kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 3.2011

    Nie kop owada

    (Dan do Lenn)

    No i tak, opalamy się na różowo pod
    radioaktywnym słoneczkiem. W setce łon dorastają do wyjścia nowi X-mani. Morza
    zbierają sobie cez. Dan się śmieje, że to nic, najwyżej troszkę zmutują łososie
    i zaczną łowić niedźwiedzie, więc jeśli zobaczycie łososia tłukącego
    niedźwiedziem o przybrzeżne kamulce, albo niosącego misia w paszczy to się nie
    przejmujcie. Wszystko będzie dobrze dopóki nie zmutuje rzeżączka i to
    paskudztwo, które wywołuje opryszczkę.
    A kiedyś się śpiewało do gitary: A na półkach zamiast szynki, tylko pyłu są
    drobinki. Zetor, Zetor ruski traktor, wypieprzyło im reaktor… Ostatnio jakaś
    starsza kobita urządzała wokół mnie fukuszimski taniec paniczny. Ja jej na to:
    Pani, gdy czterysta kilo stąd walnął Czarnobyl ja i moi koledzy biegaliśmy
    sobie radośnie pod błękitnym słoneczkiem, pośród kłębów radioaktywnych chmur,
    więc co się będę przejmował japońską elektrownią, która dymi 9000 kilometrów
    stąd. 
    Kaczyński zrzekł się immunitetu… przed wyborami… Ten koleś naprawdę nie
    dysponuje instynktem samozachowawczym, przecież to oczywiste, że całe mnóstwo
    jego oponentów i ofiar, uśmiecha się właśnie jak krokodyle. Cholera, sam tak
    się uśmiecham. Przy odrobinie szczęścia ober prezes obejrzy sobie głosowanie
    zza krat.
    Amerykańscy naukowcy odkryli, że u ludzi, którzy uprawiają sex nieregularnie
    rośnie prawdopodobieństwo zawału. Więc kochanie, jeśli to czytasz…
    A poza tym dowiedziałem się, że jak będę bierzmowany to będę musiał sobie
    wybrać drugie imię. Od razu dostałem oczywiście wycieku pomysłów: Honoriusz,
    Apostazjusz, Anatemiasz, Lucyferiasz, Belzebubian, orientujecie się może czy
    był może Święty Ford Shelby? Jeśli macie własne propozycję to dawajcie, może
    uszczęśliwią Szponiastą bardziej niż moje. W każdym razie jest i wąż w tym
    raju, trzydziestometrowa, wyskakująca z kibla anakonda, będzie namaszczał mnie
    biskup… O miękka Hekate i wszyscy aniołowie, Głódź będzie mnie dotykał! Może
    owinę się w jakąś folię albo co…

    Istota, która jest odporna na
    uszkodzenia nie musi być
    silna

    (Kości)

    *

    A cześć, właśnie sparaliżowałam
    mojego chłopaka, a co u was?

    (Lady Pazurek)

