kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    Wpisy z okresu: 3.2012

    - Twoje udka już nie schudną, one po
    prostu mają taki kształt.
    - Och, to nie ma sensu, zjem ciasteczko.
    (My)
    Wchodzę do kościołów jak do zadziwiających akwariów pełnych oddechów. Jestem na mszy. Potem zadaję pytania: czemu to, czemu tak, czemu w tym momencie. Jestem turystą we własnym kraju. Obcy w obcym kraju. Nadchodzi noc pierwszej spowiedzi i pierwszej komunii. Jak można streścić trzydzieści pięć lat czynienia zła i wolnego wyboru według własnego rozeznania. Każdy dzień był odkryciem, nie istniała żadna moralność poza moją własną. Teraz muszę nasunąć na siebie chrześcijaństwo niczym puchową kołdrę. Cieplej i bezpieczniej, ale mniej oddechu i swobody ruchu. Wiele czasu zajęło mi odkrycie, że każdy debil może być wolny. Wyzwanie to nałożyć na siebie ograniczenia i wytrwać w nich.
    Nigdy nie byłem modny. Myślę też, że narastająca tępota, niezaradność w realnym świecie i lenistwo nowych pokoleń, może być właśnie związana z osłabnięciem wiary. To próby i ograniczenia wykuwają w nas siłę woli i determinację. To wiara w transcendencję, w coś większego od nas daje nam oparcie pośród wirującego pyłu, jaki nazywamy rzeczywistością.
    Czuję się dziś jak starzec. Jestem bardzo, bardzo zmęczony. Pracowałem non stop dwa tygodnie, zrobiłem prywatnie, po nocach dwa remonty, a i w dzień nasz Il Duce nie oszczędzał nas za bardzo. Parę dni temu obudziłem się jak w horrorze, w pokrwawionej pościeli, a to po prostu w nocy popękały mi rany i odciski na rękach. Do tego jeszcze lekkie przygnębienie polityką finansową naszego szefa. Istnieją trzy etapy w wypłacaniu pensji: Motywacyjny, dostajesz tyle kasy, że jesteś z niej zadowolony, chce ci się pracować, starać i robić więcej niż się od ciebie wymaga. Drugi – gdy ciężko ci się chodzi do roboty, nie kosisz kokosów, ale pensja przynajmniej rekompensuje niewygodę. Ostatni to etap szacunku, a liczy się go od tyłu, pensja nie odzwierciedla w najmniejszym stopniu już wykonywanej pracy, a mimo to szef nakłada kolejne zobowiązania. Ja wiem, że jest kryzys, ciężko na rynku, ale szczerze mówiąc ja i większość ludzi firmy czujemy się nieszanowani. Ostatnio o mało nie doszło do otwartej rebelii, jedyne co uratowało Bossa, to to, że nie wypłacił ludziom kasy za odśnieżanie w tym samym momencie. Gdyby to zrobił i wszyscy wkurwiliby się równocześnie, wspierając nawzajem swoją złością, to dziś w firmie miałby dwie osoby.
    W tym miesiącu ma być podwyżka. Obejrzę ją sobie, a potem zastanowię się co dalej.
    Na razie pada śnieg. 
    Jesteśmy czującymi maszynami,
    które przypadkiem myślą.
    (Watts)
    *
    Dziś wieczorem Lulu zaśpiewa,
    zniszczy i umrze, a Luisa zatańczy,
    spustoszy serca i utonie w dżinie
    (Williams)
    Szponiasta poszła ze swoją mamą do Careffura i kupiła chleb, wodę i wino.
    Ja absorbuję wiosnę skórą. Mam przypieczoną jedną trzecią twarzy. Wśród krwawych ruchów tektonicznych zasklepiają mi się ostatnie ciecia w dziąsłach, po kolejnym remoncie paszczęki. Byliśmy na Johnie Carterze. Ludzie, którzy czytali „Księżniczkę Marsa” pozostaną niezaspokojeni, ci którzy nie czytali są zadowoleni, ale niczyjej duszy dzieło to raczej nie przenicuje. W każdym razie były starcia powietrznych flot, ostrza rozpryskujące posokę i księżniczki do uratowania, czyli wszystko czego trzeba wiecznie dorastającym chłopcom. Ostatnio dzwonił Seba i pytał o czym jest „Najczarniejsza godzina”, wytłumaczyłem mu więc najprościej jak mogłem: Ludzkość nie płaciła rachunków za prąd więc windykatorzy z Procjona przylecieli z nakazem eksmisji. 
    Na zewnątrz jest przejrzyście. W dzień jaskrawe słońce toczy się po błękitnej emalii nieba, w nocy gwiazdy zstępują milionami na spokojne wody zatoki. Nagłe sztormy zmieniające błękit wody w kipiący granat i wichury zwijające bruki i nanoszące wydemki piasku na balkonach, na 17 piętrach wierzowców. Na 3żaglach kobieta miała na szybach zakładu kosmetycznego naklejki to wiatr i piasek podziurawiły je jak sito a miejscami zdarły jak wielka piaskarka. Kobiety oblekają się w metafizykę i odżywki do włosów, zakochuję się średnio trzy razy dziennie, a potem tłumaczę Pazurzastej jaka jest różnica między zakochaniem a kochaniem.
