kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 2.2011

    Jaki sens ma bycie złym
    jeśli nikt nie próbuje cię
    powstrzymać?

    (Megamocny)

    Seba zgłosił protest co do
    poprzedniej notki. Twierdzi, że oni nie są przecież tak okrutni i nieludzcy by
    mielić kogoś śrubą dla czystej przyjemności ćwiartowania i obserwacji
    wirujących w krwawej pianie, jeszcze ruszających się szczątków, o nie. Statek
    to wielkie bydle i pomiędzy decyzją o włączeniu śruby a jej ruchem mija chwila,
    w której statek bulgocze, dzwoni, belumce i drży. Niedoszłe ofiary miały więc
    czas by się zorientować w sytuacji, a nawet by opłynąć łajbę ze trzy razy
    kraulem. Przecież nasi mili, współczujący, dostający świra przez długie, puste
    miesiące spędzone w zamknięciu na przerdzewiałej puszce marynarze nie mogliby
    postąpić tak niehumanitarnie wobec innej istoty ludzkiej. Nie to, że nie
    próbowali… W każdym razie odpalali tą śrubę na pewno niezwykle delikatnie, bo
    przecież nie byliby zdolni do skrzywdzenia innej, czującej istoty. Poza tym,
    jak twierdzi nasz bohater, skończył im się dynamit do ogłuszania delfinów.
    My zaś, na dalekiej północy, gdzie termometry o świcie pokazują -23 stopnie,
    bardzo współczujemy, biegającemu po pokładzie w robinsonkach i koszulce Sebie
    tych straszliwych dylematów i trzęsącymi rękami próbujemy wpasować sobie w
    paszczę szyjki butelek, tak by nie powybijać sobie zębów, ewentualnie nie
    przymarznąć do zawartości.
    Ostatnio wprowadziliśmy w życie Szponiastej trzy nowe elementy. Zakupiliśmy
    małpki wiśniówki w podejrzanym sklepie wielkości szafy, wydurdaliśmy je w
    krzakulcach, kikując czy nie nadciągają służby mundurowe a następnie poszliśmy
    na koncert. Rock Cafe nie jest duża, Anja Orthodox wiła się więc od nas
    praktycznie na odległość rzutu kuflem. Lady Pazurek pierwszy raz zeszła ze mną
    do tego podziemnego świata, gdzie wszyscy są mroczni, podkrążeni a faceci mają
    włosy dłuższe od niej. Bawiliśmy się świetnie. Było kameralnie, zespół miał
    więc interakcję z widownią jak przy świątecznym stole, oczywiście gdyby istoty
    mroku i niemalże nieumarli obchodzili coś tak trywialnego i pozbawionego aury
    mrocznych mocy jak święta. Tłum wyposzczonych samców obcinał też ciągle
    Pazurkowatą wzbudzając jej gorący entuzjazm. W ogóle robiła małą sensację z tą
    swoją jasną główką pośród czarnych niczym skrzydło kruka odrostów, z tym swoim
    motylkiem na szyi… No bo tam, nie była by sobą, gdyby nie zadała tak
    okrutnego ciosu światu zła i mrocznych emanacji. Co ktoś przechodził to
    wytrzeszczał oczy na tego motylka. Co prawda był czarny: szlachetny mrok
    wtłoczony w księżycowe srebro… ale… to jednak motylek. Żadnych kłów ani
    pazurów, no taki zwykły, z poczwarki.

    - Demonie! Masz jego krew na rękach
    i na Boginię, zniszczę cie!!!
    Śmierć zaśmiała się wesoło jak dziecko,
    któremu obiecano niespodziankę.

    (Nora Roberts)

    *

    Jedz, jedz kochanie, a ja w tym
    czasie sobie po cichutku pęknę.