    Na czas ruchu obrotowego Ziemi wpływa śnieg czy liście na
    drzewach. Latem czas płynie wolniej choć szybciej płyną myśli. Tymczasem ponad
    krajem szybują biedronki i pożerają polityków. Kaczyński jak ostatni debil
    przepłacił o dwie dychy za zakupy. Ja odnalazłem wymordowany las, spod którego
    pierzynki wyrwano wprost w światło dnia starodawne moczary, a wszystko to dla
    dwóch nowiuteńkich słupów energetycznych. Mam ochotę wysadzić skurwysynów. Ale
    nie, jest dobrze, jest pięknie, chodzę teraz bez przerwy głodny i wkurwiony.
    Przez cztery dni walczyłem w obłokach pyłu z maszynami, gdzieś w zapoconych
    wnętrznościach ziemi, ziemia mści się chłodem, jak napisał jakiś nieważny
    poeta. Wszyscy poeci są nieważnie. Są. Nikt ich nie zna, nikt ich nie czyta.
    Wszyscy ich lekceważą i kojarzą z rymowaniem. Poeta w czasach dobrobytu to
    nadgniły anachronizm, tak nieadekwatny jak list pachnący płatkami róż w czasach
    Facebooka.
    Dan znów prawił farmazony o płacy maksymalnej dla wszystkich, zupełnie nie
    kumając, że zamordowałoby to większość tego, co tworzy z nas ludzi i obywateli,
    choć z drugiej strony „Gdy człowiek zapomina, że jest zwierzęciem zaczyna
    przegrywać”. Zgadzam się z nim jednak, że nastającym pokoleniom brakuje
    jakiegoś istotnego elementu, jakiejś podstawy, wyczucia właściwości. Potniesz
    inaczej bułkę a oni się dziwią, że tak można i tracą w obliczu takiego
    zaburzenia poczucie komfortu. Niby są elastyczni i potrafią się dostosować, ale
    tylko do chwili gdy zmiany mieszczą się w pewnych granicach pojmowanej przez
    nich realności. Szliśmy ostatnio z Szrapnelem drogą na bagna, ominęło nas
    trzech nabuzowanych, łysawych byczków. Burknęli, my odburknęliśmy. No to
    zawrócili za nami i wyraźnie prą na zderzenia. Spojrzeliśmy po sobie,
    rozejrzeliśmy się po ziemi, po czym nazbieraliśmy kamieni i zaczęliśmy w nich
    rzucać… a ci się zatrzymali i stoją z szokiem w oczach. Nie do pojęcia,
    naprawdę nie wiedzieli co robić. Gdybyśmy się naprawdę przyłożyli do celowania,
    to moglibyśmy położyć ich tam trupem na miejscu, zanim w końcu zdecydowali się
    na odwrót. 
    Jutro ma nadciągnąć nad nas radioaktywna chmura z Japonii. Zakładam, że kombinacja
    zupek chińskich i zamiłowania do tanich substancji zawierających alkaloidy
    pozwoli mi jeszcze zatańczyć na waszych grobach. Karwatwa, ależ ja potrzebę
    jakiegoś kataklizmu!

    Pesymista to optymista, tylko
    lepiej poinformowany. On wie,
    że życie stoi przed nim otworem,
    tyle, że wie co to za otwór.

    (RMF Max)

    *

    Zawsze poruszaj się szybko
    nigdy nie wiesz co cię dogania

    (Pratchett)

    Przez pół nocy podążałem z Rolandem przez napromieniowane
    przestrzenie czwartego tomu, ku podnóżu Czarnej Wieży. W tle dudniła transowa
    muzyka, zza okna dobiegał śmiech potworów. Nad ranem wyszedłem poszukać resztek
    księżycowego światła. Ulicami parskając sunęły jeże. W parku czaił się duch
    mojego dziadka, a piach plaży był miękki i zimny niczym alabaster skóry
    wampirzej kochanki. 
    Dziś pogoda rozkwitła słońcem, a ja zabieram towarzyszy na wycieczkę po
    podszewce Miasta. Nadal nie wiem, czy wszystkie wybrane drogi są drożne, ale w
    końcu gubienie się i znajdywanie to najlepsza część zabawy.
    Gdzieś tam daleko, z rykiem turbin, Europa ciągnie na wojnę. Pierwszy raz w
    historii wspólnie idziemy porządkować świat. Amerykanie muszą czuć się lekko
    skonfundowani. Z drugiej strony ruszyliśmy za późno o całe tygodnie a całością
    dowodzą Francuzi…
    Marzan wraz z poetami powędrował na krucjatę przeciwko Agorze. W sumie mógłbym
    powlec się za nimi. Może Wyborcza wypłaciłaby mi kasę za użycie bez pozwolenia
    wiersza o falowcu. Nie to żebym był jakoś specjalnie zły, ale przydałoby się
    trochę kasy na ślub.
    Na razie składając priony agresji na ołtarzu przemocy sprofanowałem trzech
    studentów, którzy używali w stosunku do mnie karygodnych epitetów i machali mi
    rękami przed twarzą. Epitety w sumie spłynęły jak rzadki kał po mojej
    łuskowatej skórze, ale te ręce… to jak pluskać palcami o powierzchnię wody w
    akwarium z piętnastokilową, plejstoceńską piranią.
    Borys chyba poprztykał się ze ślubną i stał mi w nocy pod furtką, ale obecnie
    jestem na niego z lekka zirytowany po tym co mi zrobił za pomocą jakiegoś
    potwornego, różowego destylatu, cisnąłem więc w niego jeżem, i to wcale nie
    jest żart. To tylko moja babka dziwiła się skąd jej psica wzięła takie brunatne
    piłki do zabawy.

