kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 2.2012

    Szef – Pod koniec tygodnia będzie jeszcze
    sypał śnieg, ale to już koniec. Zawsze na
    zmianę pogody napieprza mnie noga, a
    teraz boli jak cholera.
    Ja – Cieszy mnie twój ból.

    Na pół roku przed ślubem odkryłem w łazience nieznany mi
    krem… Argh! Cicha inwazja już się rozpoczęła! Kobiety tak mają, wpływają
    jedwabistą osmozą w życie faceta, wypełniają półki i szafy, i ani się koleś
    obejrzy a już przymierza jej bielizną…khm, tego. Zmieniając temat Ciapek
    sprzedał swoje mordercze Tico, z którego upływ płynu hamulcowego tamowano
    wkręcając w przewód śrubę oraz wzbogacając je w szereg tanich, ale jakże odkrywczych
    ulepszeń. Kupił je za 5 stów sprzedał za 4. Sprzedał je dwumetrowemu, łysemu
    sprzedawcy pizzy z Oruni… Powiedziałem mu że jeżeli kiedykolwiek nocą, w
    ciemnym zaułku poczuje zapach pizzy TO NIECH SPIERDALA!!!
    Wylądowałem ostatnio w mieszkaniu Kapsuła, kulturalnie: Piwko, chłopaki rżną w
    domino na pieniądze. Tradycyjnie, aby umilić nam czas Kapsuł odpalił na kompie
    jedną z komercyjnych stron, które tak lubimy: Wyuzdane panny młode czy coś.
    Jakie było nasze zdziwienie, gdy pod ociekającymi welonami zdjęciami otworzyło
    się nagle okienko czatu i po angielsku zaczęło się do nas mizdrzyć: Jesteś z miasta
    amberu? Ile masz lat? chcesz wylizać ogoloną cipkę?  To Gada! Wpadliśmy w lekką panikę, w końcu to
    coś jakby przy gotowaniu przemówiła do ciebie kuchenka, rzucając od niechcenia
    „Gorący dzień mamy dzisiaj”. Po chwili czat się zirytował: Ej! Mówię
    do ciebie dupku! Ja tu pracuję… Dalej nastąpiły coraz barwniejsze
    przekleństwa. Odłączyliśmy się zanim doszła do grubszego kalibru. Już nigdy tam
    nie zajrzymy.
    Dopadł nas terror komunikacji społecznej, już wkrótce idąc do kibelka z
    laptopem będziecie zaklejać kamerkę, bo nigdy nie będziecie mieli pewności czy
    po otwarciu jakiejś strony nie pojawi się chichocząca laska, pokazująca dwoma
    palcami coś długości karaska. No, chyba że to taka sprytna akcja kręgów
    katolickich, w celu przepełnienia strachem serc grzeszników.
    Dobra koniec wakacji, boss dzwonił, że śnieg przestał padać, ruszam więc na
    wojnę.

    Radio:
    Kobiety nie mówią tylko o jednej
    rzeczy… (Pełna napięcia cisza) o
    nietrzymaniu moczu. – Niepotrzebnie!
    My z Danem chórem – Potrzebnie!

    *

    Dobre decyzje biorą się z doświadczenia,
    doświadczenie ze złych decyzji
    Potwory zasiedliły salę NaRogu i piją. Siedzę przy kominku, patrzę w ogień i myślę o zębie. Od dwóch tygodni pęka niczym rozchodzące się płyty tektoniczne. Zastanawiam się czy zgłosić się dennegotysty z reklamacją, czy od razu wjebać im przez witrynę pęk granatów ze wstąrzeczką. Potwory hałasują i rechoczą się, że jest coraz mniej powołań do zakonów. Śmiech po pachy, jestem zły, bo nic tak mnie nie boli jak hipochondria, a jak ja jestem nieszczęśliwy, to wszyscy są nieszczęśliwi. Wstaję więc, podchodzę do potwornego stołu, 3szklaneczki wykonuje ruch od baru jakby zamierzała mnie powstrzymać. Za późno i niepotrzebnie. Nachylam się nad nimi i cicho mówię: Ale by było śmiesznie, gdyby te wszystkie siostrzyczki swoimi modłami utrzymywały świat przy istnieniu. Byłby fun gdyby się okazało, że atomy stracą spoistość wraz z ostatnią modlitwą, ostatniej zakonnicy… 
    Gazeta wszechPolska znalazła się w stanie wojny z ojczulkiem dyrektorulkiem, bo nieśmiało napomknęła o jego związkach z KGB. Kto by pomyślał, że właśnie oni naruszą tabu i powiedzą to co wie każdy mniej więcej zorientowany w topografi polskiej dżungli. W końcu dlaczego prawosławni, przesiąknięci komunizmem Rosjanie szkolą, dofinansowywują i dają sprzęt radiowy dla polskiego księdza katolickiego, już nawet nie wspominając o tym że radyjo z ryjem nadawano z ruskich nadajników wojskowych. a tatuś rzeczonego od rosyjskich służb bynajmniej nie stronił. Przecież ten koleś ma nawet nazwisko inne, a to grzybowe przybrał żeby brzmiało bardziej swojsko.
    Tiaaa, dziś miałem mieć dzień wolny, bo w czwartek ma przyjść kataklizm i dżadżment najt, kiedy to z nieba będą spadać zwarte, piętnastotonowe  bloki śniegu i pomiejsze lodowce. Teoretycznie miałem więc odespać i odpocząć. Dzień wolny, hurrra! Skończyło się jak zwykle, koncertem na dwie szufle, o piątej na Osowie. No, ale nic, za oknem odwilż – minus dziesięć. Zaraz wychodzę, bo idziemy ze Szponem Bojowym mierzyć paluchy do obrączek i sprawdzić, czy starczy nam zgromadzonego złota. Szponiasta zapoznaje się ostatnio z urokami stałej pracy i jest teraz popołudniami równie zamulona jak ja. Przynajmniej nasze rozmowy się synchronizują.
    Zaa horyzontu zaś dochodzą echa mieszkaniowej epopei Lenn, pterodaktyle o zachodzie słońca cichutko ćwierkają, że epicko umoczyła robiąc interesy z trzema panami, którzy opuszczając wynajmowane kwatery zabierają zwykle ze sobą na pamiątkę pralki i co luźniejsze kaloryfery. Ale to dobrze. Najwyraźnie litościwy Stwórca uchylił znad jej głowy parasol szczęścia, dochodząc do jedynie słusznego wniosku, że jak nie dostanie w dupę to się niczego nie nauczy.
    - Nie rozumiem czemu kobiety nie stoją
    przez cały dzień przed lustrem i nie bawią
    się biustami?
    - Czasami się bawią…  
    (My)
    *

    • RSS