    (My)

    Stać na szczycie walącej się Wieży Babel, gdy podłoga
    jeszcze powoli, zaczyna się przechylać, a na twarzy czujesz lekki powiew
    wiatru, który bierze dopiero wdech do ryku. Widzisz jak horyzont zmienia
    położenie a w dole, ocienione cielskiem molocha, kłębią się miliony, na które
    wkrótce spadnie siła twoich miażdżących argumentów. Upadasz, ale jak upadasz!
    Lecicie w dół ty i wieża a od waszego upadku zatrzęsie się świat. 
    Jak będę stary i brzydki… no dobra, stary to zdetonuję się na tonie trotylu
    na samym szczycie Góry Gradowej, a wszyscy mieszkańcy Miasta będą wspominać
    mnie długo i nie szczędząc szczerych epitetów, oczywiście dopóki nie wstawią z
    powrotem wszystkich okien i nie odnajdą ostatnich dachów. 
    Seba odezwał się, że obejrzał już wszystkie filmy, które mu zgraliśmy i że nas
    nienawidzi. Mają gdzieś tam mały przestój bo miejscowy element próbował im
    odkręcić śrubę i ster. Chłopaki jak na tolerancyjnych, życzliwych i
    współczujących obywateli dawnego kom- bloku przystało, nie rzucali niczym w
    delikwentów, ani nie wołali: A sio! Kysz! Czy coś w tym duchu. Mogliby przecież
    ich spłoszyć. Od razu odpalili silniki obserwując smugę kawitacji czy nie
    pokaże się jakaś czarna rączka czy nóżka. Tak się na to zapatrzyli, że chyba
    nikt nie patrzył przed dziób, a jak wiadomo niektórym wybitnym umysłom, po
    wprawieniu w ruch śruby statek porusza się do przodu. W tym wypadku też ruszył,
    a że byli akurat w korycie mulistej, afrykańskiej rzeki wydarzenia następowały
    z zastraszającą szybkością. Zanim któryś rechoczących z dzikiej radości
    kretynów się zorientował, statek był już przy brzegu, gdy zaczęło nim już
    solidnie trząść, ktoś wpadł na pomysł, że może warto byłoby skręcić. Jakimś
    cudem udało im się to, zachowali nawet pławność, za to gdy krypa się obracała
    oklepała śrubą dno z tym tam wszystkim co autochtoni uznali za słuszne zatopić
    akurat w tym miejscu. Seba przysięga, że widział przez chwilę rozcięty i
    podrzucony łopatką mały, czerwony samochód. Nastąpiła seria grzmotów i
    wstrząsów, i podobno teraz są holowani do jakiejś małej, prywatnej stoczni z
    uszkodzoną śrubą i obluzowanym wałem. Czy udało im się zmielić jakiegoś
    murzynka źródła milczą.

    Spojrzała jak Bambi – szepnął – Wiesz,
    że jestem bezradny jak patrzy jak Bambi.

    (Patterson)

    *

    Życie jest krótkie. Nigdy nie
    rezygnuj ze zrobienia czegoś
    co naprawdę chcesz zrobić,
    tylko dlatego, że boisz się
    zostać przyłapanym.

    (McDevitt)

    Nie chcę cię płoszyć. Tak możesz mi
    postawić, to nie tamto. Mogę pić ale nie będę się całować. Cóż za nagły i
    niespodziewany rozwój sytuacji, jak przejeżdżający ci nagle drogę samochód
    pełen rozśpiewanych kolesi, ciągnący bezgłowe ciało husky. W sumie nie chcę tu
    być. Robię to co chcę. Dopij. Wychodzę.
    Legenda głosi, że czasem w wietrzne noce, gdy chmury są nisko, można na 66,6 złapać
    stację tak rockową, że nawet impulsy w mózgu ruszają w drugą stronę chrapliwie
    szepcąc imię diabła.
    Przesuwam się przez mróz gdzieś między Radiem Maryja a Eską Nord, gdzieś
    pomiędzy Zaspą a Wrzeszczem. Przekraczam zamarznięty most i jest pusto.
    Wnikam w przedmieścia Babilonu Snu.
    Wszyscy uważamy, że wszyscy pozostali są głupsi. Jeśli tak nie uważamy,
    jesteśmy głupsi od nich wszystkich.
    Przypomniała mi się Aube w chaszczach na stoku Gradowej Góry. Miała wtedy
    pecha, teraz ma dwa koty. To był jeden z ostatnich momentów kiedy się czułem
    legendarny.