    Prawdziwi mężczyźni są tam,
    gdzie przegnały ich kobiety.

    *

    - Ale z ciebie zdzira!
    - To druidyzm kochany, moi
    ziomkowie każdej jesieni palą
    dziewicę, ostrożności nigdy
    za wiele

    (Moore)

    Jestem tragicznie niedospany, na zewnątrz w ciśnieniowych koszmarach
    kłębi się marzec, a, i muszę iść do pracy. Przez wysuszone ugory mej percepcji
    suną różowe, puchate czołgi w poszukiwaniu czegoś co dałoby ulgę zniszczenia.
    Marcowy księżyc przybiera na gwieździstym niebie tak, że mam ochotę wybiec na
    zewnątrz, wywyć do stratosfery dogłębne tęsknoty i porastać sierścią. To już
    najwyraźniej przeklęta wiosna, bo podobają mi się wszystkie kobiety.
    We wtorek oglądaliśmy coś co nazywa się „Zombie SS”. Nadgniły Wermacht gania po
    górach za młodzieżą w celu uzyskania bliżej nieokreślonych korzyści majątkowych
    i dokonując rzeczy niemożliwych z anatomicznego punktu widzenia. Najbardziej
    przerażający w nim był język norweski. Gdyby ktoś tak do mnie zagulgotał w
    ciemności, to pewnie padłbym na zawał z wylewem przekonany, że obcuję co
    najmniej z Cthulu. Najbardziej wzruszający był koleś, który wyciągnął ze
    skutera śnieżnego półtorametrowy karabin maszynowy, a na pytanie skąd go ma
    odpowiedział: Miałem przeczucie.
    Wczoraj za to przeczytałem Dwa tysiące osiemset coś kroków Pilipiuka i „Błazna”
    Moora. Razem coś ze 900 stron. W międzyczasie byłem w pracy, na zakupach,
    umyłem w wannie blisko osiemdziesięcioletnią babkę, żułem bez pośpiechu i
    szwendałem się bez sensu. Przegadałem też godzinę przez telefon z
    najwspanialszą kobietą świata skutkiem czego w piątek sfotografujemy świat z
    góry, a w niedzielę idziemy stadem na dziwną wycieczkę po miejscach gdzie
    zimują żądze. Nadal nie ustaliliśmy kiedy pójdziemy patrzeć jak płonie Lost
    Angeles.
    W niedzielę nadejdzie też ostateczny kres mojej zimowej sierści, tak żebym
    przywitał wiosnę z głową o dwa kilo lżejszą. Zawsze zastanawiałem się czy nie
    powinienem kolekcjonować tych moich włosów w jakimś silosie i topić w nich
    wrogów. Powolna śmierć przez wypełnienie moją zrogowaciałą tkanką, czyż może
    być godniej i sprawiedliwiej?

    …ale widmo już znikło, a ja stałem
    w lesie z Wackiem w ręce i gadałem
    do drzewa.

    (Moore)

    *

    Podobno Titanic zatonął pod
    ciężarem podróżników w czasie,
    którzy chcieli zobaczyć jego
    zatonięcie

    (Void)

