kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 1.2011

    Jak można inaczej nazwać
    wkładkę higieniczną?
    - Podkładka pod myszkę.

    (Playboy)

    Ostatnio komornik usiłował wyeksmitować z mieszkania w bloku
    jakiegoś kolesia 3szklaneczek. Przeliczyli się jednak trochę, bo typ należy do
    naszej kasty, kolekcjonerów śmiercionośnego żelastwa i potworów z zamiłowania.
    Podczas gdy jego siostra zagadywała terminatorów, on z niemałym wysiłkiem (te
    wszystkie progi) wytoczył z pokoju a następnie wypchnął na klatkę 70-cio kilową
    skorupę po bombie lotniczej. Podobno pomykali na dół gubiąc teczki a za nimi
    odbijając się od lastryko i wydając złowrogie, dźwięczące dźwięki spadała
    bomba. Jestem pewien, że gdzieś tam 5 kilometrów pod
    ziemią, w podziemnym silosie, gdzie mieści się sztab wszelkiego komornictwa, a
    łupieżcy śpią na hałdach łupów niczym Smaug pod górą, mają jakieś specjalne
    archiwum dotyczące przypadków z Brzeźna. Już nie mówiąc o tym, że przysyłają tu
    zapewne tylko wyjątkowo nielubianych pracowników, których nagłe a tajemnicze
    zniknięcie zostałoby przywitane powszechną ulgą.
    A u nas po staremu. Bawimy się z Danem, małym czołgiem na halach garażowych.
    Rozsypał nam się przedłużacz, Dan skręcał go z pomocą noża. Potem w ramach
    eksperymentów podłączyliśmy do niego czajnik (jest trochę tańszy niż mały
    czołg) i odpalaliśmy ostrożnie na odległość wyciągniętej ręki na wypadek gdyby
    miał eksplodować.
    Krewetka urządziła festiwal wymiotów. Najpierw Dan pomknął do łazienki niosąc
    przed sobą w koszuli różne straszne rzeczy, chwilę potem Lenn pewna, że
    amunicja się skończyła przytuliła do siebie maleństwo, skutkiem czego, trzeba
    jej było pożyczać ubrania i czyścić avatarową kanapę vanishem do dywanów. Lenn
    wyglądała doprawdy wzruszająco, gdy tak stała bezradnie z rączkami na boki, a z
    całej jej powierzchni opadały ziarenka ryżu. Krewetsien natomiast pomiędzy
    poszczególnym atakami pozostawała uśmiechnięta i ogólnie zadowolona z życia.
    Potem, gdy Lenn już spała z zatyczkami w uszach, Dan siedział nad nią do
    trzeciej nad ranem, żeby się przypadkiem nie utopiła.
    Tiaaa, my też będziemy mieć dzieci, całe mnóstwo dzieci… i niańkę, i wybieg i
    plastikowe kombinezony. I będziemy się z nimi kontaktować przez pancerne szkło
    do chwili, w której będą w stanie przeprowadzić rachunek różniczkowy.

    Właśnie wróciłem z pracy. Najwyraźniej Mama Lenn miała rację
    i faktycznie przyniosła na Krewetkę tego retrowirusa, który dziesiątkuje obsadę
    laboratorium na Akademii Medycznej. Skąd wiem? Bo zaraza dosięgła też Dana i
    dziś chodził za maszyną taki cichy i grubo ubrany. Dodam, że chodził dostojnie
    i powoli, tylko czasem przyspieszał w kierunku windy by dotrzeć na
    powierzchnię, do najbliższej końcówki kanalizacji. A wiecie jak długo jedzie winda
    w takiej sytuacji? To morze czasu! Całe falujące oceany…  W każdym razie i ja tam byłem, miód i mleko
    piłem, obiad zjadałem z ławy i czekam na objawy…

    Jeśli kobieta ma krótką spódniczkę,
    to facetowi obojętne czy jej torebka
    pasuje do butów.