    Nie martw się, wszystko
    jedno co się stanie. Stanie
    się z nami wszystkimi.

    (McDevitt)

    *

    - Przywieźcie mi coś z Francji.
    - Dobrze.
    - Mi też, najlepiej Francuzkę…

    (Patterson)

    Na trasie Kolei Metropolitalnej wytną 12000 drzew. Na razie
    na całym Szlaku Zerwanych Mostów, czy też jak mawiają autochtoni – Trasie
    Waisera Dawidka grasują saperzy wykopując różne wybuchowe drobiażdżki i
    biegając z nimi z wrzaskiem pomiędzy posesjami (Jestem saperem, jeśli widzisz,
    że uciekam biegnij za mną). Muszę się przejść z aparatem po tym szlaku marzeń
    póki jest, może uda mi się uchwycić o świcie przemykające ponad ulicami duchy
    widmowych pociągów uwożących umarłych ku uchodzącej nocy.
    Ostatnio trochę u nas wiało, w robocie wiatr wyjmował mi wraz z fundamentami
    kosze na śmieci. Na własne oczy widziałem jak z pobliskiej budowy poderwało się
    z 70 metrów
    płotu i niczym ogromny metalowy nietoperz pomknęło z furkotem ulicą by owinąć
    się wokół samochodu przejeżdżającej akurat kobity. Trzeba było dwunastu chłopa
    by ją odwinąć z tego sreberka.
    Teraz za to zrobiło się lodowato, wiatr zamarł, skrystalizowały się chmury.
    Niebo jest czyste i niebieskie jak jajo czapli. Wszystko lśni srebrzyście
    stężałe w pół ruchu. Zamarznięty świat, jak w „Kociej kołysce” Vonneguta. Aż
    strach oddychać.
    W domu działy się ostatnio różne przykre rzeczy, ale w sumie czego można się
    spodziewać po rodzinie jak nie różnych przykrych rzeczy.
    Mam na dole ogromną stertę starej prawicowej prasy. Miałem to sprzedać, ale z
    braku czasu i internetu jakoś się za to nie wziąłem. Ostatnio zacząłem to
    czytać. Rany boskie! W jakie farmazony potrafią uwierzyć ludzie. Akurat
    trafiłem na okres tuż przed wstąpieniem do Unii, opis pruskich siepaczy, którzy
    urządzą sobie jadalną autopsję na naszej zdrowej narodowej tkance. Unijne
    harpie pośród burzowych chmur, fruwające z ochrypłym wrzaskiem ponad polskimi
    miastami i wyrywające z nas dusze, zamiłowanie do żurku i życie poczęte wprost
    z umęczonych łon matek polek, Rosjanie jeżdżący tam i z powrotem grubymi
    tankami i rozjeżdżający emerytów na skrzyżowaniach. Cudownie eksplorować wszechświaty
    urojone, w których żyje niedorozwinięta umysłowo i społecznie część naszego
    społeczeństwa. To zupełnie inny świat, w którym, w atmosferze permanentnego
    zagrożenia można poczuć się prawdziwym bohaterem bijąc kamerzystę TVNu. Gdy się
    tak zagłębiam w te obłoki pseudo narodowego oniryzmu, stwierdzam, że jednak
    inteligencja i samoświadomość to brzemię. W sumie fajnie byłoby być takim
    bezrozumnym, socjal- narodowo zaprogramowanym robotem z prawdami wypalonymi na
    spojówce. Bez potrzeby myślenia i refleksji, bez ponoszenia konsekwencji
    wszystko byłoby naprawdę proste i jasne.

    W zasadzie działam w dwóch
    trybach: Wrogim i bezczelnym.
    Można wybierać.

    (Patterson)

    *

    Rozgorączkowana młoda dama:
    - Gdzie są zeszyty z Edwardem?!!
    Meava Władczyni Empiku
    - Ale z jakim Edwardem? Nożycorękim?

