kiszczaksattack blog

    w ten oto sposób blog.pl i onet duszą inwencję i pozbawiają sensu jakąkolwiek twórczość

    W chwili gdy ludzie wypacali dusze na procesjach,wędrowaliśmy z Sierakowic do Kartuz.Było ciepło,pochmurno a komary przysięgły chyba przed jakimś bzyczącym bóstwem jakąś międzygatunkową vendettę.Mało spałem,a kilka godzin wcześniej ostro piłem…to był naprawdę długi dzień.
    Phantom & Magnolia nie kłócili się za bardzo,Awari gnała w peletonie najwyrażniej wygłodniała przestrzeni,Meva wyglądała jak Lara Croft,była śliczna i niezwykle interesująco spocona.Krzychu niósł tyle żarcia ile sam ważył,a Sławek wędrował z lekka nieobecny i bezdennie zakochany w Królowej Śniegu z Marienstrasse.7 razy mijał mnie ten sam rowerzysta,za każdym razem bardziej czerwony na twarzy.Krowy dawały się głaskać a kurz unosił się raźno i osiadał na twarzach.W domu byłem późno,zmęczony i obolały…zdecydowanie obolały.Powlokłem się z psem na koniec świata,był zajebisty złoty zachód słońca,z tych w czasie których dobrze siedzi się na plaży z piwem i przyjaciółmi.Zakończyłem dzień podgryzając własnoręcznie spreparowaną pizzę, spoczywając w gościnnej głębi mojej monstrualnej wanny.Kilometry miękły powoli i opadały ze mnie na dno .
    A dziś jest szaro i duszno,czytam i słucham muzyki.Noc całą grać będę w RPG.Rano wrócę do domu,pomyję,posprzątam,przewietrzę zwierzę i znowu będę grał w RPG,tyle że u innego mistrza gry,czy raczej mistrzyni.Void jest z wykształcenia lekarką,jej sesje mają więc niepokojąco anatomiczny charakter.
    A co będzie w niedzielę dowiem się jeśli wstanę.Nie wiem kiedy znów napiszę ponieważ Lenn z typową sobie subtelnością sfajczyła swój comp, okoliczną sięć oeaz parę znajomych adresów GG.Myślę że dałoby się ją zarejestrować jako wielofunkcyjną broń elektroniczną.Opłać abonament i poczekaj na huk.

    No i tak,znowu siedzę u Awari i stukam w jej pokryte pudrem klawisze.Ona się właśnie wykąpała i jak wyznała nie posiada szlafroka.No dobra nie jestem konsekwentny.
    Dziś wybierałem się na bastiony,chciałem wpełznąć w jakieś wilgotne, odizolowane od okrutnego świata podziemie,Poszukać skarbów i nietoperzy.Przygotowałem sobie nawet czołówkę i zapas bateri .Szczególnie liczyłem na nietoperze,byłoby na pewno zabawnie,PACH! i skórzasta fala prosto w twarz,wszystkie rozjuszone,a co trzeci z wścieklizną.
    A tak Awari zawlecze mnie do Whitetown,gdzie pośród rzesz niemieckich emerytów,krążyć będziemy w zapamiętaniu po antykwariatach.Ona będzie co chwilę wyciągać jakiś tom i z zachwytem krzyczeć „popatrz co znalazłam,pułkowniku,przecież zawsze chciałeś to mieć…” a ja akurat jestem spłukany i na książkowym głodzie,wrrr to napewno jakaś zemsta.
    Powoli acz nieubłaganie narasta we mnie depresja.Mija 8 miesiąc jak nagle schrystianizowanej Lennonce obiecałem nie kraść i nie oszukiwać.ARGH frustracja zalewa mnie fala za falą.Przecież to niezdrowe.A ta dalej futruje mnie propagandą i wciska najnowszy przekład Sw. Marka.Swoją drogą trzeba chyba być starym ateistą by naprawdę docenić niepowtarzalne piękno i morderczą logikę chrześcijaństwa.Zazdroszczę chrześcijanom,jesteście z tym od zawsze,słuczacie niesłysząc księży,klepiecie automatycznie modlitwy.A ktoś taki jak ja odkrywa oczywiste i niezauważalne dla was rzeczy jako absolutne nowości.To paskudne stracić nagle niewinność,zrozumieć ile z tego co codzienne okazuje się nagle złe i niesłuszne.Kurdr!wy tego nawet nie zauważacie a ja o tym myślę i jest mi ciężko.
    Dobrze być dzikusem.

    Dziś śmiertelnie obraziłem Awari.Z przykrością stwierdzam że celowo i z premedytacją,choć muszę przyznać że wytrzymała o 5 sekund dłużej niż przewidywałem.Właśnie siedząca obok Lennonka zrzędzi ,że po znakach przestankowych robi się spację.Byłem polonistą krócej niż ona, więc niech jej będzie.Powiedział Płk Kiszczak konsekwentnie nie robiąc spacji…to moja spacja i mój blog, sio!
    Ale wracając do Awari, to stara i zardzewiała przyjaźń,można powiedzieć,że przeżarta na wskroś.Ostatnio…ostatnio,po jej ostatniej wielkiej,nieszczęśliwej i skazanej na spektakularną klęskę miłości Awari poczęła powoli acz nieubłaganie się sypać.W końcu ciężar rzeczywistości stał się tak wielki,że przeniosła swoje życie do internetu .Teraz ściga jednorożce.Wszystko trzymało się kupy(jak owsiki) do ostatniego wyjazdu w góry ,gdzie zachowała się karygodnie i niegodnie, żeby nie powiedzieć ohydnie.Błędy są wybaczalne,tak samo jak nieudacznictwo, zły humor czy pech,ale zrzucanie odpowiedzialności za własne błędy na innych i histeryczne wystąpienia nie poparte prawdą czy choćby zwykłą logiką są wedłu mnie absolutnie niedopuszczalne. Wiem,marudzę, poza tym co ja tam wiem,jestem tylko prostym kafelkarzem, ale od tygodni narastało we mnie coś,co dziś właśnie eksplodowało.Nie jestem ani zbyt mądry ,ani zbyt dobry, ale wierzę w równowagę,coś w rodzaju sprawiedliwości (nie mylić z prawem),jeżeli znajomość nie przynosi żadnej ze stron nic pozytywnego nie zawaham się zabić jej bez litości.
    Stój bo strzelam! – Stoję! – Strzelam!
    Umarła AgJ , niech żyje Awari