    3szklaneczki pochłaniała jakieś czekoladki, które dał jej
    obecny amant, strasznie się nimi zachwycała aż do chwili, gdy nas poczęstowała
    i Borys stwierdził, że wyglądają jak murzyńskie napletki… I nagle wszyscy
    przestaliśmy żuć. Jak to melorecytował Linda: Już NIGDY czekoladki nie będą tak
    smakować.
    Robi się ciepło. Nieodwołalnie nadchodzi chwila wygaszenia kominka „Na rogu”.
    Noc wycofuje się na północ a wraz z nią znużone lodowe smoki. Krzychu pogrzebał
    mi trochę przy internecie i teraz sieć pojawia mi się czasem jak duch.
    Doradził, żebym wystawiał antenę za okno na listewce. Już widzę niewymowne
    szczęście na twarzy mojego ojca, gdy po powrocie zobaczyłby taka sterczącą
    nibynóżkę z burty jego bezcennej posesji.
    Szponiasta nie mogła spać po „Sali samobójców”, bo film oscyluje zbyt blisko
    granicy rzeczywistości. Mała dalej rzeźbi swoją magisterkę o średniowiecznych
    kluczach i posuwam się ostatnio nieco bocznym torem. Mali Chińczycy odkupili od
    Seby całą zszarganą, przetłuszczoną i przesiąkniętą różnymi ustrojowymi
    potwornościami kolekcję „One to lubią”. Nabijamy się, że teraz będzie musiał
    oszczędnie gospodarować zapasem bananów z ładowni, bo ich nieco podgrzane w
    mikrofali skórki będą na wagę złota.

    Nasi wrogowie nigdy nie są
    bardziej podli, niż wtedy gdy
    mają rację.

    *

    Wkraczam wprost z wiatru do
    Empiku. Lenn na widok moich
    włosów: Wyglądasz ja Król Lew

    Chyba mamy już wiosnę bo w TV
    zaczęli reklamować płyny do szyb. W Lidlu za to ósmego, można było kupić
    tulipany za 6,66, podoba mi się ich przewrotny humor.
    Wczoraj w drodze na Niedźwiednik wpadłem na Cmentarną Bramę do Stasia Zwanego
    Czesiem. W przydrożnym sklepie zaopatrzyłem się w kilka blaszanych zasobników
    płynnego szczęścia i gdy Zwany zakończył straszne a absorbujące czynności
    zawodowe, udaliśmy się w górę, by na zalesionym stoku ponad miejscowym
    kościołem – potworem spożyć je w intencji odchodzącego śniegu (Oby zdechł i nie
    wracał). Słoneczko przygrzewało, gdzieś daleko w dole połyskiwała roztopowa
    wilgoć, las szumiał i pachniał a my porykiwaliśmy ze śmiechu wprawiając w
    drżenie igły i płosząc małe, puchate zwierzątka klasy Dzik.
    Po straszliwej aferze z kradzieżą roweru Hitlera, wyleciał ten wiecznie
    przerażony, łysy ochroniarz. W jego miejscu wylądował człowiek prosty i
    dobitny, jak to się wyraził Stasio, niczym konstrukcja cepa bojowego. I tak
    pewnego dnia Stasiu wchodzi do akwarium, a tu odwraca się w jego kierunku
    prosty człowiek i mówi: Na naszej Akademii Medycznej krzyżują ludzi ze
    świniami… S zamarł a następnie udał się pod ziemię by przeanalizować tę
    niezwykłą informację i ewentualnie pogodzić się z rychłym nadejściem Ludzi -
    Świń. Potem przeczytał w Gazecie, że zamierzają u nas lekko zmutować świnie,
    tak żeby można było w nich hodować ludzkie organy. Gdy później dotarł do domu,
    usiadł na krześle, spojrzał na swoją żonę lekarkę i mówi: Kochanie nie wiem czy
    wiesz ale na naszej Akademii będą krzyżować ludzi ze świniami…
    Mój El Duce kupił zamiatarkę, dziś mam ją testować na parkingach jakiegoś
    ostatecznego zadupia. Zastanawialiśmy się z Danem czy będzie elektryczna i do
    sprzątania kilometrów parkingów oprócz operatora będzie potrzebowała
    „kablowego”, który okiełzna to multiwersum spłatanej izolacji, a może z baterią
    i będzie zdychała po godzinie pracy by ładować się trzy, czy też będzie
    spalinowa, co zaowocuje dwoma zaczadzonymi trupami spoczywającymi pośrodku hali
    garażowej. Szef rozmowę jednak zaczął od tego, że elektryczne zamiatarki
    kosztują z 10 tys. Coś mnie już wtedy tknęło. Na moje pytania uściślające otrzymałem
    odpowiedź, że jest jak odkurzacze „Kasia”. Mam takie przerażające wrażenie,
    takie okropne uczucie, że to ważące 25 kilo cholerstwo będzie wykorzystywało
    jako napęd i paliwo nasze nieszczęsne osoby i jedyna korzyść będzie taka, że
    nie będę za każdym razem wynosił z hali kilograma pyłu w płucach.
    Poszliśmy na „Salę Samobójców”, i żyjemy. To jeden z tych filmów, z którym gdy
    ludzie wychodzą są bardzo milczący. Nie potrafię powiedzieć czy mi się podobał
    bo zostawił we mnie wszystkiego po trochu. Faktem jest, że wywołuje zmarszczki
    na mózgu i nie pozwala minąć się obojętnie.

