twojego pokoju
    gdzie śpisz po libacji
    z krzykiem żebyś naprawił komputer
    bo jego wojownik ciężko ranny
    umiera
    a wyczerpał już limit
    żyć

    Zabiłbyś gdybyś wiedział że to
    legalne
    sprzedał na wolnym rynku
    oddał do sekty
    przebrał za jelonka Bambi i wywiózł do lasu
    w sezonie polowań

    *

    Aneczka jest taką przestraszoną
    księżniczką, nimfą błotną wyjącą
    z wieży…

    (radio)

    Stygnę. Przegrzany pancerz trzaska co jakiś czas
    wypromieniowując kolejny stopień. Celsjusze i Fahrenheity. Jestem przegrzany i
    z lekka nadtopiony, może nawet trochę dymię. Trzeci tydzień na dwóch etatach.
    Szef uznał, że pewnie będę się nudził zalecił mi więc dwudniowe pielenie pod
    zmieniającym się w novą słońcem, a gdy dopełzłem do szczęśliwego końca
    przywiózł kosiarkę. Kosiarka jest spalinowa, przekonam się więc w najbliższym
    czasie w jakiej temperaturze następuje samozapłon paliwa. Ostatecznie gdy upał
    pomiesza mi już w głowie będę mógł zawiesić tę machinę na ramieniu i biegając
    raźno po piętrach i pukając do kolejnych lokatorów urządzić orgię wirujących
    ostrzy i krwawych ochłapów. Jeśli ktoś się pisze na uczciwą rozrywkę to
    zapraszam.
    Oglądaliśmy ostatnio u Sióstr „Ink”, whoa!, takie to proste a grzebie w
    otrzewnej i wypuszcza stada metalowych pluskiew na plecy, później żeby
    zrównoważyć ten zbyt ambitny stan obejrzeliśmy francuską „La Horde”, kto nie
    wierzy w brutalność francuskiej policji, temu polecam, żaden zombie nie był już
    potem taki sam. Dzisiaj może wyskoczymy stadnie na Morenę i zrobimy coś
    strasznego na wieczorku Czecha. Pewne dotrę tam prosto z roboty: śmierdzący i
    jeszcze z lekka się tlący. Będę łapał poetów i się przytulał.   
    A tak w ogóle to jutro jest 3194 rocznica spalenia Troi…

    - Dasz radę to przeliczyć?
    - Kpisz ze mnie ty owłosiony,
    szowinistyczny prosiaku?
    - Daj spokój, każdy umie coś
    innego, gdyby mnie ktoś
    poprosił o wyliczenie silni
    to najpierw zrobiłbym oczy
    ze Shreka, a potem położyłbym
    się i rozpłakał.

    *


    • RSS