    (Playboy)

    *

    Rumba to wertykalny
    wyraz horyzontalnych
    pragnień

    (Zatańcz ze mną)

    Muszę przyznać, że jestem pod
    wrażeniem. Siora Pazurkowatej jest zaledwie drugą znaną mi osobą, w ciągu
    całego mojego życia, która wykonała salto samochodem przez maskę. Za pierwszym
    razem byłem w środku takiego samochodu, ale na kołach nie stanęliśmy, bo wóz
    zarył dziobem w rowie a dachem oparł się o rury ciepłownicze. Raz też
    dachowałem przez bok Wartburgiem, to z tamtych czasów mam wstawkę z tworzywa w
    miejsce kości i ksywę „Sztuczny Obojczyk”. Raz prawie dachowałem, gdy samochód
    przy 120 na godzinę wpadł bokiem do rowu i sunął po ziemi burtą, tak że paręnaście
    centów od mojej twarzy sunęły z zawrotną prędkością przeróżne straszne rzeczy,
    a szkło wytrząsałem sobie z różnych zakamarów jeszcze przez miesiąc. Reszta to
    pospolite kolizje, pełnego salta nie zaliczyłem jeszcze nigdy. Chyba zacznę
    jeździć z Siorą, przecież nie mogę dopuścić by mój zestaw doświadczeń pozostał
    niepełny.
    Wiecie, w sumie to powinienem iść do pracy, ale strasznie mi się nie chce. Na
    zewnątrz jest ciemno i zimno, mnóstwo roboty i szef, który mi powie dlaczego
    znowu nie przywiózł mi kasy za remont. Na koniec spotkanie z Lennonką, która
    ostatnio rezonuje czymś strasznym, tak że świat wokół niej zdaje się rozmywać i
    rozpadać na kawałki. Jestem trochę zmęczony. A może to starość? Może staję się
    zgorzkniały, skostniały i nietolerancyjny? Może to będzie postępować… już nie
    mogę się doczekać
    Ech, przydałoby mi się pół roku na Bali.

    „I znów się zaczyna” – Powiedział
    człowiek wewnątrz skafandra i
    spojrzał w jeszcze jedno, obce
    niebo.

    (Banks)

    *

    Okręt miał osiemdziesiąt kilometrów
    długości i nazywał się „Rozmiar to
    nie wszystko”.

    (Banks)

    Siostra Szponiastej pokazywała swojemu facetowi wirtuozerię
    w prowadzeniu samochodu, ze szczególnym naciskiem na wyprzedzanie na lodzie.
    Wykonała wozem przepiękne salto i stanęła z powrotem na kołach, podobno do
    użytku nadaje się już tylko silnik. Na szczęście tym razem nie wieźli ze sobą
    ani psa ani pralki, bo potem bestia miałaby pewnie traumę i musieliby ją wpychać
    do samochodu spychaczem, żłobiąc bruzdy w asfalcie, a pralka, że tak powiem,
    mogłaby w czasie wywrotki, wpaść w niekontrolowane wirowanie… Sami
    zainteresowani po załatwieniu formalności nad dymiącym wrakiem kontynuowali
    podróż do znajomych na wódkę.
    Kalifornijczyk pisze do Pazurkowatej, że ją kocha i chce całą noc trzymać ją w
    swoich ramionach. Powiedziałem jej żeby odpisała, że ja też chcę trzymać go
    przez całą noc w moich ramionach. Mocno, och jak mocno…
    Wczoraj za to kupowałem te oślizgłe chusteczki dla niemowląt i na kasie
    wyskoczyło 9111 zł. Dwa razy. Najwyraźniej to bardzo drogie chusteczki. No i
    fakt, dzieci to finansowa studnia bez dna, szeroko otwarta japa, w którą bez
    przerwy trzeba wpychać robaki, tfu, znaczy tego, bobofruty czy inne mielonki. W
    każdym razie koleś ze sklepu będzie miał zapewne niewielki problem z
    wyrównaniem manka.
    Kończę. Jest niedziela, więc oczywiście spadł śnieg. Może ze dwa centymetry,
    ale przecież nasza firma musi codziennie udowadniać jak bardzo troszczy się o
    klientów. Affirner and Clean – to my uratujemy cię przed zlodowaceniem.