    (Dedykowane wszystkim zainfekowanym zmierzchem)

    Zdaje sobie sprawę jak niewielu ludzi się ze mną zgodzi, ale
    „Skyline” jest zadżebisty. Byłby genialny, gdyby skończył się o 5 minut
    wcześniej niż się kończy, ale poza tym – Czad. Gdy wracałem do domu zerkałem z
    lekka niespokojnie w porwane wiatrem, bezdenne niebo, a potem nie spałem pół
    nocy myśląc, poparzony smutkiem. Do tego jeszcze akurat troszkę u nas wiało i
    przelatujące pomiędzy domami przedmioty odpalały czujkę u sąsiadów, tak że moje
    okno co chwilę zalewało jasne światło… kto oglądał ten zapewne skuma jakie to
    może zrobić wrażenie na człowieku brnącym przez półsenne pola smoły.  
    Z reguły gdy w filmie obcy są rzeczywiście inteligentni i wrodzy to film jest
    niskobudżetowy. Superprodukcje obfitują we wszechpotężnych idiotów, których
    pacyfikuje wirus opryszczki albo dwóch kretynów z laptopem. Obcy sieją wszędzie
    promieniami śmierci, a ludzie biegają wkoło i mają czas na tkliwe przemówienia
    i czułe deklaracje, w „Skyline” nie. Tutaj obcy mają plan i środki. Nie
    dysponują odpowiadającą naszej technologii, mają za to bronie, które nawzajem
    się uzupełniają, oraz modus operandi. Są sukcesywni, cierpliwi i skrupulatni
    odrobili lekcje i z góry przygotowali się na wszystko co moglibyśmy dla nich
    przygotować. Nie są wszechpotężni, są niepowstrzymani.
    Myślałem sobie, że to jeden z tych filmów, które naprawdę bardzo bym chciał
    mieć, choćby po to by móc sobie puszczać niektóre sceny, no i w dzień urodzin
    dostałem go w prezencie od wszechświata, Boga, Bogini czy po prostu od kogoś
    tam wysoko, kto mnie lubi. Leżał sobie jakby nigdy nic na kontenerze w pracy i
    czekał.
    Muszę przyznać, że po samym seansie byłem mocno zgnębiony i potrzebowałem
    doraźnie jakiegoś zastrzyku przywracającego mi wiarę w wszechmoc armii
    amerykańskiej, na szczęście w TV leciał akurat „Helikopter w ogniu” i mogłem
    krzepić serce widokiem rangersów krzewiących za pomocą broni automatycznej
    pokój i demokrację wśród stad bezrozumnych bambusów.
    A wczoraj na urodzinach w Herbaciarni dostałem dysk zewnętrzny 640 giga…
    wiecie ile tam wejdzie pornoli? Oceany, będę mógł pławić się powoli machając
    płetwami pośród tych wszystkich sprężystych lolit i spoconych weteranek, w raju
    wyprężonych penisów i stratosferycznych ejakulacji. Wejdę w ten ciepły matrix i
    już nigdy nie wrócę. A potem tylko ktoś odnajdzie moje wyschnięte ciało, jak
    Lenina w Komosutrze.

    Co do diabła mam spakować?
    To moja pierwsza apokalipsa.

    (Nora Roberts)

    *

    Jeśli w poprzednim życiu nie
    był sierżantem to rozminął się
    ze swoją karmą.

    (Nora Roberts)

