kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 8.2011

    - Czemu mi tak zwisasz?
    - Bo jestem
    leniwiec.
    - Myślałem, że koala.
    - Leniwy koala.
    Długie,
    wnikliwe spojrzenie
    - Gdzie mój eukaliptus?

    (My)

    Półprzytomne zabawy w zapachu potu.
    Ławkowe bachanalia, parkowe dionizja. Złote szpryce słonecznego
    światła otulone mglistymi ramionami deszczowych panien kroczących
    dostojne z południa, w takt bijących błyskawic. Zimny zapach nocy.
    Ostatnie, pozbawione smaku piwo tego lata. Zbyt wiele z tego
    straciłem bym mógł to odtworzyć.
    Nocami słychać odgłos
    siłowni, silników wielkich maszyn i skowyt udręczonego metalu,
    jakby z zapadnięciem ciemności wypełzały z wykopów wielkie
    mechaniczne bestie, by wyruszyć na żer ludzkich dusz. Tak, że gdy
    w końcu powraca światło znaleźć można tylko garść
    srebrzystego pyłu, niesionego wiatrem wzdłuż krawężnika, i jakiś
    zagubiony kolczyk czy pierścionek. Cierpliwie i z zaangażowaniem
    budujemy potwora, który nas w końcu pożre.
    W Mławie wszyscy
    niepokoją się 2012. A przecież wszystkie przepowiednie mówią, że
    gdy się zacznie, to najlepiej być właśnie w Polsce. Niemniej gdy
    się mieszka 200 metrów od morza, a jesienne sztormy dekorują okna
    wodorostami, to budzą się wątpliwości. Tak więc moi drodzy, nie
    mielibyście ochoty spędzić grudnia przyszłego roku w kameralnym
    schronisku, pod szczytem Wielkiej Sowy? Z 700 kilo od brzegu i prawie
    kilometr w górę.
    Może faktycznie panikuję, ale od ósmego roku
    życia śniły mi się wielkie, grafitowe fale sunące przez zatokę
    i uczucie biegu po schodach z przeświadczeniem, że to wciąż nie
    jest wystarczająco wysoko. Kiedyś w szkole przez pół roku
    wykłócałem się z księdzem o moje deja vu. Krótkie przebłyski
    scen z przyszłości czy fragmentów niewydanych jeszcze książek.
    Włożył wiele trudu, by udowodnić klasie, że jestem idiotą i
    kłamcą, a przecież to w gruncie rzeczy pozytywne. To wyraźny
    znak, że istnieje plan, projekt, i że ogólnie rzecz biorąc
    wszystko idzie w dobrym kierunku. Wierzę w wolną wolę, chyba nawet
    za bardzo, ale myślę, że wszechwiedzący i wszechpotężny Bóg
    był w stanie stworzyć plan uwzględniający skończoną ilość
    permutacji tworzonych przez pojedyncze, obdarzone wolną wolą
    jednostki, tak by ostatecznie osiągnąć zamierzony cel. Jakikolwiek
    by on nie był.

    Bycie częścią czegoś
    niezwykłego
    czyni ciebie niezwykłym.

    (skądś)

    *

    Seba – Czemu Bóg mnie tak doświadcza?!
    Ja – Modlisz się tylko wtedy, gdy się boisz.
    Może chce pogadać…