    Należy pamiętać, że zawsze po
    udanej sztuczce nagradzamy
    dziecko kostką cukru, albo nalepką.
    Jeśli jesteś osobą, której dzieci nie
    tolerują i reagują płaczem, jesteś
    typem tzw. gargamela, przyuczamy
    dziecko siłą i zastraszaniem (Patrz
    film „Pręgi” i „Imperium kontratakuje”)

    (Rutkowski)

    *

    - A mi w grze nie dali bałwana!
    Wszyscy mają a ja nie.
    - Dzięki temu jesteś wyjątkowa.
    - Nie wyjątkowa, tylko pokrzyw-
    dzona. Nie myl pojęć.

    (My)

    Lenn, gdybym był zdolny do nienawiści to już dawno leżałabyś
    w betonowych butach na dnie Wisły. To naprawdę ciekawe, że tak zaciekle bronisz
    ludzi, których byłabyś pierwszą ofiarą.
    Tymczasem jednak krążąc poza zasięgiem telefonów i mojego szefa w czeluściach
    niższej hali garażowej trafiłem na strzałkę ułożoną z groszówek. No nic,
    zebrałem i ruszyłem we wskazanym kierunku, by odnaleźć koleiną strzałkę, a
    potem jeszcze jedną. W końcu dotarłem do jakiegoś, ślepo zakończonego zakamara
    a tam na kartonowym talerzyku, owinięta kokardką leżała złotówka. Teraz
    zastanawiam się czy to był żart czy jakiś mroczny rytuał.
    Szponiasta, nadal konwersuje z podrywającym ją Kalifornijczykiem, zaczęła nawet
    wcześniej wstawać. Wysyła jej wirtualne całusy i opisuje swoje fantazje.
    Zastanawiam się czy nie szarpnąć się i nie zadzwonić do moich meksykańskim
    przyjaciół, by przekazali mu ode mnie wyrazy uszanowania wiertarką udarową. Do
    tego jeszcze przypałętał się jeszcze… powiedzmy „Indianin”, który nie chce
    podać swojej tożsamości bo go znajdą. Ech, jakże ciężko być facetem pięknej
    blondynki…
    We wtorek opowiadałem dziewczynom, jak dałem Sebie na rejs parę CD z horrorami.
    Ze wskazaniem na takie pozycje jak: „Trójkąt”, „Wirus”, „Ciśnienie” czy „Ghost
    Ship”. Efekt był taki, że koleś bał się wyjść z kajuty. Wyobraźcie sobie statek
    – kilkadziesiąt metrów długi, mnóstwo pokładów, cieni, zaułków. Do tego
    niespodziewane dźwięki, jęki metalu, niezidentyfikowane uderzenia. A ich na tej
    kupie żelastwa 16 i każdy w innym kącie. Potem już te horrory oglądał dla
    kurażu z kumplem, ale jedynie co w ten sposób uzyskał to to, że zaczęli się bać
    razem i nakręcać sobie nawzajem paranoję.
    Bardzo nas to wszystkich rozbawiło i już zaczęliśmy kompletować dla niego
    kolekcję: Morskie katastrofy. Frodo wydrukował nawet okładkę: W tle tonący
    frachtowiec, a na pierwszym planie jakiś okrwawiony marynarz skubany przez
    rekiny, wyciąga błagalnie rękę do widza.

    Trzymał w palcach kieliszek jak
    schwytaną istotę pocącą się
    światłem.

    (Banks)

    *

    Nie można kochać czegoś, co
    w pełni się rozumie. Miłość to
    proces, nie stan