    Słyszeliście o tym jak za komuny sprzedawaliśmy Krówki do
    Indii? Tradycyjnie nikt nie poświęcił chwili na zastanowienie i wysłali je tak
    jak pakują u nas, w papierki z namalowaną krówką. Refleksja przyszła dopiero na
    redzie portu, gdy już właściwie było widać święte krowy snujące się po ulicach.
    15 000 ton krówek poszło wtedy za burtę.
    W sobotę obchodziliśmy domowo moje urodziny. Starszy przyrządził roztwór z
    różowego wina, z różowym szampanem i plasterkami hiszpańskich pomarańczy, które
    można jeść ze skórką. Nie było tego dużo, biorąc nawet te parę poprzedzających
    to setek, ale i tak wszyscy chodzili po sufitach. W tym roku nie otrzymałem
    tradycyjnych koli i czipsów, dostałem trzy siaty różności, w tym koszulę z
    kapturem. Jak będę chciał napaść na bank i maksymalnie niewyglądać jak ja to ją
    ubiorę. Przez pół nocy oglądaliśmy z Pazurzastą „Kości”, doszliśmy do tego
    odcinka, gdy głowni bohaterowie obnażają wreszcie przed sobą dusze. Odcinek był
    cokolwiek dołujący, Szponiata miauczała mi jeszcze z rozpaczą na drugi dzień.
    Ja dałem Lenn czapkę uszatkę i prysnąłem kanarom, uznałem więc dzień za udany.
    Dzwoniła jedna z dziewczyn, z pamiętnego ogniska i pytała czy spaliśmy ze sobą,
    bo spóźnia się jej okres. Spytałem, jakiej po czymś takim właściwie odpowiedzi
    oczekuje? Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym, że odmawiam dalszych
    odpowiedzi bez badań genetycznych.
    Po południu idziemy na „Skylines” podobno zrobiło go dwóch pasjonatów kina, w
    garażu, za wyżebrane 10 milionów dolców. Krytycy mają zagwozdkę bo nie wiedzą
    czy to żart, paszkwil, czy to tak na serio. Słyszałem już porównania z „9
    planem z kosmosu” Ed Wooda. Już nie mogę się doczekać.
    Jest poniedziałek i muszę iść do pracy, ale nie mogę. Muszę przecież jeszcze
    pospać, oddać krew, wejść na Mount Everest, skoczyć na spadochronie czołgiem.
    Muszę rozwiązać problem światowego głodu i wynaleźć lekarstwo na raka. Muszę
    być pierwszym człowiekiem na Marsie i znowu uratować ludzkość. W świetle tego
    jasno wynika, że nie mogę, po prostu nie mogę iść dzisiaj do pracy. A wy?

    - Będziemy pędzić was jak bydło,
    ujeżdżać jak konie, łapać jak szczury.
    Wasza moc jest żałosna i słaba, a gdy
    z wami skończymy zatańczymy na
    waszych kościach.
    - To dlaczego się boisz?

    (Nora Roberts)

    *

    Lista zakupów dana Szponiastej:
    - Groszek w puszcze
    - Ice Tea
    - Czipsy
    - Przegryzki
    - I kola! Och tak, kola!!! I wcale
    nie jestem uzależniony…

    Pazurek – Hi hi hi, jesteś słodki.
    Ja – Tak. Jak kola…

    Mam wciąż jeszcze pod skrzydłami
    falę nośną wczorajszej nocy. Wczoraj przesuwając lodowce w pracy uświadomiłem
    sobie, że cała ta sprawa jest jak wyjęta ze starych legend. Wędrowiec idący
    przez noc lasem zauważa blask ognia, słyszy śmiech i śpiewy. Wychodzi na polanę,
    a tam wokół ognia ucztuje dziki i niesforny Stary Lód. Elfy, wróżki czy co tam
    jeszcze, zapraszają wędrowca by bawił się z nimi. Je, pije, śpiewa i przeżywa
    najdziwniejsze przygody, a gdy budzi się rano okazuje się, że minęło 100 lat…