    Na północno – wschodnim niebie rozbłysła nowa gwiazda.
    Jowisz, Saturn, kometa śmierci, Planeta Nibiru, nie wiem nie znam się. Pośród
    porwanych dzikim wichrem chmur jest jasna i niepokojąca.
    Wróciliśmy z Mławy, gdzie przez tydzień byliśmy spokojni, zadowoleni i
    najedzeni. W domu natomiast pierwszego dnia po powrocie czekało już na mnie
    malowanie i teraz gubię kawałki olejnej i welony chemicznego smrodu. Ach dom…
    Muszę zacząć grać w Lotto, żeby wykupić od Rodzeństwa dom w Mławie i
    wyemigrować tam, gdzie klimat jest łagodny, a pościel nie sprawia wrażenia
    mokrej szmaty, tam gdzie powietrze na długie godziny wypełnia się złotem i nie
    boli mnie głowa. Tam gdzie nie występuje wieczny szum tła i można naprawdę się
    wyspać.
    Tam stagnacja w jaką wpadają znajomi nie jest taka drażniąca, tam z
    zainteresowaniem ogląda się w TV nawet reklamy, w tym tą, w której mózg wprost
    z miksera ląduje na jogurcie, a poza tym wszystko jest znacznie tańsze.
    Powroty zawsze są dla mnie bolesne.
    Ech, szliśmy środkiem wielkiej, dopiero co zbudowanej drogi, z chodnikami i
    ścieżkami rowerowymi z polbruku. Szliśmy jak po grzbiecie ogromnej bestii
    leżącej pod lasem, pośród pól i dzikich traw, a daleko z boku bieliła się równa
    ciągnąca się od horyzontu po horyzont ściana miasta. Coś niesamowitego, coś
    jakby u nas pociągnęli autostradę po plaży. Krążyliśmy pośród wypełniającej się
    nową tkanką zabudowy, pośród rynku pełnego ciuchów i miodu a sklepikami
    prowadzonymi przez autentycznych starych Chińczyków. Wysiadywaliśmy pośród fontann
    w parku i patrzyliśmy z werandy na dziką nawałnicę i rozparzuzające się po
    niebie niczym w Niekończącej się Opowieści sine chmury. W środku dnia zrobiło
    się ciemno jak w nocy. Piliśmy sok z mandarynek, obok armaty pozbawionej kół w
    samym środku mławskiego pola bitwy. Spijaliśmy miodowy krupnik z przyjaciółmi w
    takt rozrzucanych przez ich córę plastikowych kul. Wdychaliśmy zapach
    dziesiątek kwiaciarni, których jest tam więcej niż gdziekolwiek indziej. Była
    noc i był dzień. I mnóstwo telewizji i brak pośpiechu, i przestrzeń i cisza i
    sen i życie. A potem trzeba było znowu umrzeć i wsiąść do pociągu.

    - Skaleczyłem się przy goleniu…
    - O biedactwo, poczekaj zaraz
    przyłożę ci podpaskę Always

    - NIE! Wyssie mnie!

    (My)

    *

    - …spytałem skromnie czy pójdziesz do mnie?
    Skinęła płetwą zgadzając się…
    - Co to, wersja dla orek?
    - Fok

    (My)

    Polskie biura turystyczne w lipcopadzie zanotowały nowy
    rekord. Najchętniej Polacy jeździli do Hiszpanii i Grecji, najwyraźniej lubimy
    leżeć sobie pod słoneczkiem i z leniwym półuśmiechem patrząc na cudze
    nieszczęście. Jeszcze trochę a będziemy im łaskawie pozwalać aby przyjeżdżali
    do nas na saksy i swoimi śmierdzącymi fetą paluchami zbierali dorodne,
    kaszubskie truskawki.
    Ostatnio krążyłem po Zaspie oglądając wielkie murale i czekając na godzinę
    rozpoczęcia imprezy u ciotek Szponiastej. Wymieniają tu chodniku, kładą kostkę,
    a obok na stertach leżą stare kafelki. Z naprzeciwka szła grupa dziewczynek,
    jedna zdecydowanym kopniakiem strąciła jedną z płyt. Płyta upadła z głuchym
    odgłosem, a dziewczynki jak na umówione hasło wrzasnęły: PAJĄKI!!! i uciekły z
    tętentem. Została tylko jedna wyciągając szyję i pytając: Gdzieee?  
    Ostatnio śniło mi się, że chiński wirus zżarł całą ropę naftową i pracowałem w
    konnej ochronie, wożonego furmankami plutonu dla elektrowni atomowej.
    Ostatnio na głębokości 2 km
    odnaleźli tego Airbusa Air France, którego tak usilnie usiłowali nie znaleźć.
    Rodziny jednak się uparły i widziałem zdjęcia czarnych skrzynek wydobytych w
    szklanych skrzyniach wypełnionych morską wodą. Gdy dotarli na miejsce dno
    zaściełało pole szczątków, skrzydło, sterczące po smoleńsku koła. Uderzenie
    zerwało górę kabiny, tak że na dnie leżał spód z fotelami, a w tych fotelach
    praktycznie nienaruszeni w beztlenowej, martwej ciemności nadal siedzieli pasażerowie.
    Robot płynął ponad kabiną oświetlając kolejne twarze, splecione ręce, ktoś miał
    w ręce książkę, ktoś przyciskał do piersi laptop.
    Lepper się obwiesił, pewnie zrozumiał co będą mu robić współtowarzysze z celi. Teraz
    czekam, aż zrozumie to Kaczyński…
    Fornicate Under Command of the
    King!
    Jeśli coś mnie zbije to będzie to zawał spowodowany aktualizacją
    bazy wirusów.

    Nieprawą jest jakoby kawa w dużych
    ilościach powodowała halucynacje.
    Mamy ją tu w radio za darmo, więc
    przeprowadziliśmy tu mały eksperyment
    by nie narażać was na koszty i ani mi
    ani temu fioletowemu pegazowi, który
    był świadkiem całego zdarzenia nic
    się nie stało

    (RMF Max)

    *


    • RSS