    Bomba żyje tylko wtedy, gdy spada,
    człowiek żyje tylko wtedy, gdy wypełnia swoje przeznaczenie. Leżąca bomba, czy
    wegetujący człowiek, to bez sensu. Z całych sił przeciwstawiam się dziś chęci
    ciężkiego obrażenia kogokolwiek. Świder codzienności wyraźnie natrafił we mnie
    na złoża nieopanowanej agresji i tak sobie, bez powodu poniszczyłbym zastałe
    stosunki międzyludzkie.
    Kupiłem ostatnio Zupki Japońskie. Od chińskich różnią się tym, że się inaczej
    nazywają. Z niecierpliwością oczekuję teraz zupek indyjskich.
    A ty co widzisz… bo na pewno nie zauważasz mojego lekkiego nietrzymania
    moczu… a ty ile różnych rzeczy wolałbyś nie wiedzieć o kobietach. Przez
    ostatnie 20 lat reklamy zerodowały doszczętnie resztki romantyzmu dokonując
    monstrualną robotę edukacyjną. Zapewne nigdy na tak szeroką skalę nie
    rozpowszechniła się wiedza o wzdęciach i tym, co kobiety wpychają w siebie by
    nie kapać, szczególnie w porze kolacji. 
    Pod pomnik przybyła Korniczek, która w międzyczasie stała się matką i żoną.
    Opowiadała nam w herbaciarni mroczne historie, jak to zawsze spóźniają się na
    śluby, nawet na własny spóźnili się pół godziny. Podobno gnali na niego wąskimi
    drogami Korniczkowym mini morrisem gubiąc kawałki dekoracji, a gdy w końcu
    dojechali cały kościół, łącznie z księdzem opanowała nieokiełznana wesołość. To
    pewnie z ulgi, że nie dotarli jak zwykle na końcowe dawanie kwiatów.
    Na pytanie zaś Seby, loża po długiej i wnikliwej dyskusji odpowiada: Nie, w
    naszym kraju jest to nielegalne, choć osobliwie zajmujące. Zapewne większość z
    was jest ciekawa o co chodzi, odpowiem tylko, że za zadawanie podobnych pytań
    na forum zamknęli po kolei moje 3 blogi polityczne i dopóki ten blog znajduje
    się na polskim serwerze Wielka Loża Plażowa Północy zachowa dyskrecje.

    …a najgorsze jest to, że nie
    jestem
    gejem. Facet tańczący w cekinach
    jest bardzo samotny.

    (Zatańcz ze mną)

    *

    Wiecie kto by leżał na Wawelu,
    gdyby obaj Kaczyńscy byli na
    pokładzie Tupolewa? – Pilot

    (Bash)

    No i Rosjanie potwierdzili to co każdy, kto posiada mózg
    wiedział właściwie od początki. Potrzeba było do tego „Złych Rusków”, bo u nas
    występuje głęboka niechęć do choćby napomknięcia, że episkopat pochował na
    Wawelu nie tylko nieudacznika i przepalonego nienawiścią idiotę ale i masowego
    mordercę. Osobiście uważam, że Kaczyńskiego należy ekshumować i sprawdzić na
    zawartość alkoholu, w końcu generalicja musiała sobie z kimś tam dać w palnik.
    Strasznie mnie intryguje, że w naszym tak katolickim kraju nie przyszło nikomu
    do głowy, że to była boska interwencja. Skala wydarzenia, miejsce tragiczne i
    symboliczne, czas i w końcu to, że nasz duce tak zażarcie zawsze walczył o ten
    samolot, w końcu otrzymał go na zawsze. Wielka metalowa trumna pychy wbita
    pięścią Boga w smoleńskie, pełne okruchów kości błoto. Jeśli istnieje
    sprawiedliwość, to gdzieś tam w piekle ta katastrofa trawa, wciąż i wciąż i od
    początku a Wielki Dziadu płonie i rozpada się na kawałki bez końca…
    To są ogólne wnioski i nadzieje naszego wczorajszego, pierwszego, odwilżowego
    rozpracowywania chmielowych rozkoszy na wynurzającej się z wielkiej bieli
    plaży. Jak wspaniale jest czuć prawdziwy piach pod stopami. Tak naprawdę nie
    nienawidziliśmy specjalnie tego młota, wiedzieliśmy, że koleś nie ma szans
    przetrwania w normalnym, zdrowym społeczeństwie i w sumie nadal czujemy
    niedosyt, że nie mieliśmy szansy zniszczyć go w wyborach. Widok jego
    wykrzywionej niedowierzaniem zdeformowanej mordy uszczęśliwiłby nas bardziej,
    niż widok tej trumny. Faktycznie też było nam żal prezydenta, ale jako symbolu
    a nie osoby, był też żal po kilku porządnych osobach, które przypadkiem
    zaplątały się w gniazdo żmij, które nasz dobrotliwy stwórca wypalił żywym
    ogniem do ziemi. Nasze uczucia biorą się z poczucia sprawiedliwości, równowagi.
    Każdy z nas ma większe, czy mniejsze przestępcze paprochy na życiorysie, ale
    gdyby nam się w którymś momencie podwinęła noga, to żadnemu do głowy by nie
    przyszło mieć pretensję do policji, świadków, czy sędziego. Życie to gra, jeśli
    przegrywasz z własnej winy, to cóż, możesz mieć pretensję tylko do siebie,
    jeśli przegrywasz z przyczyn od ciebie niezależnych, to robisz co możesz, walczysz
    ze wszystkich sił do końca. W takiej przegranej nie ma upadku poniżenia, jest
    honor i człowieczeństwo. Ktoś kto obwinia ciągle innych o własne niepowodzenia,
    gorzej, kto niszczy innych, naprawdę niszczy, w imię tego co ma w głowie,
    zasłużył na karę.
    Gdy Tupolew rozprysnął się po smoleńskich bagnach, był szok i smutek, ale było
    też zrozumienie. Wszystko znalazło się na właściwym miejscu, zbalansowało się,
    części mechanizmu znowu szczepiły się i maszyna historii ruszyła ponownie.
    A potem kontynuując już w tonie biblijnym, sprofanowano Wawel a rozdrażniony
    Bóg zesłał za karę powodzie i huragany.