    Miło choć przez chwilę być postrzeganym jakim się jest, a nie jakim się było
    lata temu. To orzeźwiające. Przyjemnie, gdy ktoś naprawdę słucha twoich
    opowieści. Wspaniale być pożądanym.
    Dziś w końcu spałem, po dwóch zarwanych nocach, w pierwszą pracowałem, w drugą
    nie mogłem zasnąć i w efekcie przeżyłem coś niezwykłego, „Nie zamykaj swych
    oczu, nie zamykaj, to dzieje się życie”. Przez cały dzień niosły mnie
    substancje chemiczne ukryte w winie. Dopiero wieczorem, zatrzymałem się nad
    krawędzią łóżka i zgasłem jak świeczka, „Jestem liściem na wietrze! Patrz jak
    szybuję!”
    Przy ogniu przeczytałem im fragment z romansidła fantasy Nory Roberts, coś jak:
    Hoyt złapał ją za rękę, wstał i przyciągnął do siebie. Dotknął ustami jej warg
    z niewyobrażalną czułością… A jaka to jest niewyobrażalna czułość – spytałem
    chrapliwie. Na moment zapanował pełna namysłu cisza, aż w końcu ktoś
    powiedział: Niewyobrażalna…
    Dziś znów bolą mnie naderwane boki, układ pokarmowy, hałaśliwie przyswaja sobie
    spaghetti a ja za chwilę wychodzę do pracy. Będę szedł tam przez las na granicy
    światów, ale dziś będzie tam pusto i cicho, nic oprócz resztek śniegu i miliona
    kapsli. Czary odeszły wraz z nocą.
    Zapomniałem już jak to przyciąga, gdy chce się odejść w noc wraz z czarami i
    już nie wracać. Zrobić krok poza krawędź rzeczywistości, wyjść poza krąg
    światła i rozpuścić się w mrocznych i wspaniałych lasach swego serca.

    - To mój sen
    - Niech i tak będzie. Zobaczmy
    czy możemy jakoś pomóc ci go
    przeżyć.

    (Nora Roberts)

    *

    - Opowiem wam historię o odwadze
    i tchórzostwie, o krwi, śmierci i życiu,
    o miłości i stracie…
    - Czy są w niej potwory – Zapytała jedna
    z młodszych dziewczynek, a jej niebie-
    skie oczy rozbłysły.
    - Potwory są wszędzie- odparł starzec.

    (Nora Roberts)

    Suka, jednorazowa dziwka i dresiara o żałosnym guście, i ta
    przechodzona hetera wciąż nie rozumie, że nie potrzebuje żadnych antagonistów,
    sama sprawia, że każdy kto ma z nią styczność prędzej czy później zaczyna się
    nią brzydzić. Jak to powiedział Garfield „W życiu nie tyle przerażają mnie jego
    doliny, co dołki”.
    Zupełnym przypadkiem trafiłem na jakieś ognisko, gdzieś w lasach za WhiteTown.
    Załapałem się na kiełbaski, gorącą Sangrie i śpiewy na zimnie do ostatecznego
    zdrapania gardła. Rano mówiłem jak Lord Vader, co wzbudzało wokół pewną dozę
    szacunku. Zawsze chciałem mieć taki przepity głos, kobiety uwielbiają te
    niskie, wibrujące oktawy tuż przy uchu. Zastanawiało mnie ile etylenu musiałbym
    zaabsorbować by taką chrypkę sobie wyrobić. Ukoronowaniem wieczoru były cztery
    propozycje udania się w bardziej intymne miejsce, od paru dobrze bawiących się
    dam. To chyba te włosy, zawsze gdy pozwalam im rosnąć dzieją się zabawne
    rzeczy.
    Pod koniec moje wspomnienia tracą nieco na ostrości. Ktoś podwiózł mnie do domu
    Quadem… mógł być to też naprawdę mały samochód. W każdym razie było nas na
    nim ze 4 osoby a z tyłu jechał drugi taki. Jeździliśmy po Brzeźnie poszukując
    mojej ulicy… a Brzeźno jakoś dziwnie wyglądało tej nocy… Powstaje pytanie,
    co też do cholery pływało w tej Sangrii, skoro wydawało nam się, że ulice się
    zapętlają, a na końcu jednej z nich widać Wieżę Eiffla.
    Ostatecznie pchaliśmy pojazdy. Coś tam było, że w pewnej chwili nie mogliśmy
    jednego ruszyć, po długiej i wnikliwej debacie na środku ulicy, uznaliśmy, że
    to na pewno wielki, drapieżny tasiemiec z piekła (Armed Tasiemiec From Hell),
    przebił się przez asfalt i przyssał się do podwozia. Potem baliśmy się zajrzeć
    pod spód. Potem wycofaliśmy wehikuł od krawężnika, na którym utknął. Następnie
    ktoś pił u mnie wodę z kranu i sądząc po śladach zagryzał mydłem. Mogło być ich
    więcej niż jeden. Zbudziłem się w skórze i glanach na dolnej kanapie, zamrożony
    z lekka i z bolesnym odciskiem czyjegoś telefonu na żebrach. Spałem na nim całą
    noc, a o świcie, wcisnąłem w wyszukiwarce „Dom” i usłyszałem w słuchawce równie
    zdarty jak mój głos pytający: Coooo jheeest? Thooo Jaaaa – wycharczałem.