    Wiecie jaki kraj jest światową potęgą w uprawie wiśni? Japonia? USA? Nie,nie to właśnie my.Ja też jestem w szoku.
    Właśnie wylądowałem u Zwierzów,za jakąś chwilę zacznie się sesja a ja przeobrażę się w bandytę i złodziejaszka(ale szlachcica)Vermuta de Balantein.Nie będę się nad tym zbytnio rozwodził bo i tak Awari pokrętnie i niedokładnie opisze wszystko na swoim blogu.Swoją drogą to niezwykle interesujące jak ludzie tworzą postacie w RPG.Zazwyczaj to nadal oni tylko o przejaskrawionych czy pouzupełnianych cechach.Taka Awari na przykład w grze wplątana jest w liczne , mroczne tajemnice związane ze swym urodzeniem i podkochuje się w tajemniczym nieznajomym z nikąd…bardzo romantycznie.Gdy o tym pomyślę to i ja gram sobą tylko usunąłem nieco hamulców.
    Podobno ludzie z wiekiem się nie zmieniają,stają się tylko coraz bardziej sobą.Może więc kiedyś dogonię własną wyobrażnię…drżyj świecie!A wy pilnujcie córki i portwele.
    A wogóle to ostatnio łażę ciągle niedospany.Teoretycznie jestem bezrobotny,ale jak to zwykle bywa teoria słabo przystaje do rzeczywistości.

    Przeglądałem starą Wyborczą,a tu tytuł „Kto ogląda dziecęce kanały”…hm,ten tego,nie wiem czy ta wiedza jest mi akurat potrzebna do szczęścia.
    W sumie nie spodziewałem się,że będę dziś coś pisał,ale tak się akurat złożyło,że na szlaku mojej miejskiej partyzantki znalazł się dom Awari.Teraz biedactwo siedzi,z lekka sterroryzowane,gdzieś w kącie,a ja zaraz wejdę na jej pocztę i pootwieram wszystkie załączniki.
    Dziś idziemy do kina na „Pojutrze” Emmericha.Uwielbiam tego faceta,w każdym filmie od nowa rozwala Nowy York.
    Podobno do 2050 Bałtyk podniesie się o 3 metry…
    ale dość tych optymistycznych wieści,muszę przecież namieszać Awari na gadu gadu…i zajrzeć do tajemniczego pliku „najlepsze owłosione klaty”.
    Ok kończę temat,przecież będę z nią dzisiaj w ciemnym kinie i wiele mi się może jeszcze przytrafić.
    Na koniec opowiastka

    Opowieść Aliena
    Facet nazywa się Alien.Alien znazy jest z tego,że raz na parę lat pojawia się w mieście i pożycza.Pożycza wszystko i od wszystkich,potem wyjeżdża by po paru latach wrócić po więcej.(ma długie włosy,starą ramonesę,taki przybity kolo,jak was o coś poprosi ,nie pożyczajcie)
    Alien podróżował ze znajomymi po górach,szli od schroniska do schroniska.W górach żarcie jest w cenie,wozili więc ze sobą sporą kiełbasę białą.Co wieczór kładli ją na stole,z nadzieją że ktoś ją zje rano,albo połasi się na nią jakiś zdesperowany kot,o skłonnościach samobójczych.Podróżowali już z miesiąc i kiełbasa zaczynała wyglądać bardzo zdrowo:nabrała kolorów i urosła.Aż pewnego,pięknego ranka przez okno wpadł radosny promyk słońca.Powędrował przez pokój,cicho padł na stół i począł sunąć po blacie,aż trafił na kiełbasę…
    Głuchy odgłos eksplozji poderwał ekipę akurat na czas by dostała się pod deszcz oślizgłych szczątków.

    Uczcijmy pamięć kiełbasy minutą ciszy.

    …kiedyś,też w górach, Alien mył się wodą spod parówki,ale to już zupełnie inna historia.Hm,ależ ten czas leci,zdaje się że Awari chciała odzyskać panowanie nad klawiaturą.Precz kobieto!Zabierz to zwierzę!Zaatakowała mnie kotem,ale ja się nie poddam!Ja…a…

    Znajoma napisała że ma doła…odpisałem:a ja właśnie ponosiłem sobie telewizor…i kto ma głupiej? Obejrzałem też sobie znowu „Armaggedon”,uwielbiam dobry kicz.Zawsze przy przemówieniach prezydentów United States stają mi łzy w oczach.”Dzień zagłady”,”Dzień niepodległosci”…becouse today,we are selebrate our indepedence day!!! aplause!aplause! aplause!yeah!!! Po za tym babka dała mi artykuł o odchudzaniu…to jakiś znak?

    Budzę się
    Patrzę,ciemno,noc myślę
    Ale zegarek błyska dziewiątą
    Dopiero z radia dowiedziałem się
    Że ruski zestrzelili słońce


    • RSS