    *

    - Powiesz mi, co to jest szczęście?
    - Szczęście? Szczęście… to obudzić się w jasny,
    wiosenny poranek po wyczerpującej, pierwszej
    nocy spędzonej z piękną… namiętną… wielokrotną
    morderczynią.
    - O cholera! Tylko tyle

    (Banks)

    Czuję się jak poligon w Semipałatyńsku. Od początku tygodnia
    kruszę lodowce na przemian z pokrywaniem warstwą teflonowych farb kolejnych
    ścian. Znów jestem na tej osobliwej krawędzi, gdy ciało wykonuje zaprogramowane
    czynności w seriach perfekcyjnych odruchów a umysł zapada się i rozciąga w
    poskręcanym, kolapsie ku pochłaniającej wszystko osobliwości, oblizującej się
    smakowicie, gdzieś w samym środku tego, co zwykłem definiować jako mnie. Czuję
    się dokładnie tak.
    Wczoraj leciało „Osiem części prawdy”. Nie przepadam za tego typu filmami, ale
    ten do mnie dziwnie przemówił. Gwałtowność i dynamika rzeczywistości. Wielkie
    sprawy tego świata. Wielkie namiętności i dramaty, a w końcu i tak wszystko się
    zapętla wokół małej dziewczynki stojącej pośrodku autostrady.
    Do Bossego zadzwoniła kobita, która ma na tarasie miejsce parkingowe nr 152 i
    zawanturowała się, że leży tam śnieg. B wysłał mnie tam. Wchodzę faktycznie –
    śnieg. Pokopałem go nawet trochę, a jak przyjechał Pryncypałos i zrobił się
    dociekliwy powiedziałem: Pamiętasz to miejsce, w które spychacz zwalił z całego
    tarasu ponad 25 ton śniegu? To TO miejsce.
    Poza tym wydobyłem z ulicy żelka. Spostrzeżenie naukowe: Żelki nie poddają się
    hibernacji. Po wykuciu żelka z litego lodu nadal był… hm, żelkowaty.
    Ostatnio miałem też niezłą zwałę. Zamknęli jeden z Brzeźnieńskich Burdeli.
    Miałem tam znajome, nawet gdy ta szacowna instytucja jeszcze działała i
    generowała przychody do budżetu jako salon odnowy biologicznej, to brałem
    czasem jedną, czy dwie laski do remontów jako pomocników. Może was to dziwi,
    ale cholery są wysokie, wysportowane i… 
    wytrzymałe. Nauczyły się przy okazji tego i owego. No i teraz Tamara,
    Finka i reszta radosnych degustatorek majonezu wylądowały na bruku. Nie złamało
    ich to w najmniejszym stopniu. Po dręczeniu mnie przez dwa dni telefonami i
    trzygodzinnym przewleczeniu przez Praktikera, dziewczyny założyły firmę
    remontową. Firma funkcjonuje czwarty tydzień i ma się dobrze. Wyobraźcie sobie
    sześć długonogich, długowłosych lasek w topach z przepastnymi dekoltami i w kusych
    pseudodzinach macha pędzlami na wysokościach i smaruje się namiętnie śliskim
    cekolem. Już nie wspomnę nawet o skręcaniu hydrauliki czy, o Mon Dieu,
    wyciskaniu sylikonu. Mają zlecanie za zleceniem, podobno zleceniodawcy potrafią
    postawić sobie w drzwiach krzesełko turystyczne i pijąc kawkę patrzeć jak
    dziewczyny się pocą.
    Ostatnie dwa dni malowałem w towarzystwie dwóch papużek falistych, które, za
    każdym razem gdy byłem w pobliżu, gwałtownie przysysały się do krat i
    wpatrywały się we mnie intensywnie, jakby chciały pożreć mi wątrobę. Ciapek
    zrobił prawo jazdy i jest teraz jeszcze bardziej niebezpieczny niż był, strach
    pomyśleć co się stanie jak uzbroi się w samochód. Marzana zaczepiło dwóch żuli
    jeden chwycił go za kołnierz. M spojrzał na niego, a gość puścił go cofnął się
    dwa kroki i powiedział niepewnie: Żartowałem psycholu. Zdaje się zobaczył w
    jego oczach to wyjące coś co M znalazł podczas samotnej wędrówki przez bezludne
    góry Bułgarii.