    Postaw mnie sukinsynu,
    albo zmienię to miejsce w
    księżycowy krater.

    (Nora Roberts)

    *

    Śniły mu się latające kobiety
    w sukienkach ze światła

    (Cunnington)

    Dochodzi już północ i powinienem
    iść spać, ale nie chcę, bo za granicą snu jest już kolejny dzień i praca, i
    odpowiedzialność, i samotność implodująca w samym środku mojego postrzępionego
    serca. Potwory nie powinny pracować. Potwory nie powinny odpoczywać ani myśleć
    o przyszłości. Nie powinny mieć serc. Nie powinny żyć tak długo. Nie taka jest
    przecież konstrukcja potworów. Potwory powinny czerpać z życia garściami i dawać
    zajęcie bohaterom. 
    Fizyka rozwija się w takim kierunku, że realizm staje się trudny do obronienia.
    Pełne spektrum od radości do upadku. Wiara w lepsze jutro to plucie w oko
    losowi, naiwne przeświadczenie, że cokolwiek jest przewidywalne, że ziemia pod
    nogami jest stała i niewzruszona, że da się posadzić Tupolewa we mgle na zbyt
    krótkim pasie startowym. Równie dobrze, jak to pisał Prattchet, można wspiąć
    się w pełnej zbroi, w czasie burzy na najwyższy szczyt w okolicy i krzyczeć:
    Wszyscy bogowie to bękarty! Jak mówi księga: Chcesz rozśmieszyć Boga? Zaplanuj
    coś. Panie Boże, stwórco mój i dręczycielu, mam nadzieję, że zdajesz sobie
    sprawę, że to było równie subtelne jak bomba atomowa wpadająca do kolektora
    miejskiej oczyszczalni ścieków?
    Troszeczku to dołujące, do tego jeszcze zeszły tydzień przewalił się po mnie
    morderczym maratonem, na którego końcu pojawił się mój szef sugerując, że przez
    całe dnie leżę tak sobie i opalam się w mdłym świetle gwiazd. Tak mnie punktowo
    podkurwił, że przez moment myślałem, że mu cisnę tę robotę w twarz i pójdę w
    świat dziki i wolny. Koleś poczłapał sobie dalej, by opierdolić Balbinę,
    zupełnie nieświadom, że o mało nie skończył z kijem od szczotki wpasowanym
    czule w układ pokarmowy od trzonowców aż po odbyt. Wieczorem tego dnia udałem
    się w ciemność by szukać zwady i kogoś pobić, ewentualnie dać pobić siebie, ale
    jak na złość nie znalazł się żaden chętny. Nawet gdy wpakowałem się do Na Rogu
    i od drzwi wrzasnąłem, że Kaczor to gównojad pochowany z generalską nogą.
    Wszyscy potwierdzili z entuzjazmem, a ja pozostałem niedopieszczony.
    Spotykania ze zbyt dużą grupą starych znajomych kończą się zwykle strzelaniem
    do celu, a cel ze mnie wielki, kontrastowy i dorodny. Myślę, że jestem z nimi
    zbyt długo. 
    Pazurzasta ma okres i sesję. Jestem zbyt świadomy siebie by się zabić.
    Mój Starszy wylądował w Wawie Przeklętej, jedzie tu i będzie przez tydzień w
    Mieście Miast. Odczuwam gwałtowną chęć pozostawienia telefonu i migracji do
    bunkrów w parku. Mógłbym tam posiedzieć słuchając wiatru, i udając, że na
    zewnątrz ludzkość wyginęła.

    Na górze niezmiernie czujna
    medyczna
    jednostka monitorująca dostrzegła płyn
    sączący się z kanalików łzowych
    pozbawionej ciała głowy, i zadumała się.

    (Banks)

    *


    • RSS