    Szponiasta romansuje w sieci:
    Indyjczyk – Dziś poruszymy ważne
    kwestie kulinarne – Jesz wołowinę?
    Szponiasta z lekka niepewnie – Tak
    Ind – I jak smakuje???

    *

    - O do licha! Udało nam się przelecieć!
    - Nie wiem co mnie bardziej przeraża,
    twoje zaskoczenie czy fakt, że płoniemy

    (Armada)

    Pomogłem jakiejś fajnej laseczce z wózkiem i zakupami w
    tramwaju. Szliśmy potem kawałek w tym samym kierunku a na pożegnanie dostałem
    od niej wizytówkę Night Clubu „Amor” z odręcznie napisanym imieniem „Ada”. A
    więc chłopaki jeśli byt wam doskwiera a plemniki reagują niepokojem i ruchami
    Browna na osiemdziesięcioletnią, bezzębną teściową kolegi, to wiecie co robić,
    jazda do tramwajów wynosić kobietom wózki. Tylko upewnijcie się najpierw czy
    hipotetyczna matka udziela wam uprzednio zgody na ten desperacki czyn, bo
    możecie poczuć pod żebrami stalowe wąsy paralizatora i 10 000 volt. Choć przyznaję,
    że w zatłoczonym tramwaju, gdzie wszyscy stykają się ciałami może mieć to
    własności edukacyjne (Czy pan Zenek na końcu wagonu też się zatrzęsie), tudzież
    rozrywkowe.
    A tak poza tym szef zostawił mnie bez kasy na dzień kobiet. To coś
    porównywalnego z tym momentem w Resident Evil, gdy idziesz podziemiami pełnymi
    żarłocznych nieumarłych i nagle gaśnie ci latarka. Jak spytasz, to żadna
    kobieta nie obchodzi i nie chce tych żałosnych, poniżających kwiatów, ale
    spróbuj nie dać. Nagle znajdujesz się w sytuacji, gdy nic nie widać, nic nie
    słychać, ale masz wrażenie, że coś złowrogiego porusza się w ciemności za
    plecami… i mlaszcze.
    Ostatnio nachodzi mnie coraz częściej myśl by zastosować zasadę: „Jaka płaca
    taka praca” i zabrać do roboty karimatę… i może jakiś kocyk. Misia
    przytulankę? Drinki z parasolkami?
    Obejrzeliśmy ostatni parodię Zmierzchu. Eksterminujące się nawzajem, lotne
    watahy nastoletnich fanek Edwarda i Jacoba, Jacob zmieniający się w
    złowrogiego, krwiożerczego cziłałę te rzeczy. Przedtem obejrzeliśmy Czarnego
    Łabędzia, to jeden z tych filmów, które ratuje koniec. Przez większość seansu
    człowiek zastanawia się po co właściwie to ponure, oklepane badziewie ogląda,
    aż przychodzi koniec i banał nabiera perlistych odcieni.
    Hmmm, w sumie powinienem już wychodzić do pracy… Eeee tam, przecież nikt mi
    za to nie zapłacił, a i podwyżka była obiecana, jak bonie dydy, w styczniu.
    Może przejdę się na spacer, wszak pogoda jest piękna i zrobiło się osobliwie
    ciepło, biorąc pod uwagę, że dwa tygodnie temu temperatura oscylowała około
    minus dwudziestu. Mały spacerek, do WhiteTown i z powrotem, może nawet starczy
    czasu na pracę.
    A po południu idziemy na „Salę samobójców”, dziś wieczorem wszyscy będziemy
    Emo, jak to kiedyś odkrywczo stwierdził TT, montując do szlifierki kontowej
    piętnaście nożyków do tapet. Do dziś nie wiem po co mu to było, przecież takim
    zestawikiem można by rozpylić drewnianą ścianę.