    - Boże naruszasz moją prywatność
    - Mam wszelkie pełnomocnictwa
    (Dziechciarz)

    *

    Przeciętny płatek śniegu
    spada z prędkością 1,7
    metra na sekundę

    O jejciu! Kolejny poranek, kiedy się nie chce. Też tak
    macie? Przynajmniej nie mam problemów ze wstawaniem, budzik mam daleko, a jest
    tak irytujący, że pofatygowałby się go wyłączyć nawet kontynent. W celu
    wyłączenia rozjazgotanej bestii muszę zrzucić z swego subtelnego ciałka
    wszystkie kołdry i koce i przemknąć na golasa przez przestrzeń pokoju o
    temperaturze ciekłego azotu. To trochę jak dekompresja, przejście z pełnego snu
    do pełnej trzeźwości w półtorej sekundy. Dramat zaczyna się dopiero później gdy
    trzeba zacząć coś robić, iść do pracy na przykład.
    Miasto za to zmienia się na moich oczach. Zrobiłem sobie ostatnio nocny kurs i
    dziwiłem się światu, potykając o nowe budynki, które wyrosły nagle spod ziemi,
    gdy nie patrzyłem. Treści nabiera idea ponownego połączenia Miasta, które w
    swoim czasie rozerwano na pół W-Zką, skazując na powolną śmierć w mękach jego
    południową część. Teraz budują nowe drogi, które odciągną większość ruchu, tak,
    że W-Zkę będą mogli zmniejszyć do dwóch pasów i wcisnąć w ramę z nowych
    budynków po obydwu stronach, wyburzą przy tym prawdopodobnie estakadę. Po
    plotkach, że dobudują do niej jeszcze trzy poziomy, to małe zaskoczenie. Mają
    też wyburzyć budynek LOTu. Dla niezorientowanych, to tak jakby Gronkowiec
    Walczący ogłosił, że zrówna z ziemią warszawską rotundę. To jedno z trzech,
    głównych miejsc spotkań w centrum. Niegdyś stał tam pomnik Cesarza Wilhelma na
    koniu i ludzie spotykali się „Pod ogonem”, potem system równości społecznej
    przetopił Wilusia na siatki ogrodowe i ustawił szkieletorowaty cud
    architektury, który chwieje się na wietrze do dziś. Większość mieszkańców,
    tych, którzy jeszcze wciąż postrzegają swoje otoczenie, sama z chęcią by go
    wyburzyła. Większość ma też cichą nadzieję na powrót w to miejsce bryły dawnego
    Danzinger Hof, który ponownie
    odtworzyłby symetryczną, secesyjną  ramkę
    dla Bramy Wyżynnej.
    A tak poza tym to byłem z przyszłą rodziną na rewii rosyjskiej. W
    konferansjerkę bawił się Kevin „Strażak” Aiston. Spod pięknych strojów epatował
    las żeber a włos łonowy powiewał w powietrzu, ale muszę przyznać, że bawiłem
    się całkiem nieźle. Na koniec, dziewczyny, po odtańczeniu kankana, zeskoczyły
    ze sceny i ucałowały staruszków z pierwszego rzędu. Potem jeden z tych dziadków
    sunął prze tłum niczym krążownik z wielkim karminowym całusem na czole. Pewnie
    zastanawiał się, czemu wszyscy się do niego tak serdecznie uśmiechają…