    Znowu nie poszedłem do Cockneya. Z jednej strony bym chciał, ale z drugiej nie znalazłem tam ludzi którzy rzeczywiście by mnie obchodzili i przebywanie z którymi nie kosztowałoby mnie świadomego wysiłku. 
    W piątek odebraliśmy z Pazurzastą obrączki, zrobił nam je dziadek, ostatni partyzant handlu detalicznego, który ma maleńki zakładzik wciśnięty między galerie i salony Wrzeszcza. Jest tam tak wąsko, że człowiek ma wrażenie, że zaraz potrze ramionami o ściany. W każdym razie złote krążki już są, różnica wielkości jest spora, moja orbituje wokół jej, czyli w sumie wszystko jak trzeba.
    -… tak? No to będę chodził na dziwki.
    - Nie będziesz. We śnie podetnę ci ścięgna…
    (My)
    *
    Gdybyśmy mieli wyskakiwać z
    łóżek to spalibyśmy w tosterach
    (Garfield)
    Szóstego marca miałem jakiś taki dogłębny nastrój. Usiadłem więc nad moimi notesami i sprawdziłem co robiłem i myślałem wstecz rok po roku aż do 1996. Fascynująca lektura. Podążanie pod prąd ewolucji, ku rejonom prostszym i oświetlonych mniej przybrudzonym słońcem. To zadżebisty pomysł na książkę, „Moich 50 szóstych marca”. Tylko przydałoby się przeżyć jeszcze te parę lat. Tymczasem znowu śnił mi się koniec świata. Tym razem nie była to jakaś sytuacja z jego cieniem w tle. Tym razem byłem z sobą aż do samego końca. Mogłem obserwować ostateczną gonitwę myśli, gdy próbujesz pomyśleć wszystko czego nie pomyślałeś, nim przestaniesz, a potem nagłe zapadnięcie ciemności. Tym razem przyjąłem to wszystko ze spokojem.
    Dziś uziemiło mnie z lekka w domu, musiałem porzucić Dana zmagającego się z piętrami i całą utęsknioną społeczność 3żagli, która chciałaby powiedzieć mi „dzień dobry”. Po południu muszę za to zmierzyć się z dentystą, mam cichą nadzieję, że do tego czasu będę chodzić. Dziś mamy też iść ze Szponiastą na polowanie na rajstopy, najbardziej goździkowe z komunistycznych świąt w końcu zobowiązuje.
    Opowiadałem wam już, że Lenn uczyniła drugie podejście do wynajęcia wymarzonego mieszkania? Uczyniła. Miało być na Zasspie, dwupokojowe, z tym, że jeden pokój zamknięty na głucho i nie wolno go było pod żadnym pozorem otwierać. Znając Lenn jestem prawie pewien, że za tymi drzwiami kryło się coś potwornego, co nocami wychodzi na żer i wracając do siebie gubi niefrasobliwie okrwawione paznokcie i pokruszone trzonowce. Chociaż co ja tam wiem, może trzymali tam pobierającą ciągle rentę, zmumifikowaną babcię, ewentualnie dzieci w beczkach. W każdym razie sprawa i tak rozbiła się o kota. Pewnie martwili się, że cokolwiek egzystuje za drzwiami mogłoby nie zdzierżyć tuptającego tuż obok, włochatego, kalorycznego przysmaku.
    Coś jeszcze? A, będę świadkiem na procesie. Tamara i Marko vs pięciu skinheadów. Tamara pochodzi z kazachstańskich Polaków i jest apetycznie śniada i czarnowłosa, a Marko, który się zwykle za nią snuje w nadziei na darmowe żarcie jest jakąś emo hybrydą hipisa z punkowcem. Trudno się więc dziwić, że ściągnął na siebie uwagę miejscowego „kułka gejowskiego” jak untermenszów nazywamy w Brzeźnie. Marko to tykowaty chuderlak, szybko więc zniknął pod butami, natomiast Tamara jako płeć słaba została tymczasem zignorowana, co okazało się błędem, ponieważ wyciągnęła z tylnej kieszeni nóż do tapet i urządziła niedorobionym pokaz wyższości rasowej oraz ogólnie wyraziła swoją dezaprobatę dla ich stylu ubierania się i szeroko pojętego światopoglądu, co z boku wyglądało nieco jak atak miksera na pięć niewinnych kalarepek. Gdy kolesie sadzili susami w kierunku wydm jednemu zdaje się powiewał na wietrze płat czoła. I wiecie co, ci bohaterowie poszli do sądu. Już nie mogę się doczekać miny sędziego jak zobaczy pięciu dwumetrowych, łysych byków skarżących się, że napadła ich śniada panienka metr pięćdziesiąt i dziecko kwiat, o aparycji uschniętego słonecznika.
    SU – 76
    Połączenie czołgu lekkiego T-70 z armatą
    przeciwpancerną ZiS-3. Powstał szybki i
    zwrotny, choć niewygodny dla załogi, ni-
    szczyciel czołgów. W połowie 1945 r. prze-
    mianowano go z niszczyciela czołgów na
    działo samobieżne wsparcia piechoty.
    Wyprodukowano 12,5 tyś. sztuk. Załogi
    nazywały je Bladź.
    (Encyklopedia czołgów i pojazdów bojowych)
    *