    Kobiety to niby słaba płeć,
    ale spróbuj w nocy przeciągnąć
    kołdrę na swoją stronę.

    *

    Nie ma nic, w was, w powietrzu. Zużyci do granic spływacie
    jak brudne szmaty po aluminiowych rurkach. Waszej zagłady nie odnotowałyby
    żadne gazety. A ja rzygam w ciemności żółcią, gdy uświadamiam sobie jak bardzo
    jestem do was podobny. Za dużo się ostatnio zgadzam, za mało niszczę.
    Katastrofy, które kiedyś niemal złamałyby mi kręgosłup, teraz spływają po mnie
    jak ciepły jedwab. Boże, jakże tęsknię za tym by kogoś nienawidzić. Nienawiść
    jest wszak formą zainteresowania. A tymczasem wszystko stało się nieważne.
    Chciałbym się wyrwać stąd i odejść gdzieś, gdzie słychać ciszę. Gdzie można by
    cieszyć się pracą własnych rąk, zbudować dom, zasadzić drzewo. Gdzie nikt by
    potem nie spytał o zezwolenia czy podatek gruntowy. Chciałbym trafić tam, gdzie
    można swobodnie palić ogień i nie myśleć o innych. Zbudowaliśmy zajebiście
    bezpieczny świat. Świat, w którym nic nie wolno, bo zawsze znajdzie się ktoś
    kogo coś urazi, albo będzie mu przeszkadzać w interesie. Jesteśmy zbyt blisko
    siebie by naprawdę ucieszyć się na widok innego człowieka. Jesteśmy zbyt blisko
    by nie przeszkadzał nam czyiś dym z palonych zdjęć.
    Za chwilę stąd wyjdę, ale nie ruszę do źródeł Nilu ani w do Meksyku w
    poszukiwaniu złotych miast. Nie wychodzę by polować na zmutowane bestie pośród
    potrzaskanych, na wpół zatopionych blokowisk Zaspy ani nawet kopnąć w jaja
    oberskurwiela Kurskiego. Wyjdę, będę grzeczny, będę się zachowywał, kawałek
    mnie umrze.

    *

    Niebo zrobiło się czarne, z jego
    serca wystrzeliła błyskawica i
    uderzyła w serce morza

    (Nora Roberts)

    Jest tłusty czwartek. Ale ja
    zawstydziłem tłusty czwartek – jestem tłusty przez cały rok. W nocy wpadłem do
    znajomej piekarni. Jej zapach niosący się pośród jedwabników hoteli
    asystenckich wielokrotnie uratował mi o świcie życie. Nie zostało tam wielu
    ludzi z czasów, kiedy tam pracowałem, ale wystarczająco by rozebrać się do
    koszulki i trochę pośmiać pośród ciepłych wirów mąki. Nie ma lepszego momentu
    by wpaść na noc do piekarni, niż wigilia Tłustego Czwartku, w tę jedną noc robi
    się tyle pączków co normalnie przez pół roku. Ludzie są wyczerpani po
    ostateczne granice wisielczego humoru. Przekrzykują się potwornościami jakie
    można by umieścić w pączku w ramach niespodzianki, a w chwilach gdy kolejna
    partia idzie w temperaturę, niosą niczym ofiarę dla bogów smalcu, małą,
    wierzgającą, Czarną Ewkę w kierunku kadzi z lukrem. Mam teraz słodko za
    paznokciami i w wąsach. Pierwszy raz od dawna zamiast kurzu wytrząsałem z
    włosów cukier. Po zmianie udaliśmy się na tajejącą plażę i z pomącą pięciu
    litrów Sangrii i odnalezionego w tajemniczych okolicznościach literka
    Żołądkowej uczciliśmy nadejście wiosny i ponowną młodość świata.
    Na sekundę horyzont rozświetlił srebrzysty blask, zaraz potem wychynęły zza
    niego szkarłatne żagle słońca. Wrzeszczeliśmy na całe gardło, gubiąc na chwilę
    patynę i chropowatość przeminionych lat. Nasze małe, drżące na wietrze,
    piaszczyste epicentrum wszystkich marzeń. Ci, którzy mogą patrzeć na morze
    znają smak wszystkich możliwych tęsknot. W równym szumie fal słyszą tętno
    świata.
    Co dzień patrzę z okna łazienki jak śnieg cofa się w głąb trawnika.