    Przychodzi naga baba na bal przebierańców
    cała pomalowana na biało. Koleś pyta:
    - A ty za co się przebrałaś?
    - Za dziurę w zębie.

    (CKM)

    *

    Nie wyglądasz jak babcia. Dlaczego
    masz takie wielkie zęby? Dlaczego
    w ogóle masz zęby?

    (Potem)

    Tuż przed świętami Dan otarł się o śmierć… karawan trącił
    go lusterkiem.
    Nowy rok przyniósł totalną zmianę pogody. Zerwał się silny, wiosenny wiatr.
    Glacjał skuwający dotąd pochyły daszek za moim oknem wycofał się dyskretnie i
    spadł w dół na ryj z cichym plaśnięciem. O świcie uświadomiliśmy sobie ze
    Szponiastą, że na zewnątrz w blachy bębni ulewa, a na parapecie mamy nasze
    ekskluzywne lody w kształcie butelki szampana. Akcja ratownicza odbywająca się
    nago, w półmroku i na lekkim kacu była tyleż widowiskowa co nieskoordynowana.
    To co nie zmieściło się w mojej mikro zamrażarce musieliśmy pożreć na wczesne
    śniadanie. Osobiście widziałem gorsze rozpoczęcia roku.
    Uwielbiam gdy sylwester odznacza się takim wyraźnym resetem. Okupujące miasto
    śnieżne bastiony zachwiały się i zapadły w sobie pod uderzeniem odwilży, ja zaś
    otrzymałem od Lenn nasutnik, który utrzymywał na niej jej iluzoryczny biustonosz,
    będę go nosił z dumą… w nowym notesie, jak kupię.
    O północy zbombardowaliśmy niebo, z pomocą arsenału przywleczonego przez
    Avatara. W furtce natrafiła na moich starszych ruszających w świat i moja matka
    orzekła, że Av ma piękne włosy.
    Obchody zakończyliśmy o trzeciej, kiedy to zepchnąłem ze schodów ostatnią
    osobę. W nowy rok wpadli do mnie za to znajomi rakietierzy, ze smakiem pożarli
    makowiec Pazurkowatej i uzupełnili mi zapas promili we krwi, po czym udali się
    w dalszą drogę by siać niepokój i zwątpienie w duszach ludzi dobrych i
    płacących miesięczne rachunki.
    W „Arteriach” wyszedł poemat Marzana, w którym faktycznie występuję. Co prawda
    w pewnym momencie pojawia się nieszczęsny dobór słów sugerujący, że tę biedną
    marzanową istotkę wywlokłem siłą do lasu, by porzucić pośród dzikiej, pełnej
    mamun i dziwożon kniei a nacieszywszy się jej bólem i przerażeniem, usiłowałem
    na koniec utopić w szambie, ale co tam, darowanemu aligatorowi nie patrzy się w
    siekacze, o ile jakiś ma.

    Gdy w kwietniu 1886 Dymitr Karakozow
    dokonał nieudanego zamachu na cara
    Aleksandra II, ten w pierwszym porywie
    wykrzyknął do pojmanego:
    - Ty Polak?
    - Nie
    - To za co?

    *


    • RSS