    - Hm
    - Co tam?
    - Zastanawiam się czemu dziś jesteś
    taka przylegliwa?
    - Martwi cię to?
    - Nie, po prostu zastanawia mnie jaki
    to okres okresu.
    - A co, nie podoba się? To sobie
    pójdę! Aaaale za chwilę…

    (My)

    No dobra, dobra już jestem. Musiałem na koniec zimy skoczyć jeszcze do piekła, a potem to odchorować. Przez 6 tygodni miałem dwa dni wolnego. Wstawałem przed świtem i gubiłem jelita od morza po najdalsze krańce GórnegoTarasu, a gdy śniegi stopniały, a lody spłynęły wysłano nas z maszynami pod powierzchnię gruntu, gdzie pchając ryk i wibrację przez ciemność, i rzygając kurzem spędziliśmy kolejny tydzień. Uwielbiam to, szczególnie po zimie, gdy odkładający się przez dwa miechy drobny pył zastyga w osadową skałę z inkluzjami szkieł i kawałków metalu. Jeszcze przez trzy dni płakałem niczym szatan nad upadkiem Małego Korsykanina czarnymi łzami i musiałem pilnować się, gdzie kicham by nie przerobić komuś ściany, albo ciuchów w dalmatyńczyka.
    Ale nic to. Nadeszło słońce. Przybyły wiosenne wiatry. Wjeżdżam na szczyt, pod samo niebo, by popatrzeć z góry na krzywiznę Ziemi. Krzywizna jest ciemnogranatowa, upstrzona białymi plamami kipiącej furii. Morze Smutków o tej porze roku ma niesamowity, głęboki kolor elfich łez. Wiem, zrobiło się ździebko mangowo. Niemniej, żadnych siedzących na gzymsach aniołów o wielkich oczach, błyszczących niczym grzyby i ćmiącym pogniecione papierosy nie zauważono. Żadnych błękitnych smużek dymu, ani wirujących piór, wprost z mokrych snów Mamoru Oshi. Tylko kilka zapomnianych, poskręcanych niczym ofiary bomby neutronowej, jesiennych liści i roziskrzona linia Hellu na horyzoncie. Tam gdzie śpią kostropate cielska bunkrów, a milion pokrytych kołderką wydmowego piasku pocisków śni o tarciu.
    Wiecie, że niecałe dwa metry pod falami, tuż obok półwyspu spoczywa pogrzebane całe, średniowieczne miasto? Mieszkali tam piraci blokujący zatokę. Był tam między innymi pierwszy na ziemiach polskich zegar wieżowy. Teraz pozostała siatka ulic, fundamenty i poprzewracane przez sztormy nagrobki.
    Wielkie zmęczenie przyniosło wielką obojętność. Wyjałowiło z celów i pragnień. Kompletny brak, złości czy podniecenia. Wjeżdżałem tylko pod koniec roboty na górę i patrzyłem w dół w symulacji Boga. To niesamowite jakie dźwięki wydaje tak ogromny budynek omiatany wiatrem o prędkości 130 km/h. Jęczy, szumi, wyje, stęka, zgrzyta, szepcze. Człowiek czuje się w nim jak ostatni ocalały na tonącym U – boocie.
    Byliśmy już załatwiać obrączki. W maleńkim warsztacie wciśniętym między przeszłość, przyszłość a Galerię Bałtycką. Ostatecznie zrezygnowałem z wypisanej po wewnętrznej stronie w języku mordoru: Jeden by wszystkie zjednoczyć i w ciemności związać. Mogłoby to być, jak zasugerował Dan, zrobione farbą czułą na ciepło. Tymczasem w mojej obrączce będzie wyryte: Pazurek, a w Pazurkowatej: Misiu, ale o tym cicho sza…

    - Coś ty zrobił z włosami?
    - Co takiego?
    - Wyglądasz jak Kame Hame Aaa!
    - Uuu, super. Będę tak chodził.
    - Ale chyba nie tam gdzie ja?

    (My)

    *


    • RSS