    Szukali wybiegu dla młodego lwa.
    Miejscowy ksiądz zgodził się by
    biegał po miejscowym cmentarzu.
    Wykazał się specyficznym poczuciem
    humoru pozwalając lwu biegać po
    grobach chrześcijan.

    (TV)

    *

    Nawet Stalin miał
    rację co do Hitlera

    (Hela w opałach)

    Nuda, nic się nie dziej. Boli mnie głowa. Biorę zaległy
    urlop. Będę leżał i łypał okiem z pościeli niczym krokodyl w oczekiwaniu na
    gazelę. Będę chodził po mieście, w którym mieszkam, a w którym nie byłem od
    miesięcy. Posieję strach i grozę w sercach tych wszystkich, którzy w swej
    naiwności pomyśleli, że czas usunął mnie bezpiecznie z ich życia. Zapewne
    wywołam też jakąś eksplozję. Bo ja lubię wywoływać eksplozje.
    W pracy, przy minus 21 eksplodowała mi znaleziona butelka napoju gazowanego.
    Lekko trąciłem szkłem o kontener i cholera wybuchła niczym szrapnel zmieniając
    trzymany w rękach worek w powiewający strzęp. Jeszcze godzinę wytrząsałem szkło
    z włosów, a mam teraz na sobie zimową grzywę prawie dziesięciocentymetrowej
    długości. Nasz El Duce najwyraźniej sprawdza ile jesteśmy w stanie wytrzymać i
    dał mi 4 hale garażowe do sprzątnięcia w dwa dni, myślałem, że jajo zniosę. Na
    jednej hali paliła się tylko część świateł. Dobrałem się oczywiście do skrzynki
    z korkami. Przełączam ja ci dźwigienkę a tu snop różowych iskier na dwa metry.
    Dobrze, że z budowlanego przyzwyczajenia przełączam takie rzeczy wierzchem
    paznokcia, bo mogłoby się okazać, że potrzymałbym to sobie przez chwilę. W
    każdym razie gdy przybył nasz master of high voltage zwany w krajach
    nierozwiniętych konserwatorem, odkryliśmy, że jedna z jarzeniówek jest
    szczelnie wypełniona wodą.
    Prywatnie też nudy, Marzan wyparował ze swojego bloga, może znowu go ktoś
    rzucił i zrobił coś bardzo poetyckiego, np. związanego z mieczem wakizashi i
    jamą brzuszną. Od trzech tygodni tacham do Sióstr stertę tobołów dla Lenn, ale
    Dannonki ostatecznie użyli Krewetki jako żywej tarczy dla swojego lenistwa.
    Lady Pazurek jest rozkrzyżowana w sieci pomiędzy wschodem a zachodem, a Seba
    pisze, że po statku biega im pełno małych chińczyków z narzędziami, którzy bez
    przerwy, z uśmiechem powtarzają: Boruc…
    A mnie boli głowa, wspomniałem już? Idę wziąć czwarty Ibuprom.

    Podciągnęła się na linie. Lądownik
    obsunął się o kilka kolejnych centy-
    metrów w głąb rozpadliny…
    - Hutch? – odezwała się SI
    - Tak Glory?
    - Wychodzisz?
    - Tak
    - I nie wrócisz?
    - Nie Glory, nie wrócę.
    - Wyłączysz mnie?

    (McDevitt)

    *


    • RSS